Jak rozhulać Facebooka, czyli 10 życiowych porad dla blogerów

//Jak rozhulać Facebooka, czyli 10 życiowych porad dla blogerów

Jak rozhulać Facebooka,

czyli 10 życiowych porad dla blogerów

Za każdym razem, gdy zrodzi się we mnie myśl na stworzenie tekstu na temat blogosfery, dostaję rozdwojenia jaźni. Z jednej strony tak bardzo nie znoszę tych wszystkich pseudoekspertów, którzy próbują od nas wyłudzać kasę za rzeczy oczywiste. Z drugiej zaś strony jestem dobrą samarytanką, która nie odpuszcza „jak ktoś w internecie nie ma racji”, i dlatego tracę czas, żeby po raz kolejny wystawić się na hejt przemądralińskich blogerów od tego typu porad. Trudno, #takilajf . Pozwolę sobie jeszcze na malutką dygresyjkę. Ostatnio zauważyłam, że komentarz „taki lajf” tak bardzo pasuje do dzisiejszych czasów. Jest i nowoczesny, i zabawny i nieco pretensjonalny, czyli ideał do używania w social media.

Zamiast tracić kasę,

zrób darmowy research w google!

Wiem jak to jest. Chcesz mieć miliony lajków, kosmiczne zasięgi, ale jak najmniejszym nakładem wysiłku, prawda?
I jeszcze, żeby to wszystko odbyło się w tempie ekspresowym. Prędkość światła przy twoim to pikuś. Ale Kochaniutki, sytuacja jest taka, że w życiu nie ma drogi na skróty. Jeśli nawet kupisz lajki na Allegro, to kupa co z tego będzie, bo koledzy z Indii na pewno nie będą brali czynnego udziału w dyskusjach pod twoim postem. A z Facebooku o to właśnie chodzi: o komentarze, reakcje, udostępnianie i BUDOWANIE WIĘZI SPOŁECZNYCH.

Ale przejdźmy do konkretów. Nie idź drogą na skróty. Nie marnuj kasy ani na kursy promujące rozhulanie Facebooka. Nie inwestuj na tym etapie w płatną reklamę u Zuckerberga. Nie zapisuj się na gówniane newslettery z obietnicą „30 tematów rozkręcających Facebook”, nie wierz agencjom, które zaśpiewają ci niezłą stawkę  za zdobycie martwych lubisów, tylko? Weź się w garść i zacznij pracować, metoda małych kroczków.

  1. GRUPA DOCELOWA

Pierwsza rzecz, którą w ogóle musisz ustalić, rozszerzając ilość lubiących twój fan page na Facebooku to ludzie, do których publikujesz. Z moich obserwacji wynika, że są dwa czynniki, które musisz wziąć pod uwagę:

  1. Twój wymarzony odbiorca, czyli portret psychologiczny osoby, którą sobie wymarzyłeś jako odbiorcę. Przykładowo piszesz bloga o motoryzacji. Marzy ci się, żeby twoi czytelnicy byli: bogaci, pewni siebie, młodzi, odważni i bezpośredni.
  2. Twój prawdziwy odbiorca, czyli realia. Miało być tak pięknie, mieli być młodzi, wysportowani i zarobieni, żebyś mógł promować sportowe samochody, a jest odwrotnie. Janusze i Ryśki internetu lajkują twoje posty. Najbardziej aktywni są Sebiksy i kurna, coś nie wyszło.

Co z tym wszystkim zrobić? Można zmienić koncepcje bloga i walczyć o wymarzonych czytelników. A można ułatwić sobie życie i DAĆ LUDZIOM TO CZEGO PRAGNĄ. Oznacza to, że po pewnym czasie, będziesz rozpoznawać swoich czytelników. To co lubią, czego nie tolerują, co ich bawi, śmieszy, a co irytuje. Oczywiście, że nigdy nie trafisz IDEALNIE w grupę docelową, bo jeszcze na świecie się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził.

  1. TEMATY POSTÓW

W tym momencie mam ochotę popełnić blogowe harakiri. No słowo daję! Jak jeszcze raz zobaczę wpis z cyklu: „TOP 30 wpisów na Facebooka”, „100 pomysłów na facebookowe posty” i takie inne, szczerze wam mówię wyskoczę przez zamknięte drzwi mojego parterowego balkonu. Nie ma czegoś takiego jak uniwersalne tematy, które zadowolą każdego blogera i jego czytelników. Dlaczego? Pewnie dlatego, że każdy blog jest (powinien przynajmniej) być inny. Jak ci to zobrazować? Weźmy pod lupę znienawidzone przez wszystkich blogi parentingowe. Blog Ojciec wrzuca na Fejsa memy, cytaty o rodzicielstwie, raz na zabawnie, raz na poważnie i naprawdę dobrze się to czyta. Matka jest tylko jedna – dzieli się prozą dnia codziennego, bez cukru, lukru i photoshopa. Mamy jeszcze cały trend insta matek: które pokazują perfekcyjnie wystylizowane dzieci, najmodniejsze dodatki, gadżety, bzdety itd. O madkach, które przekonują że Brajanek robi najpiękniejszą kupe ever, nie chcę nawet wspominać. Ale po co to wszystko wywlekam? Chodzi o to, że nie ma jednego, sprawdzonego, skutecznego tematu na publikowanie treści na Facebooku. Możesz być z tej samej branży co ktoś „zasięgowy”, ale jak zaczniesz go naśladować publika szybko to wychwyci i się od ciebie odwróci nazywając pozerem. Możesz wrzucać cytaty, zrobione na odpierdol w Canvie (jak nawołuje co drugi kurs rozkręcenia zasięgów social media), ale licz się z tym, że zostaniesz okrzykniętym kolejnym Coelho Internetów. Zaryzykujesz?

  1. CZĘSTOTLIWOŚĆ PUBLIKOWANIA

Wielkie głowy od social mediów średnio raz na kwartał publikują wstrząsające raporty na temat tego, jak często powinno się publikować coś na fanpejdżu. Przerabialiśmy już styl publikacji na „wielkich blogerów”, co to są zarobieni, w niedoczasie, z pełną kasą – publikacja, 2 lub maksymalnie 3 razy w tygodniu, żeby czytelnik czuł tą ekskluzywność i mógł zatęsknić za swoim Blogerem właśnie. Styl „co mi w duszy gra”, czyli na pełnym spontanie, bez pomyślunku, liczy się aby być obecnym w socjałach. Nooooo, powiedzmy że nie do końca o to chodzi, bo Fejsik jest jak prawdziwa kobieta. Jego algorytm co rusz się zmienia i robienie czegoś na chybił trafił w konsekwencji może nam więcej zaszkodzić (i w konsekwencji ukarać obcięciem dotychczasowych zasięgów) lub mówiąc inaczej, sami sobie robimy kuku. Publikując chaotycznie strzelasz sobie w kolano, bo twój czytelnik nie ma ochoty na zabawę w kotka i myszkę. Coś na zasadzie rosyjskiej ruletki „będzie dziś wpis u Blogera, czy nie będzie?”. Jak będzie i to się spodoba, to jest szansa, że wróci. Jak nie będzie, to mówiąc brzydko chuj ci w dupę, idę szukać dalej. Trzeci styl publikacji (moim zdaniem najsensowniejszy), wynika z obserwacji i trochę już poznania czytelnika. Łopatologicznie mówiąc: piszę bloga dla korposzczurków. Kiedy mają czas scrollowac Fejsa i jest szansa, że trafią na moją zajawkę? Odpowiedź brzmi: kiedykolwiek (wybaczcie suchar, ale tak mnie wzięło na wspominki mojego korporacyjnego romansu). A tak serio, już serio to najpewniej koło 17 będą się zbierali i w windzie sprawdzą co nowego w socjalach. Idąc tym tropem, jest świetny moment, aby opublikować coś na swoim fanpejdżu. Metodą prób i błędów, zaobserwujesz kiedy masz największą aktywność, odzew od czytelników. Jak to ogarniasz, brawo, jesteś już prawie w ogródku, zaraz będzie czas witać się z gąską.

  1. ZASIĘGI

Teraz zaczynamy analizę największego bólu dupy większości blogerów i blogereczek. No bo patrzcie Państwo, mam 1000 lubisiów. Mój post zobaczyło tylko 250 osób (tutaj pojawia się emotikon w postaci smutnej, albo wręcz zrozpaczonej minki). Zły Tata Fejsik powiada: „Karino, widziałem jak ciężko pracujesz na pierwszego tysiaka fanów. Jak robisz konkursy (pal licho, że niezgodne z regulaminem Facebooka), jak dwoisz się i troisz, żeby być popularną. Ale Karino, spójrzmy prawdzie w oczy, na więcej cię nie stać. Jesteś powtarzalna, nudna, odtwórcza. Więcej z grup wsparcia dla blogerów nie uciułasz. Rodzina i znajomi już zalajkowali twoją stronę. Teraz jak chcesz być widoczna dla świata płać miliony monet (w domyśle wykup reklamę na FB)” i w tle słychać złowieszczy śmiech. I każdy z nas na początku swojej blogowej drogi jest trochę taką Kariną, a raczej nawet Grażyną i Januszem Facebooka. I sądzimy, że jak przywalamy z tą szałową inwestycją 25 zeta w reklamę to po prostu liźniemy nieba. A tu dupa blada. Okazuje się, że Zuckerberg jest lepszym biznesmenem niż wskazują jego nudne stylizację tych samych dżinsów i szarych podkoszulków. Mark tak to sobie wymyślił, że jak zapłacisz raz, będziesz bulić non stop, bo z marniutkich, obciętych zasięgów już nie wydostaniesz się nigdy! Jak ogarnąć temat? Nie porywaj się z motyką na słońce. Nie inwestuj kasy na początku blogowej drogi krzyżowej. Staraj się ANGAŻOWAĆ społeczność. Może to cię zdziwi, ale w końcu to TWÓJ BLOG, TWÓJ kawałek facebookowego poletka i to TY wiesz najlepiej (przynajmniej teoretycznie) co powinno zainteresować twojego odbiorcę.

  1. BUDOWANIE SPOŁECZNOŚCI

Wiem, że po zajebistych kursach online liczyłeś na pojawienie się milionów lajków Fejsa, ot tak, a nadal raczkujesz przy stu – (wstaw dowolną frustrującą) liczbę polubieni. Pamiętasz jak mówiłam ci, że w socjalach chodzi o WIĘZI SPOŁECZNE? Dobra, opamiętaj się i nie oceniaj tego jako poradę z dupy, tylko czytaj dalej. Żeby uciułać jakieś tam gronko na tym podstępnym Fejsie na początku musisz trochę od siebie dać. Nie musisz na szczęście wyskakiwać z kasy i kompromitujących zdjęć (choć te, nie wiedzieć czemu zawsze poprawiają „chwilowo” zasięgi). Musisz uzbroić się w cierpliwość, zainwestować czas i swoją energię. Od razu ci mówię, nie popełniaj mojego i nie trać czasu na grupach promocyjnych dedykowanych blogerom. Dlaczego? Dlatego, że nawet jeśli przez pewien czas, będzie przybywało 5 lubiących stronę tygodniowo (w porywach szału 15), to w konsekwencji za chwilkę znów ktoś cię odlajkuje. Jakie to jest frustrujące! Wiem co mówię, bo ból dupy o tę kwestię również mocno odchorowywałam. Skąd taka praktyka? Już ci śpieszę z wytłumaczeniem, są na świecie blogerzy i blogery. Blogerzy (z nadzieją patrzę w przyszłość, że właśnie w tej grupie jesteś i pozostaniesz) szanują innych ludzi i nie odpierdalają maniany. Z takimi ludźmi idzie budować tą początkową społeczność, na zasadzie faktycznego wsparcia WIN-WIN. Komentarzy, udostępnień (jak ktoś naprawdę nie jest zawistnym chujem i nie żałuje ci zasięgu), lajków i tak dalej. Ale są też BLOGERY, określane pieszczotliwie przez mnie: Socjopatami Internetu, Nieogarami Wszechświata, Tanimi Dziwkami, więcej grzechów nie pamiętam… Blogery stosują własne (nikomu nie znane i nie zrozumiałe) techniki budowania społeczności. Nie wywiązują się z obowiązku komentowania, lajkowania i udzielania wsparcia, mimo że nieustannie spamują na wszystkich grupach blogerskich, również tych obsługiwanych w języku chińskim i suahili. To on cię polajkuje, ty w podzięce jego, a za moment od cię odlajkuje i tak do usranej śmierci. Albo, zrobi coś jeszcze lepszego. Nie skomentuje twojego postu, bo „go to nie interesuje”, „nie ma nic do dodania”, „ nie i chuj!”. W konsekwencji ścigasz delikwenta po grupach, oznaczasz z imienia i nazwiska, „ostrzegasz” innych blogerów, a on nadal uprawia „grupping” i dyma cię na sucho. Jak ma przypływ blogerskich uczuć raczy cię komentarzem w stylu: „piękne zdjęcia”, „wartościowy tekst”, „super”, zgadzam się” lub moje ulubione: emotka z uśmiechniętą minką!

  1. IDENTYFIKACJA Z MARKĄ

Jak czytasz lub masz zamiar czytać te wszystkie „ultra profesjonalne” blogi z poradami jak żyć, przepraszam, jak blogować, to prędzej czy później natkniesz się na słowo MARKA. Myślisz sobie, jaka marka, ja chcę tylko pisać bloga. Pseudoeksperty blogosfery mają hopla na punkcie identyfikacji z marką. W skrócie: zakładając bloga masz na chłodno wykalkulować jaką treść sprzedajesz, na jaki kontent się nastawiasz i w jaki sposób to zrealizujesz. Wszystkie twoje działania około blogowe, w tym również  aktywny udział w social mediach, mają być przemyślane, spójne i identyfikować cię z twoją marką, czyli po prostu blogiem. Nie myśl, że strzelone selfie na szybkości (które nolens volens podbilo ci fejsbukowe staty) jest dozwolone. Masz mieć strategię, świadomie budować markę i twardo się trzymać wyznaczonej ścieżki. Życiowo powiem ci jedno: olej to. Takie „biznesowe” podejście kiedy raczkujesz w blogosferze zabije w tobie dwie, absolutnie najwspanialsze rzeczy z całego tego blogowania. Zabije miłość do pisania i twoją kreatywność. Sram na te trendy i wierz mi, dobrze na tym wychodzę.

  1. LICZBA LAJKÓW

Wydaje ci się, że duża liczba lajków to najważniejsze co możesz mieć? Okazuje się, że prawda jest zgoła inna. Zacznijmy może od pierwszego mitu. Zasięgowy bloger, rzędu kilkudziesięciu tysięcy lajków na Fejsie, ma ogromne zasięgi postów! Gówno prawda, jest dokładnie odwrotnie, dlatego blogerzy zasięgowi, którzy faktycznie zarabiają na blogu, traktują to jako swoją pracę, inwestują w płatną reklamę. I tak, wtedy to ma sens, bo faktycznie znają swoich odbiorców i wiedzą na jakiego czytelnika, dokładnie ustawić wskaźniki fejsbukowej promocji. Tutaj pozwolę sobie wtrącić jeszcze jedną ciekawostkę. Zasięgowi blogerzy skarżą się na to, że czytelnicy niechętnie lajkują, komentują czy po prostu klikają w fejsbukowa zajawkę, gdzie pojawia się słowo SPONSOROWANY. Ewidentnie nasze społeczeństwo ma problem z tym, że ktoś ma taką pracę i zarabia na blogowaniu. Dla bezpieczeństwa nie klikają w takie rzeczy (nie daj bóg jeszcze, przez nas klik bloger coś zarobi, strach się bać). Druga kwestia, zarabianie przy małej ilości lajków. Uprzedzę twoje wątpliwości: tak, jest to możliwe, bo coraz więcej dla współpracujących podmiotów zależy na ZAANGAŻOWANIU CZYTELNIKÓW (komentowaniu, udostępnianiu postów z FB) niż na profilach o dużych ilościach lajków, z niemą publiką. Wniosek? Lajk, lajkowi nierówny. Jak już coś robisz, rób to dobrze.

  1. LINKI W POSTACH

Tutaj, żeby nie przedłużać sprawy. Robiąc zajawkę na Fejsika, dajmy na to nowego wpisu z bloga powinieneś pamiętać o 2 zasadach. Po pierwsze, korzystaj z narzędzia do skrócania adresu linku, np. BITLY. I podawaj link w skróconej postaci. Po drugie, warto linkować w pierwszym komentarzu pod własną zajawkę, jakby głupio to nie brzmiało. Na tym etapie spece od social mediów uważają, że te dwa triki zwiększają zasięgi. Algorytm Facebooka jest jak kobieta, ciągle się zmienia i nie wiadomo czego się po nim spodziewać.

  1. GRUPY WZAJEMNEJ PROMOCJI

Jeżeli naprawdę masz pierwszego bloga w życiu i nie masz totalnego pojęcia o blogowaniu, musisz przejść swoją drogę (krzyżową) w blogerskich grupach wsparcia. Jeśli masz szansę to podpytaj innego rozgarniętego blogera, gdzie warto się udzielać. Moim zdaniem 3 ogarnięte, różne grupy w zupełności ci wystarczą, reszta to strata czasu i nerwów. Nastawiaj się na to, że panuje tam najczęściej Sodoma i Gomora, ale jak wiesz droga do zbawienia (rozgłosu) jest wyboista. Po miesiącu w grupach powinno ci się trochę rozjaśnić, w którym kierunku zmierza blogosfera, gdzie znajdujesz się ty na jej osi. To taki chrzest bojowy, czy też pasowanie pierwszoklasisty, powodzenia!

  1. KOMENTOWANIE Z PROFILU PRYWATNEGO vs. FANPAGE

Blogery mają często ból dupy o to, że administrator danej grupy wsparcia wymusza na nich, aby biorąc udział w akcjach udzielali się ze swoich profilów prywatnych. Oznacza to, że Jan Kowalski, prowadzący bloga Cyce.pl powinien komentować fajpejdże innych profilów z imienia i nazwiska, a nie ze swojej fejsbukowej strony. Dlaczego się z tym zgadzam? Z dwóch, bardzo prostych przyczyn. Bawiąc się w promki na grupach, realnie liczysz na pomoc w rozhulaniu Facebooka. Algorytm jest tak bezlitosny, że aktywności (komcie, szary i lajki) z profilów innych fanpejdży nie wlicza w zasięg. Co to dla ciebie oznacza? Że Karyna z Cipka.com nasmarowała epicki komentarz na 3 linijki, dała ci polubienie strony (która w konsekwencji się nie wlicza, więc nadal masz 23 lajki dla własnego profilu, a nie 24), nawet udostępniła twój post o operacjach plastycznych cycków, a tu nic! Cisza jak makiem zasiał. Twój post ani nie drgnął, zasięg się nie zwiększył, lubisiów nie przybyło, chuj nie interes jednym słowem. No i druga kwestia jest następująca. Prowadzisz ten swój profil CYCE.PL, a tu nagle spam komentarzy od CIPKA.COM i chamska reklama Karyny, no kurczę nie o to ci chodziło, co nie? Na pocieszenie ci dodam, że wystarczy w swoim prywatnym profilu na FB dodać, że jesteś BLOGEREM w Dupa.pl i tym sposobem, każdy kto będzie chciał ci się odwdzięczyć za blogerską aktywność, na pewno to zrobi.

A po 11, bądź sobą

Próbując rozhulać Facebooka, można osiwieć, zapaść w depresję lub wylądować w psychiatryku. Jest to proces żmudny, wycieńczający i bardzo upierdliwy. Nie ma jednego uniwersalnego poradnika jak naprawdę dobrze to zrobić. Nie wierz w takie kursy, ebooki, triki i magię typu David Copperfield. Z mojego doświadczenia wynika, że nasze własne wyobrażenia o blogu, czy jego social mediach bardzo szybko weryfikuje życie i czytelnicy. Trzeba nastawić się na BUDOWANIE WIĘZI z odbiorcą naszych fejsbookowych treści. Nie musisz pisać  bardzo długich postów jak Ewa Chodakowska (ale jej poświecenie naprawdę zaowocowało). Nie musisz udawać kołcza jak Grzesiak (ale prawda jest taka, że to on obecnie jest na topie). Możesz iść w cytaty, ale moim zdaniem tego jest tak wiele, że dojdziesz do pewnego pułapu fanów i się po prostu skończysz, mówiąc dobitne: dupą muru nie przebijesz. Możesz próbować naśladować innych wielkich, ale to też sprawdza się do momentu, kiedy znajdziesz się pod ścianą z etykietą POZER. Możesz też po prostu nastawić się na ciężką pracę. Zacząć odwiedzać blogerów, których cenisz, szanujesz i nawiązać z nimi pierwsze, fejsbukowe relacje. By rozhulać Facebooka, powinieneś trochę zapoznać się, ze specyfiką social mediów, ale nie ze zjebanych kursów tylko z książek, wiarygodnych źródeł. Możesz mnie znienawidzić po tym wpisie, ale powiedziałam ci jak jest. Jeśli jednak stwierdzasz, że artykuł był pomocny, odwdzięcz się lajkiem na Nieidealnym Fejsie i pomóż mi na dobre rozhulać mojego Facebooka!

 

Masz ochotę na więcej? Zobacz jeszcze:

 

 

 

 

 

*******

Popularność nie była moim celem, ale nie ma co udawać,

że jest ona jakoś wyjątkowo uciążliwa.

  • Borys Szyc

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Autentyczność i praca są najważniejsze. Praca rozumiana, jako nawiązywanie relacji. Ja bym dodał, że najpierw rozhulaj swojego bloga, a potem FB. Czasami mam wrażenie, że ludzie z fejsa nie przechodzą na bloga.
    A budowanie marki nie jest takim złem. Oczywiście, jeżeli markę traktujesz tylko stricte korporacyjnie i biznesowo, to może zabić przyjemność z blogowania, ale jeżeli marka jest całościowym pomysłem na siebie, opartym na istotnych dla ciebie wartościach, to bardzo pomaga przebić się z blogiem

    • Dawid, oczywiście masz sporo racji w tym temacie, bo faktycznie z punktu widzenia strategii marketingowej, czy po prostu biznesu budowania marki to clue sprawy. Ale strasznie drażni mnie wrzucanie wszystkich do jednego wora, robienie kursów marnej jakości, oby zarobić a żadnej wiedzy konkretnej nie przekazać. Z czystym sumieniem stwierdzam, że rozkręcenie fejsa jest trudniejsze niż bloga 🙂 A jak u ciebie wygląda sytuacja?

      • Marka nie tylko z punktu biznesowego jest ważna, ale i osobistego, uświadomienie sobie tego jaką jesteś marką w życiu bardzo wzmacnia wiarę we własne możliwości.
        U mnie fejs rośnie bardzo powoli, a ja go za bardzo nie popędzam, bo dużo ważniejszy jest dla mnie blog. I nie chodzi o biznes, tylko o frajdę z pisania, komentowania, itp. 🙂

  • Dobrze się Ciebie czytało, więc na pewno tu wrócę.
    Masz rację. Praca i tylko praca. Nie, jeszcze wiara w to, co się robi i poczucie humoru.
    Tobie tego nie brakuje, a przynajmniej tak mi się wydaje.

    • Aniu, bardzo dziękuję za dobre słowa. Po moich przebojach z blogiem stwierdzam, że trzeba być sobą, lubić to, naturalnie mieć dystans i poczucie humoru. A jak u ciebie sprawdza się Fejs? 🙂

      • Powiedziałabym kiepsko. Jest pare osób, które czytają, to co piszę, ale pare. Bardzo mało jak dla mnie.

  • Ameeeen! 😀
    Chociaż… O co chodzi z tym skracaniem adresów, serio tak jest? Meeeh. Bez sensów.

    • O to trzeba już pytać speców od socjalów. Jak u ciebie Facebook hula? 😉

  • Najbardziej podoba mi się rada, bądź sobą 🙂

  • O kurcze, to dopiero kompedium wiedzy! Żadnego gadania bez sensu, tylko konkrety! Ekstra 🙂

  • Podoba mi się 🙂

    • You made my day <3 Ojcze… dzięki, że wpadłeś 🙂

      • Wartościowa treść, do tego nie usypia się podczas czytania, bo wszystko opisane z humorem – czego tu nie lubić? 🙂

  • Gówniane newslettery! <3
    ps.A ja mam obiekcje co do komentowania z prywatnego na jakiś dziwnych stronach ;).
    pps.Przecież Twój fb hula! 😀

    • Hula w sensie, że wiatr ?:D A jakie to są dziwne strony? Mega mnie zainteresowałeś?:)

      • z promocji blogowej- nic wartego uwagi 😀

  • Ania zacznij myśleć o kursie z prawdziwymi poradami. Dłuuuugo, ale bardzo dobrze się czyta 🙂 Brawo Ty! ps. chociaż czytając tytuł miałam cofkę.

    • Dziękuję 😀 ale ja jestem Anna Coelho, mam inną misję 🙂 Musze wspierać nieidealnych ludzi jak ja <3 A tytuł jest prześmiewczy inspirowany "życiem" 🙂

  • Po prostu masz rację, Twój tekst powinien być rozdawany podczas warsztatów blogerskich bo to jest crème de la crème wiedzy. Kto to zrozumie, na pewno skorzysta. Ja to nazywam otwarcie na czytelników, próba zrozumienia czego potrzebują. Może informacji, może rozrywki, może humoru a może lubią ronić łzy nad historyjkami z życia wziętymi. A czasem to można fajnie zmieszać – ale na pewno nie można z nimi tracić kontaktu. Przy tym jeszcze nie warto stosować poradnikowych tanich chwytów no i nie warto czytelników zanudzać. I @zaniczka:disqus ma rację – to jest materiał na fajny kurs 🙂

    • Dziękuję za takie budujące podsumowanie. O kursie nie myślę, ale książka tworzy się :p

  • Ja już kilka razy się przekonałam, że trzeba trafić w taki treści, jakie algorytmy Facebooka lubią, aby mieć duży zasie. Przy 1 polubieniu zasie może być np. 200, a przy 20 polubieniach nawet do 50 zasię nie dojdzie. Można tworzyć dla algorytmów, ale lepiej to robić dla czytelników.

    • Najlepiej, żeby czytelnicy i algorytm byli zgodni. Jak to robić? Tworzyć zaangażowanie wśród czytelników 🙂

  • Ja się zgłaszam. Będę jak to dobrze nazwałaś – pierwszą i największą blogerską dziwką. 😉

  • Aniu, super sie usmialam, ale TAK, tak i jeszcze raz TAK. TY to swietnie robisz na Twoim facebooku i jestem przekonana ze za niedlugo zdobedziesz zlotego graala. Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie. No i oczywiscie podaje dalej. Beata

    • Dziękuje Beatko 🙂 Długo zastanawiałam się co mogę dać moim czytelnikom? Wyszło mi, że emocje i empatię 🙂

  • Uwielbiam te Twoje dosadne wpisy <3
    Niestety nie na tu drogi na skróty, tylko ciągla praca i obserwacja, a potem wyciąganie wniosków 😉

    • A dziękuję, sama prawda 😀 Niestety jest to proces wymagający, trudny i nieustannie się zmieniający 🙂

  • Emilia Skucińska
    • Emilio! Z racji tego, że być może jesteś na początku swojej blogowej drogi napisze ci (jeszcze) miło i kulturalnie, że:
      1. W Disqusie jest miejsce na adres twojego bloga, w twoim profilu.
      2. Spamowanie swoim adresem w komentarzu jest kiepsko odbierane, więc prośba zeedytuj wpis i usuń odnośnik.
      3. Jeśli wydaje ci się, że „Przydatne rady” są adekwatne do mojego 7 stronicowego tekstu, to chyba nie wiesz, że nie o to chodzi w komentowaniu innych blogów.
      4. Poczekam chwilkę i może faktycznie zrozumiesz,że robienie czegoś na odpierdol nie ma sensu 🙂
      5. Jest szansa, że na przyszłość będziesz omijała miejsca w sieci, gdzie kom za kom nie są tolerowane, a liczy się wież i szacunek z czytelnikiem.
      6. Jako, że wierzę w ludzi – poczekam, może sama poprawisz swój błąd i usuniesz link i bezwartościowy komentarz?
      7. A jak nie to inni będą wiedzieli, że ten blog, choć jestem na co dzień milutka – spamu i gówna nie będzie generował 🙂

  • Fajnie było poczytać, że nie tylko ja mam podobne odczucia co do dużej liczby blogowych porad, jakie swego czasu przeczytałam. Osiwieć można od tych wszystkich „do” and „don’t”, a tak naprawdę nie ma pewności, że zadziała. Grupy wsparcia też sobie podarowałam i chyba lepiej zaczynam na tym wychodzić. 🙂

    • Wiesz grupy wsparcia nie muszą być złe, ale grunt mieć rozeznanie, gdzie faktycznie promocja ma sens. Ogólnie teksty z poradami nakręcają liczbę kliknięć, ale niestety w większości rady są tak mocne, że kurde nadal nic się nie zmienia 😀

      • Wiem, wiem, chociaż kiedyś np. Cała moja promocja opierała się na grupach i pewnie domyślasz się, jakie były efekty…

        • Podejrzewam, że nie adekwatne do twojego zaangażowania. Ale wiesz co? Olej to. Ja pracuję nad wyzbyciem się poczucia obowiązku: rewizyty. Dajmy na to mam 30 komentarzy pod wpisem na blogu i głos z tyłu głowy mówi: musisz się odwdzięczyć, ale prawda jest zgoła inna. Jeśli blog jest po prostu nudny lub słaby, szkoda czasu i energii. Warto budować networking, a przez niego rozkrecać socjale tam gdzie kogoś lubimy, podziwiamy i czytamy 🙂

          • Zgadzam się – chociaż wiesz, jak tak myślę, to bardzo niewiele widziałam blogów, na których nie byłam w stanie znaleźć nic ciekawego czy interesującego, co mogłabym skomentować albo polecić raz na jakiś czas. Masz rację z olewaniem – mamy dość obowiązków w życiu, blog powinien być przede wszystkim przyjemnością. 🙂

          • O to chodzi, przyjemne z pożytecznym, a nie przymus 🙂

  • Prawdę mówiąc nie lubię takich tekstów i ośmieszania innych ludzi. Jakoś nie. Ale z osobami, które nazywasz „blogery”, to się zgadzam, też mnie wpienia pilnowanie tych osób, które nie wywiązują się ze swoich obowiązków 🙂

    • Magda tekst na pewno nie miała na celu kogokolwiek obrazić. Dystans 🙂 Ogólnie trzeba czasem humorystycznie odreagować cały ten bałagan 🙂

      • Ten „dystans” to do mnie? Bo ja ogólnie mam do siebie dystans i bardzo nie lubię, jak ktoś mi mówi, kiedy mam go zastosować. 😉 Wydaje mi się, że to ja o tym decyduję.

        • Dystans do tekstu, w sensie z nikim wojny tu nie tocze.:)

  • Wiele cennych wskazówek. Bardzo ważne jest też zbudować swoją strategię. Odpowiedzieć na pytanie, co chcę osiągnąć, co chcę przekazać i być w swojej strategii konsekwentnym.

    • Eyta zgadza się strategia to bardzo ważna kwestia,ale wydaje mi się, że poza blogami eksperckimi na początku pisania bloga ciężko określić jego misję 🙂

  • Bożena Danuta Kultys

    Zgadza się wszystko wymaga czasu i pracy, a my często chcieliśmy widzieć efekty od razu…

  • Warto podłapywać takie wskazówki, zwłaszcza jeśli zależy nam na dużej aktywności, czasami żałuję, że czytanie książek tyle czasu mi pochłania, a później już niewiele go zostaje na social media. 🙂

    • No właśnie, ale z drugiej strony Iza, skoro to twoja pasja, po co sobie tym zawracać głowę? 🙂

  • Kusiło mnie, żeby zostawić Ci uśmiechnięta emotkę albo ‚super, wow, oby tak więcej’, ale za bardzo się uśmiałam, czytając Twój wpis, żeby to zrobić, nawet dla dżołka:P. Świetnie napisane, ja właśnie jestem na etapie rozkminy: płacić za reklamę czy nie płacić i na etapie miliona innych dylematów, z tym najczęstszym, co się zwie: wyjebać bloga w kosmos czy jeszcze nie?! No jakoś mi ten Twój wpis dał energii, więc zostaję póki co przy ‚jeszcze nie’. Danke!

    • Olga, ale być mnie normalnie ztrollowała 😛 Nie wywalaj bloga, odpuść, odsapanij – to minie 🙂 Na jakim etapie bidowania społeczności jesteś, że chcesz płacić? W czym masz największy problem ?:)

      • Chcę tysiąc lajków na dobry początek, a na razie mam ponad 600. I myślałam, że jak zabulę, to przyjdą! Niby nikt mnie gównem nie obrzuca, i jak juz do mnie ktoś trafia, to czasem nawet coś miłego powie, ale jak mam lajka jednego na tydzień, to mi się chce łbem o biurko nakurwiać, póki jedno z nas nie pęknie. No i od początku liczyłam, że napiszę jeden cudowny tekst, który poniesie się jak kupony z Maka. I tłum będzie szalał, liceum zaprosi na pogawędkę, ulicę nazwą moim imieniem, a dzieci będą sobie ze mną robiły zdjęcia. A tu tekstów w cholerę i nic, zero, fejmu nie ma, tylko Pani w monopolowym mnie poznaje, ale na pewno nie przez bloga. No nic, czekam na swoje pięć minut:P A tak btw PRZYDANE rady, zapraszam do siebie, mam horom curke!!!!

        • Janina Daily pisala kilka lat I nikt jej nie czytal, raptem z 500 lajkow zrobilo sie 50k. Bo polecilo ja dwoch blogerow z zasiegami,ktorym sie spodobala. Ale publikowala regularnie,pisala dobre teksty i to sie obronilo. Nie poddawaj sie. Ogarnelas grupe docelowa? 🙂

          • No właśnie te grupy docelowe, to wszystko wokół bloga idzie mi tak o. Stąd pomysł by może iść w reklamę i trochę na łatwiznę. Ale na razie powstrzymam się i dalej będę pisać, licząc ze może ktoregoś dnia zażre 🙂

          • Łatwizna nie łatwizna, patrz że potem trzeba płacić non stop. Jeśli uważasz, ze tego potrenujesz, czemu nie 🙂

  • ewa ka

    Nieidealni łączcie się 😉

  • Ria Tlik

    Genialny tekst! Zresztą jak każdy w Twoim wydaniu;) Chyba zapiszę się do Ciebie na kurs;p

    • Dziękuję za słowa uznani 😀 Kursu póki co nie przewiduję, ale wpis o Disusie, Instagramie owszem 😀

  • Klaudyna11

    Bardzo dobry tekst! Generalnie nie ma co lecieć na fejm ale jeżeli potrzebujesz pokazać się w internecie to obecnie jest strasznie ciężko się wybić. Ja znalazłam dobry sposób jak oszukać troszeczkę algorytmy i teraz kupuję lajki na https://szybkielajki.pl/ ale można też naturalne metody 😀

  • Byłam, przeczytałam i szczena mi opadła ;p Jestem chyba na początku początków (wow, trochę ponad tydzień w sieci) i Twój post wbił mnie w kanapę. Niestety prawda boli ;p Cieszę się widząc każdego like czy jakikolwiek komentarz. Zapisałam się też fejsbukowe grupy wsparcia i chyba jak szybko się zapisałam tak szybko się wypiszę (żenada). Jednego się nauczyłam…. będę robić swoje czy to się komuś podoba czy nie ;p Mimo, że startuję (jak to nazwałaś) ze znienawidzonym blogiem parentingowym to planuję zakasać rękawy i działać z tą dzieciową duperelandią. Szacun za wpis! 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Trzymam kciuki i totalnie się nie poddawaj 🙂 Parentingi trzymają poziom, niektóre 🙂 Mój blog ma zabarwienie parentingowe i totalnie tego się nie wstydzę :*