Jak dbać o związek – moja spowiedź

//Jak dbać o związek – moja spowiedź

Luty ma w sobie tę magiczną moc. Dobra, wiem co zaraz powiesz, że te całe Walentynki to jeden wielki kicz i komercha, służące do zarabiania kasy na tych wszystkim naiwniakach. Czasem myślę, że takie sformułowania muszą padać tylko z ust bardzo „poważnych” osób. Ci najbardziej romantyczni będą bronili etosu miłości sądząc, że okazywanie uczucia powinno mieć miejsce cały rok, a nie tylko w czasie Święta Zakochania. Mimo wszystko zastanawiasz się jak dbać o związek? Moja spowiedź powinna nieco ułatwić ci zadanie, odważysz się sprawdzić?

Przestań pieprzyć głupoty

Mam ochotę dać ci pstryczka w nos i powiedzieć: „Ej stary, serio?! Jesteś taki ideałem, który przez te 365 dni w roku dba o swoją połówkę? Nie masz sobie nic do zarzucenia?”. No właśnie, tak myślałam, jednak nie jesteś ideałem i coś kuleje? Dlatego uważam, że Walentynki, Mikołajki, w ogóle jakiekolwiek okazje do tego, by porozpieszczać trochę ukochaną osobę (lub siebie) są idealnym pretekstem by zaszaleć i świętować. Więcej sporów o Walentynki nie przewiduję, obiecuję, ale dzisiaj jest ten magiczny, lutowy czas kiedy to mija, uwaga: 5 lat od naszej pierwszej randki, która też została okrzyknięta umownie naszym pierwszym dniem bycia razem. Gdybyś szukała czegoś inspirującego na prezent dla Ukochanego, sprawdź koniecznie 52 powody, za pomocą których wyznasz jemu miłość. Mi wystarczyła jedna talia kart, co prawda w rozmiarze XXL.

Historia jak z filmu

Do dzisiaj nie jestem w stanie w sposób racjonalny wytłumaczyć, dlaczego Paweł jest moim mężem. Jeszcze na studiach, w czasie wakacji szukałam dorywczej pracy. W moim rodzinnym Białymstoku, jedyna sensowna opcja na pogodzenie studiów dziennych z pracą i ewentualnymi treningami to McDonald’s. Zostawiając ulotkę z własnymi danymi dla pracodawcy, jak to ja (legendarny już przypałowiec) zaczepiłam miłego (seksownego) chłopaka, który mopował akurat podłogę. (Przyznacie, że sceneria nie jest dość romantyczna). To był właśnie Paweł, jak się później okazało mój mąż, miłość mojego życia. Nie byłam tym razem wyfrezowana, na szpilkach i w pełnym mejkapie. Po prostu ubrana w skórzaną ramoneskę, oldskulową koszule  w kratę, leginsy, trampki i bryle kujonki, postanowiłam „zawalczyć” o pracę w maku. On nie wyglądał jak napakowany Ken, nie przypominał amantów z kina lat 40., a od Alvaro w stylu południowym dzieliło go wszystko: począwszy od koloru oczu, włosów, poprzez karnację i nieco wycofany temperament. To wszystko nie miało znaczenia, nawet to, że byłam wtedy w najbardziej szalonym i wybuchowym związku w swoim życiu. Wtedy, jako zwariowana i nieco zbyt wygadana studentka historii kultury doznałam olśnienia: to właśnie on będzie moim mężem.

Jak grom z jasnego nieba

Nigdy nie wierzyłam w takie bzdury o miłości od pierwszego wejrzenia. Śmiałam się cynicznie  z takich pierdół, ale wtedy gdy zobaczyłam tego szczupłego, młodego chłopaka przy mopie, poczułam (totalnie nie rozumiejąc dlaczego) że spędzę z  nim resztę życia. Jak pomyślałam, tak się stało.

Nasz bilans zysków na te pięć lat przestawia się następująco:

  • 2 śluby (cywilny i konkordatowy w odstępie roku),
  • 2 córki (w odstępie 1,5 roku),
  • 2 koty od początku razem z nami.

I nie było tu żadnej magii, dzikiej żądzy i moich podchodów. Byłam sobie beztroską studentką, miałam „rockowego” chłopaka i pracowałam w macu, nocami pisząc licencjaty i wydając niebotyczne kwoty na ciuchy, torebki i buty (setki par butów – serio). Dacie wiarę? W pracy zgadywałam „tego chłopaka” próbując dowiedzieć się czegoś więcej, ale bezskutecznie. Po kilku próbach sądziłam wręcz, że mnie nie lubi, unika i ogólnie jakoś nam nie po drodze do siebie. Do momentu pewnej imprezy pracowniczej, o której nie będę się tutaj rozpisywała, bo to jednak nasza słodka tajemnica.

Miłość ci wszystko wybaczy

Okazuje się, że w momencie kiedy spotykasz miłość swojego życia, wszystkie dotychczasowe reguły, nawyki, nawet światopogląd mogą runąć niczym domek z kart. Endorfiny uderzają do głowy, w żyłach buzuje gorąca krew i mówiąc wprost przestaje się racjonalnie zachowywać. Na szczęście w naszym przypadku poza odurzeniem miłosnym, nie było żadnych innych „głupstw”. Po tym nieco przydługim wstępie, czas na zdradzenie mojej tajemnicy – sposobów na to jak dbać o relację z drugą połówką.

Po pierwsze rozmowa

To coś co jest oczywistą oczywistością, jednak tak często zapominamy o tym, by po prostu porozmawiać z Ukochaną osobą o tym czego pragniemy, czego się boimy, lub po prostu by powspominać stare, dobre czasy. W każdej relacji komunikacja i rozmowa są kluczem do sukcesu, zawsze i bezwzględnie. Skoro o tym wspomniałam pewnie myślisz, że jestem guru od komunikacji? Nic bardziej mylnego. Wiadomo, jak w każdym związku mamy wzloty i upadki, ale jest kilka zasad, których (mam nadzieję), twardo się trzymamy:

  • nie zasypiamy w gniewie i pokłóceniu,
  • nie zostawiamy nie dokończonych rozmów na „jutro”,
  • nie mamy cichych dni.

Po drugie nie bój się być sobą

Nasz związek często jest krytykowany, bo: jesteśmy za często razem, bo mamy swoje rytuały, bo nie podejmujemy decyzji sami – tylko staramy się obgadać partnersko sprawę. I to jest czasami mega trudne, czasami bolesne, ale po takim czasie razem wiem, że opłaca się tylko i wyłącznie być sobą. Nie próbować spełniać oczekiwań innych, nie udawać że coś nam pasuje, nie godzić się na wszystko co chcą inni, bo tak wypada. To nie oznacza, że nie mieliśmy chwil, kiedy nie popełniliśmy błędów. Uważam, że do tej pory wyniosłam jedną bardzo ważną lekcję: na własnego męża, nawet jeśli cię czasem denerwuje nie narzekaj przy innych. Nawet w chwilach słabości warto zostawić taką rozmowę na później z mężem, niż szukać wsparcia u innych. Wydaje mi się, że taka lojalność jest bardzo istotna szczególnie dla mężczyzn i tego się nauczyłam metoda prób i błędów.

Po trzecie razem, a jednak osobno

Odwieczny problem, czy puścić faceta na męskie wyjście, na piwo po pracy, na spotkanie ze znajomymi? Jedyna słuszna odpowiedź brzmi: tak. To samo tyczy się w drugą stronę, czy żona i matka powinna wychodzić sama na babski wieczór, do kina, na imprezę branżową? Oczywiście, że tak. Właśnie te wasze osobne wyjścia, z waszymi, indywidualnymi znajomymi powodują, że macie więcej tematów do rozmów, macie okazję odetchnąć, złapać dystans i zatęsknić za swoim towarzystwem. Czy to oznacza, że wspólne wyjścia są passe? Jasne, że nie, ale wyjście bez Połówki naprawdę robi dużo dobrego dla każdej relacji. Mamy taką zasadę, że zawsze jak zależy nam na jakimś wyjściu, organizujemy się tak, żeby ta druga osoba mogła jednak skorzystać. To co jest ważne, mając dwójkę dzieci: trzeba umawiać się wcześniej, ustalać podział obowiązków i jakoś sobie radzić.

Po czwarte wspólne rytuały

Może ciebie to zaskoczy, ale to właśnie te wasze wspólne rytuały powodują, że tak bardzo dobrze siebie znacie, lubicie swoje towarzystwo i cenicie ten wspólny czas. Nie daj wmówić sobie, że wspólne jedzenie posiłków nie jest istotne, wspólna godzina zasypiania to brednia, wspólne przytulanie, wspólna poranna kawa, wspólna rozmowa, czy też maraton serialów nie jest istotny. Jest. To wszystko powoduje, że każdego dnia dajecie sobie wzajemnie sygnał, że jesteście nadal dla siebie najważniejsi na świecie, kochacie się lubicie i szanujecie wspólnie spędzony czas z rodziną. Naprawdę, nic mnie bardziej na świecie nie irytuje, jak gwałcenie naszych rytuałów i zaganianie do świątecznego stołu. Serio, wolę wypić zimny barszcz, ale w towarzystwie męża, niż gorący bez niego. Mega wkurza mnie to, że niektórzy nie szanują naszej wspólnej przestrzeni i zlewają te „małe wielkie rzeczy”, które dla nas tyle znaczą.

Po piąte zaopiekuj się mną

Czyli codzienna troska, która objawia się w drobnostkach. Zalegliście obydwoje na kanapie. Za nic nie chce wam się podnieść tyłka po coś do picia. Droga do lodówki jest taka daleka, ale mimo to wstajesz i niesiesz mu ulubiony napój. Albo kiedy jesteś cholernie zmęczona, a on to rozumie i bez słowa przejmuje dzieci, koty i ogarnia dom. Albo kiedy macie jakiś mega kryzys, nie pyta, nie osądza, nie krzyczy, że znów coś zjebałaś, tylko mocno przytula, daje buziaka i zapewnia, że się uda. I dla mnie rzecz szalenie ważna: kiedy czuję, że jest do bani, po prostu przyjdzie, rozśmieszy i zapewni, że jutro też wstaje słońce – banał, ale jak często potrzebny do tego by przetrwać wszystkie armageddony dnia codziennego.

Po szóste dbaj o zmysły

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że satysfakcjonujący seks, przytulanie, całowanie, dotyk, chwytanie za rękę, mizianie oraz po prostu wspólne śmianie się na całą japę zrobi wam dobrze, prawda? To są takie proste rzeczy, które potrafią bardzo mocno nas rozluźnić, wzmacniają odporność lepiej niż Body Max, a poprawiają humor skuteczniej niż ulubiona czekolada. Trzeba też dbać o nasz zmysł słuchu – komplementy, pochwały, mówienie: „Kocham cię, dziękuję ci…, jestem wdzięczna ci za to…” są szalenie istotne dla obydwu stron. Jak się okazuje nie tylko kobiety lubią słuchać takich rzeczy, codziennie.

Po siódme – najtrudniejsze daj żyć i żyj

To coś, co z jednej strony jest dla mnie podstawą podstaw, a z drugiej strony jest takie trudne do zrealizowania. Musimy żyć ze sobą w zgodzie i pozwolić zarazem żyć po swojemu. Mężczyźni najczęściej uważają, że kobiety gadają i się czepiają. My kobiety, za to uważamy, że nikt nas nie rozumie. To błędne kolo, szczerze mówiąc, sama nadal się uczę i szukam sposobu na to jak nie popełniać tego oklepanego błędu. Warto pozwalać sobie wzajemnie na błędy, ale warto też szanować rzeczy typu: wspólna przestrzeń, podział obowiązków, zasady wspólnego mieszkania i wychowywania dziecka. Takiej najbardziej popularne to: talerze same się nie odnoszą do zmywarki, lodówka sama nie zapełnia, śmieci po za koszem również istnieją, pranie samo się nie chowa do szafy… Piąta rocznica byciem razem to dobry moment na podsumowanie tego co za nami, ale również to świetny moment by określić wspólny cel, może marzenie na kolejną okrągłą rocznicę. A jak to wygląda u ciebie? Dbasz o związek? Masz jakieś triki jak podniecać ogień miłości?

 

******

Brzydka ona, brzydki on, A taka ładna miłość.

  • Grażyna Łobaszewska, Brzydcy

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Uwielbiam Twoje teksty za to, że są takie prawdziwe <3 Wiesz, u mnie to różnie w małżeństwie bywa. Niedługo minie nam 10 lat! Z rytuałami bywa kiepsko, bo męża nie ma w domu cały tydzień. Pozostaje sobota i niedziela na bycie razem. Trochę szkoda, że tak jest. Staramy się jednak ten czas wykorzystać maksymalnie, odkładam wiele zajęć, żeby porobić coś razem. I zgodzę się, że nie należy zabraniać samodzielnych wyjść. Takie trzymanie na smyczy nie jest dobre.

    • WOW! 10 lat? To wieczność 😛 Macie specyficzną sytuację, ale w weekendy odbijacie, a to jest najważniejsze przecież – każdy ma swój sposób i to wam ma pasować <3

  • Wspaniały tekst 🙂
    My jesteśmy razem 15 lat. Długo zwlekaliśmy ze ślubem, bo w sumie nie był nam do szczęścia niezbędny. Bilans na dziś:
    1 ślub, 1 córka, 1 pies, 1 świnka morska i nas dwoje w tym wszystkim. Czy mamy triki? Nie, po prostu staramy się tworzyć coś razem, a że każde dorzuca coś od siebie, niekoniecznie tam gdzie trzeba, to wychodzi nam czasem niezły bajzel, ale nasz 🙂 Wspólny 🙂

    • Dziękuję Marzena, ale twój komentarz jest tak soczysty, że nadaje się na wpis. Macie również piękny bilans:) wiadomo, w rodzinie nie zawsze wszystko jest jak chcemy, ale grunt to być razem 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    My jesteśmy ze sobą 12 lat, a od ślubu w tym roku minie 7 – i też mam Pawła 🙂 Prawda jest taka, że najwięcej w naszym związku (niestety na niekorzyść) zmieniło pojawienie się dziecka – ale tylko z naszej winy, bo za bardzo się w tym swoim wyczekanym rodzicielstwie zagalopowaliśmy i zatraciliśmy, zapominając o sobie nawzajem. Dopiero teraz dochodzimy do jako takiej równowagi i normalności – a Młody ma już ponad dwa lata.

    • Pawły to fajne chłopaki 🙂 A wy to już macie ładny staż. Masz rację -dzieci zmieniają wszystko. My staramy się wymykać chociaż na godzinkę, dwie jak babcia jest w pobliżu – na randkę oczywiście 🙂

  • Siódmy rok razem. Moja rada? Przyjaźnić się. Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko. 🙂 Poza tym podpisuję się pod wszystkim co tu napisałaś. 🙂

    • O szczęśliwa siódemka 🙂 Twoja wskazówka jest prawdziwa, u nas podobnie 🙂 Prócz tego, że kocham to i przyjaźnię się z moim mężem <3

  • Powiem tak! Jestem w Was zakochana. Jesteście cudowną parą! Taką prawdziwą nieidealną bez zbędnego lukru!

    • Zdecydowanie nieidealni, zdecydowanie bez lukru, ale Rafaello musi być zawsze na wielkie okazje 😛 Dziękujemy :*

  • Tekst mi się podoba, chociaż luty nie jest dla mnie szczególnym miesiącem.
    Tak, należę do tych poważnych, co Walentynek nie obchodzą, choć mają męża.
    Mnie podoba się święto słowiańskie. Noc Kupały. Ciepło i pora jak najbardziej odpowiednia, a w lutym nadal śnieg sypie i mróz ściska. Mnie nigdzie nie wygonisz. Chyba, że na jogę. Nic więcej.
    Ale poczytać zawsze sobie mogę. Dogodzić bez okazji. Cieszyć się i świętować bez święta.

    • I tak naprawdę twoja odpowiedź jest fantastyczna 🙂 Noc Kupały tez uwielbiam i czekam na wiosnę, bo choć zima może być urocza, jak na mój gust obecna trwa zbyt długo 🙂 Zgadzam się, że dopieszczanie się bez okazji to rzecz święta 🙂

  • Czuję po PESEL-u, że ja to się zestarzeję jako stara panna z kotem. Może z tym stworzeniem się jakoś dogadam. Kwiatów nie dostanę, ale chociaż może miłość po podaniu jedzenia.

    • Jola nie dołuj się – brzmi to może oklepanie, ale miłość serio pojawia się z znienacka 🙂 a koty mam dwa, więc nie koniecznie są wróżbą staropanieństwa 🙂

  • Bardzo fajny tekst 🙂 Co prawda Walentynki jakoś średnio obchodzimy, ale po 12 latach razem mogę potwierdzić, że Twoje sposoby działają 🙂 I że da się zakochać od pierwszego wejrzenia 😉

    • Da się i to naprawdę piękna rzecz 🙂 WOW – imponujący staż 🙂

  • Ehh, no tylko pozazdrościć takiego związku!
    Oczywiście żartuje, bo wiem że oprócz chemii to też sztuka kompromisów i Wasze chęci :).
    A z tym że „wiedziałaś”- serio?? Tak się da? ps.I jak to zrobić? 😉

    • Czy tak się da? Okazuje się, że coś mnie pchnęło, w ramiona męża 🙂 Nie wiem, może tak się dzieje jak spotka się idealnie pasującą do nas osobę. Ciężko ze mną czasem wytrzymać: artystka, kobieta i to hashimoto, które serwuje huśtawki nastrojów – jednak zawsze jakoś się ogarniamy. Nie wyobrażam sobie życia bez Pawła, to dla mnie największa wartość, najważniejsza rzecz. Wiem, że w dzisiejszych czasach ludzie są dosyć asekuracyjni. Np. mówią: lepiej nie zapeszać, bo co jeśli rozwód? W moim przypadku to po prostu nie do pomyślenia, żeby ułożyć sobie życie z kimś innym. Najbardziej się boję, choroby lub jakiejś przypadkowej śmierci męża – wiem, że to brzmi psychicznie, ale jak się kogoś kocha mocno to naprawdę, osoba staje się całym światem:)

      • I oby w zdrowiu i szczęściu trwało TO jak najdłużej! 😀

  • Przede wszystkim nie oszukiwać, wtedy wszystko będzie ok.

    • Na pewne prawda i zaufanie to podstawy relacji – powiem więcej nie ma nic gorszego niż oszukiwanie ukochanej osoby, to podwójne kłamstwo. Wtedy krzywdzi się siebie i partnera.

      • Czasem z powodu bezpieczeństwa, czy niespodzianki kłamstwo da się wybaczyć, ale to też nie do końca

      • Wolę przełknąć gorzką prawdę niż być okłamywany.

  • OK, odważę się…25 lat razem ( w czerwcu).Pięć razy pięć. O każdym z tych okresów mogłabym napisać co innego: Dojrzewaliśmy wspólnie do obecnych relacji. Nie zawsze było „Misiu-Pysiu”. Nie zawsze mówiliśmy tym samym językiem. Jeśli do wszystkiego dochodzi różnica wieku ( w sumie spora) to tym bardziej trudno się odnaleźć np w towarzystwie: na pewnym etapie znajomi męża wydawali mi się zbyt poważni i stateczni… Moje rady? Dwa razy tyle słuchać niż mówić. Regularnie gryźć się w jęzor gdy mamy „te dni” i burzę hormonalną.Dawać sobie przestrzeń, szanować ambicje i nigdy nie gniewać się dłużej niż do wieczora.
    Czasem odpuścić sobie i pozwolić, by tym razem zadecydował partner. A rytuały to podstawa. I jak najmniej zawiła komunikacja bo panowie to( w odróżnieniu od nas, kobiet) twory nieskomplikowane :)))))
    ps Acha. Nasz podstawowy, kobiecy grzech: „On się domyśli”.Nic z tego, kochane. Chcesz czegoś?Zakomunikuj to jasno.Nie domyśli się ( w 98 procentach przypadków, słowo daję).Pozdrawiam. I cóż, życzcie nam kolejnych rocznic!!!

    • Twój staż jest absolutnie przecudny! Gratuluję. Oczywiście, że się zgadzam, że życie – nawet z tym Jedynym nie zawsze jest usłane różami. Ale sam fakt, że trwacie motywuje mnie jeszcze bardziej do dbania o związek. Popieram metodę – mówienia wprost, z tym akurat nigdy nie miałam problemu – bo mam 3 braci 😀 A przemilczanie – no cóż, sprawdza się czasem warto się ugryźć w imię miłości. Pozdrawiam ciepło 🙂

      • Masz 3 braci? Założę się, że dziewczynom, które mają brata lub braci generalnie łatwiej jest dogadać się z własnym facetem.o prostu wcześnie poznałyście mechanizmy rządzące męskim sposobem myślenia, męskimi priorytetami.Jedno wiem na pewno: Zarzut kobiety wobec mężczyzny , że on „Powinien się domyślić” jest najbardziej absurdalnym i utopijnym marzeniem. Nie.Oni się nie domyślą.I kropka. Za to my się domyślamy i to nasz atut. Mężczyźnie należy wszystko komunikować wprost. Takie postanowienie procentuje lepszą atmosferą w związku.

        • Myślę,że na pewno wychowanie wśród chłopaków wiele mi dało 🙂 Oj domyślanie się, liczenie ze facet się domyśli to droga donikąd. Facet raz, ze musi mieć powiedziane prosto, wprost to jeszcze co „pół roku” warto mu przypomnieć co miał zrobić 😀

  • My w tym roku 10 lat!!! O Mato Bosko, kiedy to zleciało? Do tego 7 z tego, to mieszkanie w innych krajach. Ileż ja się wżyciu nasłuchałam, że to niemożliwe, że bez sensu, że mnie zdradza, a jak gdzieś go puszczam samego, to jestem mega wyrozumiała… Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś :). Kto nie spotkał swojego przeznaczenia i nie poznał takiej miłości, ten nie jest w stanie tego pojąć 😉 Życzę Wam wielu wspólnych lat i aby żadnego dnia nie zabrakło tej magii!

    • Werko piękny staż i naprawdę piękna i barwna historia. Wasza miłość jest międzykontynentalna 😀 Cieszę się Waszym szczęściem i wypatruję kolejnych postów ze ślubu i powiększającego się brzuszka <3

  • a mówią, że nie ma recepty na trwały zwiazek, a widzisz…jednak jest 🙂

    • Każdy ma swoją własną, ale grunt to kochać z głową 🙂

  • U mnie w kwietniu 7 lat. Jestem w absolutnym szoku jak to szybko mija. Zainspirowałaś mnie do napisania o tym, jak sama poznałam męża. Może właśnie w rocznicę taki wpis popełnię.
    Twój mąż – przynajmniej ze zdjęć – wydaje się bardzo spokojny i poukładany. Tak jest? 🙂

    • Taki jest właśnie mój mąż Ula <3 dzięki za dobre słowa. To jak udało się napisać waszą historię poznania ?:)

  • Dawanie sobie przestrzeni życiowej ma dla mnie ogromne znaczenie, ale jest to bardo rzadko spotykana umiejętność. Mnie niełatwo było znaleźć drugą osobę, która potrafi zrozumieć, że chociaż jesteśmy razem, to jednak tworzymy osobne byty.
    Pod wszystkim, co napisałaś absolutnie się podpisuję 🙂

    • Bo to nigdy nie jest łatwe! 🙂 Sami z mężem czasem przeginamy w tym temacie, ale mamy swoje hobby, swoich znajomych, swoje życia towarzyskie. Inaczej naprawdę idzie oszaleć 😀

  • Zyj i daj zyc – to chyba wlasnie jest kwintesencja udanego zwiazku. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Rytuały, razem a jednak osobno i ustalone zasady – masz 100% racji, testuję od 5 lat w związku i bardzo się sprawdza 🙂 Dodam wspólne rozmowy, dzielenie pasji i wspieranie się na co dzień w trudnościach i sukcesach 🙂

    • Tak, zdecydowanie to wparcie i rozmowy to klucz do udanej relacji. Bardzo mnie to cieszy, że coraz więcej osób stawia na takie szczere, partnerskie relacje 🙂