Japońskie bajki zniszczyły moje życie

//Japońskie bajki zniszczyły moje życie

Oglądam anime odkąd skończyłam 7 lat. Od samego początku byłam przez to wyśmiewana i wytykana palcami przez rówieśników. Dorośli natomiast atakowali mnie komentarzami w stylu : „Od tych bajek zgłupiejesz”. Dziś więc chciałam opowiedzieć, jak po latach wygląda moja sytuacja, jak bardzo zgłupiałam i jak bardzo japońskie bajki zniszczyły moje życie…

Japońskie bajki zniszczyły moje życie

 

Zaczęło się niewinnie, od „Czarodziejki z Księżyca”. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam krzyczącą Usagi, pomyślałam „Boże, jakie to głupie!”. Mój ojciec zawsze z rana włączał Polsat, a ja tylko komentowałam: „Proszę, nie męcz mnie tym!”. Pewnego razu zachorowałam, musiałam zostać w domu. Wtedy właśnie pierwszy raz obejrzała Czarodziejkę w całości, nawet nie miałam siły, żeby się sprzeciwiać. Nie wiem, jak to się później stało, że zaczęłam śledzić losy Usagi z wielkim zainteresowaniem. Mam wielką dziurę w pamięci. Pamiętam natomiast, że już nie tylko ja interesowałam się najdziwniejszą kreskówką, która pojawiła się w Polsce. Dołączyła do mnie najlepsza koleżanka z klasy, która mieszkała w sąsiednim bloku. Wspierałyśmy się przez całą podstawówkę.

PSYCHICZNE DZIECKO

 

Moja fascynacja była dosyć psychiczna, specyficzna, chora – tak twierdzili „wnikliwi obserwatorzy”. Rysowałam czarodziejki, kupowałam czarodziejki, kolorowałam czarodziejki, zasypiałam z czarodziejkami. Projektowałam mundurki i robiłam sobie akcesoria z papieru, zaczęłam czesać się w dwa kucyki, a do niegrzecznych kolegów mówiłam, że „ukarzę ich w imieniu księżyca”. To oczywiście tylko niektóre moje dziwne zachowania.

FALA HEJTU

 

Po dwóch latach spłynęła fala hejtu na japońskie produkcje. Przeżyłam to bardzo dotkliwie. O tym, że wojowniczki są złe, zaczęłam dowiadywać się od rodziców i innych dorosłych. Moja mama próbowała ograniczyć mi oglądanie ukochanej bajki, a inni szyderczo komentowali moją pasję i stwierdzili, że zgłupiałam, a jeżeli nie przestanę, wtedy beznadziejna przyszłość mnie czeka. Myślicie, że przestałam? A skąd! Zakazany owoc przecież kusi najbardziej. Zaczęłam więc robić na złość całemu światu i nadal po kryjomu oglądałam anime. Z czasem poznałam inne tytuły,  jeszcze lepsze od „Czarodziejki z Księżyca”. Wiele było wzlotów i upadków, wyśmiewania, szyderstwa, zastraszania i gróźb. Z czasem moim rodzice odpuścili, bo wyczuli, że nie poddam się tak łatwo. Czułam też, że opinie dorosłych i rówieśników były spowodowane ich niewiedzą. Nikt z krytykujących osób nie obejrzał żadnego anime od początku do końca…

ZNISZCZONE ŻYCIE

 

Jak moje życie wygląda po latach? Po pierwsze czas wielkiej fascynacji mangą i anime trwa do dziś. Najmilej wspominam momenty, w których już pokochałam „Sailor Moon”, mam świadomość, że wzbogaciła moje dzieciństwo. Z sentymentem wspominam chwile, kiedy siadywałam na ławce i rysowałam moje ukochane postacie. Dzieciństwo było inne, ale bardzo szczęśliwe, wcale się nie nudziłam. Dzięki anime poznałam wielu ciekawych ludzi, z niektórymi osobami utrzymuję kontakt do dziś i łączy nas prawdziwa przyjaźń. Dzięki anime odkryłam moją pasję do rysowania – dziś na rysowaniu dorabiam, prowadzę bloga o tej tematyce. I co najważniejsze – to właśnie wspaniałe, japońskie historie uświadomiły mi, że ja też chcę tworzyć magiczne światy, odkryłam moje zdolności pisarskie i wielką moc kreatywności, która we mnie drzemie. Niepozorne bajki pokazały mi, że marzenia są najważniejsze i warto za nimi podążać, choćby na koniec świata, tak jak robił to Songo ze swoimi przyjaciółmi. Tak naprawdę odnalazłam siebie!

Japońskie bajki zniszczyły moje życie – epilog

 

Jako mała dziewczynka odkryłam też jedną, najważniejszą prawdę życiową. Prawdę, której do tej pory nie potrafią zrozumieć niektórzy dojrzali i wykształceni ludzie i bardzo im się dziwię.

Nie ma na świecie złych ludzi. W każdym z nas tli się iskierka dobra, tylko musimy dać innym szansę.

Gdyby wszyscy ludzie zrozumieli tę prostą prawdę, na świecie nie byłoby tyle nieporozumień, wojen, prześladowania, chamstwa i oceniania wszystkiego po pozorach. Tak właśnie japońskie bajki „zniszczyły” moje życie. Nigdy, przenigdy nie cofnęłabym czasu. A ty jak sądzisz, czy japońskie bajki zniszczyły moje życie?

*******

Więcej moich tekstów znajdziesz na moim blogu Freeleserka, na który cię serdecznie zapraszam. Staram się prowadzić ciekawe, kreatywne życie. Uważam, że PASJA jest dla nas bardzo ważna, dlatego ja nieustannie szukam nowych. W kręgu moich zainteresowań znajduje się sztuka, grafika komputerowa, muzyka, film, literatura, teatr. Gram na trzech instrumentach, kocham również pisać i rysować na komputerze.

About the Author:

Misją bloga jest pokazywanie innym, że w życiu wszystko ma sens i KAŻDA SYTUACJA czegoś nas uczy, tylko musimy zacząć szukać nauki. Ludzie nie próbują tego robić, dlatego tak bardzo cierpią. Poznawanie tajników swojego umysłu prowadzi do upragnionej wolności i ja głęboko w to wierzę.

Oprócz tego zachęcam ludzi do prowadzenia ciekawego, kreatywnego życia, do życia z pasją!

Najczęściej piszę o popkulturze, z której wydobywam naukę. W filmach/anime/książkach szukam natchnienia, motywacji oraz życiowych i filozoficznych przemyśleń.

  • Ja również miałem okres, gdy oglądałem anime, ale chyba nie spotkałem się z jakąś większą falą hejtów. Czasem ktoś tam się uśmiechnął, ale na tym się kończyło.

    • Wiesz, chyba jestem trochę od Ciebie starsza 😉 Teraz to jest zupełnie normalne 🙂

      • jakis_facet

        Niekoniecznie to kwestia wieku – może bardziej pozycji wśród rówieśników? Bo ja nieco starszy jestem i chociaż pamiętam wiele uśmiechów i spojrzeń z politowaniem (no bo kto poważny ogląda „chińskie bajki”?) to z hejtem się nie spotkałem – bali się, czy co? I tak z biegiem czasu wiele się nie zmieniło, po latach przerwy wróciłem do oglądania anime – ludzie nadal się dziwią, że facet dobrze po trzydziestce nadaj ogląda bajki, ale jakoś nie krytykują – każdy ma swoje dziwactwa 😉

        • „Sailor Moon” to było pierwsze anime, które pojawiło się w Polsce. Ludzie uważali, że jest dziwne. Mniej rówieśnicy, bardziej dorośli się z tego śmiali. Do tego ja się naprawdę dziwnie zachowywałam, jak psychofanka albo nawet gorzej xD Czarodziejki stanowiły wtedy 90% mojego życia 😉

  • Nie przywiązywałam do nich zbyt dużej wagi, oglądałam takk jak inne dzieciaki, ale bez wielkich emocji…

  • Sailor Moon! Gdybym wiedział w czasie gdy to oglądałem, że istnieje coś takiego jak masturbacja to bym to pewnie robił w trakcie seansu.

    • Haha! Zwłaszcza na ostatnim odcinku 😛

  • Uwielbiałam Sailor Moon 🙂 Do tej pory mam wielki sentyment do tej bajki. Na szczęście ominęła mnie fala hejtu – w moim środowisku szkolnym i podwórkowym było wiele dzieciaków zafascynowanych anime.

    • Moje miasto ta straszna dziura… Do tego wtedy mieliśmy typowo „kościółkowe” czasy, gdzie wszystko, co związane z czarami było ZŁE! 😀 Później ludzie przekonywali się do Sailor Moon 😉 Nawet mój brat, który na początku strasznie się z tego śmiał.

  • Faza na anime ominęła mnie szerokim łukiem (jam to starsze pokolenie :P) i rzeczywiście nie rozumiem fascynacji. A może nigdy nie miałam okazji się w ten gatunek wkręcić 🙂

  • Zacisze Lenki

    Jestem z trochę starszego pokolenia, więc ominęła mnie faza anime i raczej nie żałuję, to chyba nie dla mnie.

    • Nie chcę nikogo na siłę przekonywać 😉 Jednak mogę powiedzieć, że w anime każdy znajdzie coś dla siebie, serio.