Gdy przestaniesz oszukiwać siebie i zaakceptujesz to, że nie możesz mieć wszystkiego, w końcu odniesiesz sukces

//Gdy przestaniesz oszukiwać siebie i zaakceptujesz to, że nie możesz mieć wszystkiego, w końcu odniesiesz sukces

Gdy przestaniesz oszukiwać siebie odniesiesz sukces

Przygotowując podsumowanie 2017 roku, widziałam że następnym krokiem będzie poinformowanie was o moich noworocznych planach. Pierwszy raz w życiu zaplanowałam sobie rzeczy, które konsekwentnie będę realizowała w 2018. Nie jestem pracoholikiem, choć często mi to zarzucacie. Mimo, że mam ponad 80 kilogramów optymizmu, to na co dzień pozostaję rozsądną realistką. Nie będę ściemniała, że w moim życiu wszystko dzieje się przypadkiem. Jestem tytanem pracy i moje sukcesy, choć nie pojawiają się błyskawicznie, są konsekwencją systematycznej, oddanej pracy. Gdy przestaniesz oszukiwać siebie odniesiesz sukces. Ja przestałam już to robić, a ty jesteś gotowy na usłyszenie gorzkiej prawdy?

Wszystko co robię ma sens

Pozwolę sobie na podwójny wstęp. Pamiętam jak nie mogłam pogodzić się z tym, że mój blog się nie przebija. Ból dupska o to, że inne (w moim odczuciu gówniane, odtwórcze treści) są poczytne, a u mnie blog czyta ojciec, teściowa i 2 przyjaciółki. Lipa straszna, frustracja i codzienne rozmyślanie co robię źle? Podejrzewam, że każdy twórca internetowy na początku swojej drogi ma podobne doświadczenia. Okazuje się, że to porównywanie się do innych, to najgorsze co można sobie zrobić. Dlaczego? Dlatego, że zamiast skupić się na własnym rozwoju, być innowacyjnym i wypracować własną, silną pozycję (jestem marką), kierujesz swoje myśli i emocje na coś negatywnego. To wszystko cię blokuje, odbiera chęć do działania i demotywuje. Brzmi znajomo?

Wyłącznie Ty się liczysz, to cały sekret

Kiedy byłam już na granicy rozpaczy i chciałam to wszystko pierdolnąć, raptem wydarzył się cud. Statystyki bloga zaczęły rosnąć. Facebook w końcu przekroczył zaporową liczbę 1000 osób. Instagram zaczął hulać. Zaczęły się pojawiać zaproszenia do mediów. Napływało coraz więcej ofert współpracy. Poczułam, że to co robię ma sens i nie ma sensu się zmieniać. Tak naprawdę odetchnęłam i poczułam ulgę. Ulga, że nie muszę się dostosowywać, udawać kogoś innego i znacznie obniżać poziomu, żeby ktokolwiek chciał mnie czytać. Dziękuję moim Nieidalnym, ale inteligentnym Czytelnikom za to, że są i mnie czytają. Kolejny wniosek z tego wszystkiego był następujący: codzienna, systematyczna praca, nawet kiedy jestem zmęczona przynosi rezultaty. Ktoś ma opiekunkę, a ktoś ma komornika na koncie. Ktoś ma spokojne dzieci, które zajmą się sobą, a ktoś ma HNB, które ciężko ukoić czymkolwiek. Ktoś inny zarabia miliony monet, a ktoś właśnie zakończył przygodę z korpo. Ktoś jest zdrowy, a ktoś inny walczy z Hashimoto i insulinoopornością. I mogłabym tak licytować się dalej, ale to nie ma sensu. Każdy z nas ma ciężko, to nie podlega dyskusji. W tym wszystkim chodzi o to, że jak przestaniesz biadolić i się oszukiwać, to w końcu osiągniesz sukces. 

Mniej biadolenia, więcej działania

Pracując w internecie, bardzo ciężko jest skoncentrować się na własnym działaniu i rozwoju. Przecież w grupach na Fejsie, dzieje się tyle rzeczy. Trzeba komuś odpowiedzieć na blogu. Ciężko się oderwać od serduszkowania Instagrama. Przecież trzeba być na bieżąco. Tak trudno nie sprawdzać co kwadrans maila, przecież ktoś może nam zaproponować pół Kosmosu za darmo… Można przepaść czytając memy Blog Ojciec o rodzicielstwie. Można zagalopować się w komentowaniu ulubionego artysty itd. Ale można również powiedzieć sobie, mam godzinę czasu, więc zrobię coś pożytecznego an bloga. Coś może nieidealnego, ale zrobionego z serducha, najlepiej jak potrafię i mogę na obecny moment. Można się nie oglądać na innych, tylko robić swoje. Trzeba regularnie publikować mimo tego, że czasem twój zajebiście dobry tekst na ważny temat zyskuje trzy polubienia i nie ma ani jednego komentarza. Należy się nie przejmować i nadal pamiętać o swojej misji, celu do którego się zbliżasz, mimo wrażenia, że wszystko stoi w miejscu. Trzeba zarwać kilka nocek. Trzeba ustalić plan, stworzyć harmonogram, żeby potem życie sprowadziło cię do parteru i przypomniało, że masz dwójkę dzieci i twoje plany to o kant dupy rozbić możesz. Warto być elastycznym i zaakceptować to, że nie możesz mieć wszystkiego. Nigdy nie nadejdzie taki czas, w którym możesz wszystko. Tak to niestety wygląda. Największa kasa nie da ci wszystkiego, co chcesz mięć bo w obliczu zdrowia i śmierci, jesteśmy bezradni. Bo sukces nie spowoduje, że ktoś zacznie cię lubić lub kochać. Jedynie to, że sam przestaniesz siebie oszukiwać spowoduje, że odniesiesz sukces. 

Akceptuje to, że coś możesz się nie udać

Wiem czego chcę, ale akceptuję to, że coś może mi się nie udać. Nie będę z tego powodu rozpaczać. Nauczyłam się cierpliwości. To najcenniejsza umiejętność, którą zyskałam dzięki ostatniemu rokowi pracy z mentorem. Czekanie jest wpisane w sukces. Godzę się na to, co mnie spotyka i wiem, że nie na wszystko mam wpływ. Takie proste podejście do życia pomogło mi zapanować nad swoimi emocjami. Lęki zniknęły, pojawiła się niesamowita chęć do cieszenia się każdą przyziemną chwilą. Najważniejszym celem na ten rok jest dla mnie uporządkowanie kwestii mojego zdrowia. To oznacza, że lada moment zacznę proces metamorfozy. To nie będzie zwykłe odchudzanie się, tylko walka o normalność. O życie bez bólu, zmęczenia i huśtawki nastrojów. To ukłon w kierunku siebie, bo tuż przed trzydziestką zrozumiałam, że w tym wszystkim najważniejsza jestem ja i moje zdrowie. Reszta sama się ułoży. Od poniedziałku ruszam z dietą prowadzoną pod opieką Eli Kuszyk. Już teraz możesz dołączyć do mojej fejsbukowej grupy rozwoju Grupa Nieidalnych, ale Szczęśliwych Kobiet, gdzie pokazuję, że mimo wad, możesz zawalczyć o swoje marzenia. W weekend dopracowuję pierwszego newslettera. Na kwiecień planuję samodzielnie wydać pierwszą książkę, a reszta moich marzeń jest słodką tajemnicą. W końcu muszę zostawić ci coś, abyś regularnie czytał bloga, prawda?

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.