Janusz i Grażyna prawdę ci powie, czyli o tym dlaczego ludzie wytykają ci błędy

//Janusz i Grażyna prawdę ci powie, czyli o tym dlaczego ludzie wytykają ci błędy

Zdaję sobie sprawę, że tym tekstem po raz kolejny strzelam sobie w kolano. A bo niechcący ktoś z rodziny, znajomych czy przyjaciół przypadkiem przeczyta ten tekst i odnajdzie tutaj siebie i już afera gotowa. A po drugie jest dziś piątunio i spece od social media wykrzykują na darmowych webinarach, że w piątunio to powinno się publikować treści lekkie, zabawne, śmieszne – jednym słowem lolcontent, bo bądź co bądź ludzie po całym tygodniu pracy marzą o rozrywce. A nieidealna znowu serwuje dla was jadowite kąski podlane ironicznym komentarzem, obtoczone syto w sarkazmie i nie oszczędza nikogo.

Nie wydaje mi się, abym pytała o poradę

Naprawdę od dłuższego czasu zastanawiam się co jest nie tak ze mną, że ludzie potrafią bezczelnie, bez żadnego zapytania komentować moje życie od A do Z. W swoim własnym odczuciu postrzegam siebie jako kobietę silną, niezależną, asertywną i bądź, co bądź uprzejmą. Ostre komentarze stosuje wyłącznie w dwóch przypadkach: raz, gdy zależy mi na bliskiej osobie i inne argumenty oraz sposoby zawodzą, dwa, gdy muszę interweniować bo cham próbuje zrobić z mojego życia piekło. We wszystkich innych sytuacjach odpuszczam – serio. Nie mam ochoty, ani siły wojować. Dlatego nie komentuję potraw, którymi ktoś mnie ugości, bo wiem, że każdemu zdarzy się przesolić, nie dosolić, przesłodzić, przesmażyć i takie tam. Po prostu życie. Nie wnikam w to kto z kim i jak się spoufala, sądząc że jest to jego osobista sprawa. Nie rozliczam z poglądów, nie przekonuję do swoich – co najwyżej dyskutuję i jestem ciekawa zdania drugiej strony. Staram się nie zadawać zawstydzających pytań, nie poruszam kwestii prywatnych na publicznym forum, ale też nie udaje w rodzinie i wśród przyjaciół, że jest cukier, lukier, miód maliny – jeśli nie jest. i jeszcze jedno – zachowuję ogromną,ale to ogromną ostrożność w komplementowaniu innych, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo jak nasze słowa zostaną odebrane przez inną osobę. W telegraficznym skrócie: daję żyć sobie i innym w zgodzie z własnym rytmem.

Słodka naiwniaczka

Po tym nieco przydługim wstępie macie nakreślone pewne subiektywne stanowisko mojej postaci. Wiadomo, że ktoś inny może odbierać mnie, (pozwolicie się że posłużę się autentycznymi cytatami z życia) jako: arogancką pindę, wykształciucha, grubą paniusię, damulkę, lewaka i tym podobne. Przegryzłam to i żyję z tym dalej. Bez względu na to jak ludzie mnie odbierają i określają, to sama o sobie myślę pozytywnie. Lubię siebie, mimo tego, że jestem przy tym dosyć wymagająca i krytyczna. Można powiedzieć perfekcjonistka na macierzyńskim, która wraz z założeniem bloga – stworzyła swoje nowe, nieidealne alter ego. Snuję się po tym padole, bywając tu i tam. Kierowana ciekawością drugiego człowieka napotykam jakieś makabryczne nieporozumienia i postanowiłam wam o tym opowiedzieć.

Jesteś w ciąży?

Kilka miesięcy temu na jednych z eventów w których uczestniczyłam, redaktorka kobiecego magazynu – której dziękowałam za zaproszenie na imprezę (widziałam ją pierwszy raz w życiu na oczy) zapytała się mnie wprost czy jestem w ciąży? Początkowo osłupiałam, po chwili odpowiedziałam, że nie i że jestem świeżo po porodzie. Na co ona odpowiedziała rozumiem i nadal ciągnęła swój niezręczny dla mnie wywód. Zadała mi pytanie o to, czy to była cesarka, bo wydaje jej się, że mój mięsień prosty brzucha się rozjechał i prawdopodobnie będę potrzebowała operacji. Na moje wielkie zdumienie i minę w stylu: za pięć sekund wyskoczą mi oczy z orbit – ciągnęła swój wywód dalej. Dowiedziałam się (mimo, że wcale nie miałam na to ochoty), że jej koleżanka miała podobny brzuch po cesarce (stwierdziła to widząc mnie w koszulce i marynarce) i że musiał interweniować chirurg. Ale na koniec dodała, że jestem ładna i żebym się nie martwiła… Pomyślałam sobie, że jak to jest możliwe, że takie rzeczy spotykają mnie notorycznie? Mam w domu lustro i zdaje sobie sprawę, że akurat brzuch jest miejscem newralgicznym mego ciała (nie roztrząsając tego przyczyny) ale kto i kiedy dał jej prawo mówić mi takie rzeczy? Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem. Zapytanie o to, dlaczego mam taki duży brzuch pojawiło się również  w rodzinie, ale „na szczęście” ich uspokoiłam, że nie spodziewam się trzeciego dziecka (które swoją drogą też wzbudziło by nieprzychylne komentarze), tylko jestem taka gruba. Ich miny? Bezcenne. Ucięłam dalszą dyskusję od razu, nazywając rzeczy po imieniu. Moja dosadność oczywiście zawsze jest odbierana jako coś niegrzecznego, ale ich pierdolenie na temat mojego wyglądu to już nie jest niegrzeczne. Oni po prostu muszą, bo inaczej się uduszą.

Seria niewygodnych pytań c.d.

Jeszcze nie mam trzydziestki a zdołałam usłyszeć setki razy następujące pytania:

  • Ile ważysz?
  • Schudłaś?
  • Chyba przytyłaś?
  • Zrobiłaś grzywkę, lubiłam cię w tamtej fryzurze?
  • Znowu jesteś w ciąży?
  • Nie wracasz do pracy?
  • Jak to pracujesz w domu?
  • Włosy ci ściemniały, a miałaś taki piękny blond?
  • Macie wspólne konto?
  • Jak często się kochacie?
  • Ile zarabiasz?
  • Ile zarabia twój mąż?
  • Skąd macie kasę na mieszkanie?
  • Nie macie kredytu?
  • Chcecie mieć synka?
  • Da się wyżyć z tego twojego pisania?
  • Dlaczego nie wracasz do pracy?
  • Jesteś na diecie?
  • Nie jesz glutenu?
  • Nie jesz mięsa?
  • Nie jesz cukru?
  • Dlaczego nie pijesz mleka?!

Więcej grzechów nie pamiętam, ale są to najczęstsze pytania, które najzwyczajniej w świecie mnie wkurwiają i powodują, że adresatów pytań mam ochotę wystrzelić w kosmos. Jednym słowem uważam, że są to pytania niegrzeczne. Takie przepytywanie jest zawsze nie na miejscu, jest bolesne, dołujące lub podnosi u mnie ciśnienie. Mimo tego i tak bardzo często wskazane wyżej sytuacje mnie dopadają bardzo, ale to bardzooooooo często. O pytania dotyczące dzieci, wychowania i macierzyństwa nie pytajcie (może kiedyś wysmaruję o tym oddzielną historię).

W dupie mam twoje powody

Szczere mówiąc nie interesują mnie powody, dla których ludzie zachowują się w tak bezczelny sposób. W dupie mam to, że Grażyna numer jeden szybciej mówi niż myśli i plecie co ślina na język przyniesie. Pierdolę to, że Grażynka numer dwa – po prostu tak ma z „troski” i jest dociekliwa. Nie mam ochoty na komentarze i złote rady Janusza, który krytykuje mój wygląd, a sam wygląda jak karykatura człowieka. Z przerzedzonym włosem, który desperacko próbuje ukryć robiąc zaczepkę na bok. Z wielkim piwnym bebzonem, który dowodzi tego, że jedyny ruch w jego życiu to ten z auta do pracy, z pracy do auta, z auto do kościoła w niedzielę i po browarka do lodówki co wieczór. Naprawdę sram na to, że ktoś ma niewyparzony jęzor i nie potrafi się po prostu kontrolować. Nie chcę słuchać tłumaczeń, że ktoś się źle wysłowił, miał coś innego na myśli, albo robi to z troski. Zasada w tym wszystkim jest jedna: odpowiadaj, wtedy kiedy ktoś się ciebie pyta o zdanie, a we wszystkich innych sytuacjach zachowaj swoje opinie dla siebie. Mów do innych tak, jak sam chciałbyś aby się do ciebie zwracano.

Szczepienie przeciwko empatii

Każdy człowiek ma inny, indywidualny próg wytrzymałości psychicznej. Każdy z nas ma inną wrażliwość. Jednego ostre słowa nie zabolą, inny będzie je rozpamiętywał latami. Ktoś odszczeka nieprzychylne komentarze, a ktoś inny stanie jak zamurowany i najzwyczajniej w świecie zaniemówi. Jak jest w moim przypadku? Zawsze jestem porażona poziome rozmówcy w takich sytuacjach. Na początku trawię to co mnie spotkało i dosłownie nie wierzę, że taka bezczelność miała przed chwilą miejsce. Następnie koduję w swoim umyśle to co usłyszałam i ograniczam kontakt z „osobistością” do minimum lub z niej całkowicie rezygnuje, wszak uważam, że moje życie jest zbyt fajne i krótkie, by tracić je na gromadkę toksycznych i tępych mimoz, które nie biorą odpowiedzialności za własne zachowanie. W życiu kieruję się prostymi zasadami. Powiem więcej zasadniczość to moja cecha szczególna. Można mnie za to kochać, można nienawidzić, ale chamstwa i bezmyślności nie trawię.  Dostaje od tego alergii, odchorowuję kilka tygodni i bardzo długo trawię, gdyż w całym tym odmęcie absurdów – jestem osobą szalenie wrażliwą i czułą na słowa. A jak z tym jest u ciebie?

 

********

„Empatia i agresja – mimo że pozornie są bardzo odległe od siebie – mają w znacznej mierze podobne podłoże neurobiologiczne i często wzajemnie się przeplatają. Zresztą cały nasz system prawa bazuje na tym, że nadmierna empatia uruchamia ośrodki agresji”.

  •  Jerzy Vetulani, „Mama powiedziała mi: Obyś był dobry i szczęśliwy”. Co prof. Jerzy Vetulani mówił o swoim życiu, pasjach i nauce?, wyborcza.pl, 7 kwietnia 2017.

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.