Horror w komunikacji publicznej

Home/LIFESTYLE/Horror w komunikacji publicznej

Natchniona wydarzeniami z poprzednich dni postanowiłam bliżej się przyjrzeć najczęściej spotykanym typom w komunikacji publicznej, którzy rzecz jasna doprowadzają mnie do szału. Pędząc do pracy znosiłam pokornie wszystkie niedogodności. Powtarzałam sobie, śpieszą się, jesteś jedną z tysiąca którą to denerwuje nie ma sensu. Będąc w ciąży nie mogłam się nadziwić, że na mój wielki brzuch ludzie odwracają głowę i udają, że śpią lub ich nie ma. Teraz jako świeżo upieczona matka jak lwica walczę o przetrwanie i ochronę mojego dziecka bo podróż z niemowlakiem w komunikacji miejskiej do level hard. Przed wami krótki przewodnik najbardziej irytujących typów pasażerów w galaktyce.

Wyluzowana gimbusiara

Zacznę delikatnie, żeby nie było że od razu z gruber rury. Pierwszy typ pasażerki, która powoduje we mnie od razu atak agresji to tzw. wyluzowana gimbusiara. Cechy charakterystyczne: żuje  gumę tak, jak krowa na pastwisku, robi głośne balony, mlaska, ciamka i powoduje odruch wymiotny. Ubrana zgodnie z obowiązującymi trendami, czyli kopiuj wklej najbardziej krzykliwych kreacji szafiarek. Oczojebne neony na całym ciele, trampki Conversa, albo total look frędzle to jej znak charakterystyczny. Do tego robi ciągle sweet focie smartfonem, przy czym rozpycha się tak, że nie raz dostajesz od niej z łokcia. Drze gębę przez telefon jakby była w zoo i oczywiście leży na dwóch siedzeniach z wyciągniętymi nogami jakby była w domu na kanapie przed telewizorem. Jakie wzbudza we mnie emocje? Chwycić za pusty czerep i walić o ścianę bez opamiętania, aż coś do niej trafi… (Na szczęście takie scenariusze dotychczas rodziły się tylko w mojej głowie).

Elo ziomek

Tutaj mamy do czynienia z męska wersją gimbusiary. Elo ziomek to koleś w kwiecie wieku: od gimnazjum, aż po studia. Musi być wystylizowany pod linijkę: czapeczka na bok, rampalochy, odkryte kostki, biżuteria, wielkie słuchowy na uszach i najlepiej z epapieroskiem w ręce lub browarkiem, bo kto mu zabroni?! Na pierwszy rzut oka myślisz, ale kolorowy cudak, ale podróż z nim to katorga. Dlaczego? Najczęściej podróżuje gromadą, bo to zwierze stadne. Elo ziomek kopci ci z epapieroska tuż nad uchem, jego odor miesza się z flakonem wody kolońskiej, którą podkradł rano tacie i do tego ten alkohol w ręce i jego zjebane rechoczenie. Heheszek taki co to myśli, że  jest zabawny do momentu, w którym nie zobaczy kanara lub ktoś nie zwróci mu uwagi, wtedy od razu przestaje błaznować. Co myślę, gdy go widzę? Mam ochotę po komentować Elo ziomka, tak żeby on stał się główną atrakcją podróży i wymiękł bo jak wiadomo jest mocny tylko w grupie i łatwo go zgasić.

Śmierdzący grubas

Jechaliście kiedyś w upał z wielkim, nieumytym, zarośniętym grubasem po czterdziestce? Czysty hardkor, myślcie co chcecie, ale toaleta codzienna nie powinna nikogo omijać nawet jak waży się ze dwie tony. Wieloryb zajmuje najczęściej dwa miejsca, sapie, naciska na ciebie, napiera i powoduje, że dostaję klaustrofobii. Po jego wyziewach czuć, że wczoraj wypił tuzin piwa i zagryzł bochenkiem chleba z golonką okraszaną cebulą. Mniam mnaim, cudne zapachy spod pachy u takiego pana. Po pierwsze jego wygląd pozostawia wiele pod względem estetycznym, po drugie smród powoduje, że mam ochotę umrzeć w jednej sekundzie, a fakt, że zajmuje swoim cielskiem dwa lub trzy miejsca powinien być jakoś regulowany w taryfie biletowej nie sądzicie?

Spoufalaczka

Spoufalaczka to tup wiejskiej baby (mentalność ma wiejską nie koniecznie pochodzenie), która próbuje w czasie jednej stacji metra poznać życiorysy swoich współpasażerów. Spoufalaczka najczęsciej zwraca się do ciebie w formach bezosobowych: da, zrobi, powie, zobaczy, widzi, mówi. Spoufalaczka bez pardonu pochwali twoje nowe sandały, zapyta: „ile za nie dała i gdzie kupiła”. Bezwstydnie wytknie ci twoje wady: z pięć kilo by schudła bo za gruba, więcej zje bo przezroczysta… Spoufalaczka robi szum i na nic twoje wysiłki jeśli nie podejmiesz dyskusje, bo wtedy ona zaczyna snuć historie o sobie. U jakiego to doktora była, za ile schabu kupiła, jak synowa flaki spaliła, a stary śmieci znów nie wyniósł. Jak nie podejmujesz rozmowy i nie zwracasz uwagi na jej zaczepki wiedz, że na pewno an cały głos autobusu powie: „a co to głucha nie słyszy co mówię?”. Spoufalaczka nie wie co to takt i poczucie wstydu, na całe gardło opowie o wypalaniu brodawek, o grzybicy stóp męża i zdradzi ci tajniki jak zabić szybko świniaka, żeby mięso było świeże… Kobieta armagedon, która niesie zagładę i wzbudza we mnie skojarzenia z jednym z jeźdźców Apokalipsy.

Słup soli

Typ pasażera, który zawsze stoi w najmniej spodziewanym miejscu i tarasuje ci drogę. Słup soli to osobnik płci męskiej lub żeńskiej, który wpierdala ci się wprost pod nogi. Natkniesz się na niego, wtedy gdy będzie stał nie poruszony oparty w drzwiach do metra tarasując przejście wchodzącym i wychodzącym współpasażerom. Musi tam stać, bo jak wejdzie i się usadowi to przez całą podróż nawet nie drgnie, gdyż szybko przywiązuje się do miejsca. Gotów byłby nawet rozbić tam obóz i piec kiełbaski na ognisku, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Na grzeczne prośby o to by dał ci przejść nie reaguje. Jedyne co zostaje to wziąć go siłą i przesunąć zamaszystym ruchem barku, to z lewej to z prawej i przejdziesz. Nie licz na jego reakcję, bo zanim zdąży puścić parę z ust ciebie już dawno nie będzie w tramwaju…

Nieogar

Nieogar jak sama nazwa wskazuje jest mega nieogarnięty. Wpierdala się do środka komunikacji (wpierdala, a nie wchodzi bo to coś nie potrafi normalnie się przemieszczać) i stoi na środku z plecakiem typu Alpinus na plecach i jest zadowolony. Nieogar to typ który ma na sobie założony plecak lub wielką torbę i 3 mniejsze siaty w rękach i nawet przez sekundkę nie zaświta mu, że jego bagaż tarasuje ci drogę, uwiera, napiera, powoduje otarcia. A gdzie tam stoi i myśli sobie: „tak będę stał”. Do Nieogara bez względu na jego płeć czy też wiek trzeba mówić bezpośrednio, żadne uprzejmości nie działają. Nie tłumacz swoich intencji po prostu rzuć mu komunikat typu: zdejmij plecak, przesuń torbę. Nieogar mimo cało tygodniowej podróży do szkoły, czy też pracy codziennie powtarza ten sam swój rytuał czy jest w autobusie, tramwaju, czy w metrze. Ładuje się z bagażem i stoi. Jedyne co pozostaje to dać mu kopa na rozpęd i patrzeć czy się zatrzymał.

Podglądacz

Nie wiem czy mieliście okazję kiedyś spotkać Podglądacza, ale wydaje mi się, że tak po ostano wyrastają w w komunikacji miejskiej jak grzyby po deszczu. Pasażer ten charakteryzuje się wtykaniem nosa w nie swoje sprawy. Jeśli zdarza ci się czytać książkę, mieć nie daj boże czytnik Kindla, czy po prostu gazetę, wiec że jesteś narażony. Również, gdy ukradkiem odpisujesz na smsa, czytać coś na smartfonie, albo toczysz sobie w gierkę  – również stwarzasz idealne warunki do wylegnięcia Podglądacza. Podglądacz bez pardonu zagląda ci przez ramię i sobie współuczestniczy w twoim życiu prywatnym. Fakt, że ciebie nie zna i jest to mega niegrzeczne, w ogóle mu nie przeszkadza. Jeśli zajdzie taka potrzeba Podglądacz się przemieści lub zmieni pozycję, żeby tylko mieć lepszy dostęp do tego co go zainteresuje. To typ, który na twoje sugestywne spojrzenie lub chrząknięcie nie reaguje lub co najwyżej podnosi wzrok do góry i zawiedziony manifestuje swoje zadowolenie. Podglądacz wersja najbardziej mnie wkurwiająca to typ kobiecy, po pięćdziesiątce, który lustruje cię od góry i dołu i ocenia: ubranie, figurę, makijaż i wszystko co tam na sobie masz – takie to interesujące. Podglądacz, który zagląda mi do wózka (rozumiecie jak można komuś zaglądać do dziecka?!) od razu spotyka się z moim siarczystym komentarzem „czego zagląda?”. Nie ma nich niestety innego sposobu: tępić, tępić i jeszcze raz tępić.

Biznesmen lub bizneswomen

Pasażer obydwu płci, który bez względu na wiek, pochodzenie i status zawodowy zawsze jest zarobiony. Jego nieodłącznym atrybutem jest oczywiście telefon. Nie musi być modny, musi być taki, żeby dobrze było przez niego słyszeć co mówi osoba, po drugiej stronie. Biznesmen zawsze załatwia sprawy nie cierpiące zwłoki w komunikacji publicznej: przepis na ogórki małosolnej dla córki można podyktować na cały ryj przez telefon. Umówić wizytę na sondę do gastrologa? Ależ oczywiście proszę bardzo. Pierdolić głupoty o promocjach w Lidlu z sąsiadku jasne, że można. A wszystko na całe gardło, bez skrępowania, bez wstydu niech całe metro, tramwaj i autobus słyszy. A co mi tam. Ploteczki z psiapsiółą są jak najbardziej na miejscu, sercowe pogotowie i inne mądrości też. Taki pasażer to istna skarbnica wiedzy – z rozmowy telefonicznej na całą japę dowiesz się naprawdę dużo, czy tego chcesz czy też nie. Jak sobie z tym radzić? Na pohybel wszystkiemu weź telefon do ręki i też zacznij rozmawiać, zróbmy największą zbiorową rozmowę komórkową w komunikacji, niech cały świat o nas usłyszy! A co będziemy sobie żałować…

Osobliwości, które spotykam w komunikacji miejskiej naprawdę za każdym razem mnie zaskakują coraz to bardziej. Już myślę, że widziałam wszystko i  nic mnie nie zaskoczy, ale spotyka mnie ciągle rozczarowanie i „nowe atrakcje”. Wiem, że ktoś może mi doradzić jazdę autem jeśli mi coś nie pasuje, ale to nie o to chodzi. Każdy kto wykupuje bilet ma prawo do przemieszczania się z punktu A do punktu B i to jest naprawdę świetne. Ale czy w tym wszystkim nie można zachować chociaż minimum przyzwoitości? Czy nie możemy traktować jazdy środkiem transportu publicznego jako elementu demokracji, gdzie każdy powinien czuć się równy, szanowany i nienaciskany przez inne strony? Tylko tyle i aż tyle.

*******

„Podróż jest jak gra, zawsze towarzyszy jej korzyść albo strata,

i to zwykle z nieoczekiwanej strony.”

Leopold Staff

By | 2016-11-23T21:22:10+00:00 Lipiec 2nd, 2015|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , , , , , |0 Comments

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.