Efekt blondynki

//Efekt blondynki

Najlepsze scenariusze i również pomysły na wpisy pisze nam życie. Dziś będąc na popołudniowym spacerze z Zuzą zostałam trzy razy zaczepiona przez obcych facetów. Zaczepiona, to brzmi może niezbyt elegancko, ale ci Panowie po prostu raczyli mnie uśmiechem i miłym komplementem. Bomba co? Tak przy piątku, bardzo miłe.

Myślę sobie, że to efekt Blondynki. Wiecie rozwiany, długi, blond włos, czerwona szminka na ustach i wózek. No wózek, raczej wabikiem nie był? Mniejsza o to, zapraszam was dziś na bardzo „życiowy” wpis o tym, jak to jest żyć z naturalną, blond czupryną na co dzień.

Co wolno Wojewodzie, to nie tobie…

Mam wrażenie, że blondynkom wolno więcej nawet od ważnych panów polityków. Od kiedy tylko pamiętam dzięki mojej blond czuprynie wiele rzeczy uchodziło mi na sucho. Tak przyznaje się, że często z tego atutu mego wyglądu korzystałam.

Ulubienica psorów

Całą swoją edukację wraz ze studiami wspominam niezmiernie miło, bo tam gdzie byli mężczyźni tam jako Blondynka miałam wiele ulg.  Kochane Kobiety nie miejcie mi tego za złe, ale cóż czasem zdarzało się i mi korzystać z tzw. efektu blondynki.

Blondynkom wybacza się więcej

I tak zacznę od tego, że spóźnienia na lekcje i zajęcia często uchodziły mi na sucho. U facetów miałam raj i najwyżej na jakimś tam „starszonku”, tekściku się kończyło. Niekompletne przygotowanie do lekcji lub trzeci termin zaliczenia też dawał radę… Wiem jak to brzmi, ale serio nigdy nie musiałam specjalnie się łasic, czy prosić – zawsze jakoś samo tak się układało, że Psorzy szli mi na rękę.

Językowe wpadki

Ten kto mnie zna, wie że jestem „Miszczynią” językowych wpadek, czyli przekręcania słów. Z rozpędu czasem mówię coś, co brzmi podobnie, ale ma np. inne znaczenie. Od dłuższego czasu walczę z tym by jednak nie używać skomplikowanych słów, które brzmią podobnie. O dziwo nigdy mi nie wytknięto tego, że jestem głupią blondynką, tylko zazwyczaj łagodzono takie wpadki, błogim uśmiechem i ciepłym słowem.

Brak orientacji w terenie

O tym mogłabym napisać oddzielny esej. Ja i moje błędne interpretowanie otaczającej rzeczywistości. Mąż już nauczył się, że mówienie do mnie: w prawo lub lewo nie skutkuje. teraz mówi: tam lub tam (przy czym wskazuje mi drogę ręką) i to działa. Nigdy za to mi się  nie oberwało, nie nakrzyczał nikt na mnie, nawet wtedy gdy na obozie judo postawili służby porządkowe w gotowości, bo zaginęłam biorąc udział w triathlonie… Jak znalazłam się po kilku godzinach wyściskali mnie i trochę się pośmiali, ale najważniejsze że wróciłam cała i zdrowa (trochę głodna). Miesiąc temu, gdy rano wybrałam się na przebieżkę po lesie i znów zabłądziłam Ukochany namierzył mnie GPS i po pilotował do domu. Żadnych przykrych konsekwencji nie było, tylko buziak i rozeszło się po kościach jakoś.

Blond to nasza broń kobieca

Przyznaję się szczerze jak na spowiedzi, że w obliczu zagrożenia zdarzało mi się grać głupszą niż w rzeczywistości jestem. Stereotypowe żartowanie o samej sobie, że jestem Blondynką i czegoś tam nie rozumiem, niejednokrotnie uratowało mnie z opresji, gdy zepsuł w pracy nowiusieńki ekspres do kawy. Gdy zepsułam bieżnię w siłowni (do dziś nie wiem jak mi się to udało, bynajmniej nie z powodu nadwagi, serio) lub gdy potłukłam Ukochanemu ekran od telefon… Trzeba przyznać, że Mąż ma ze mną przygody.

Trenerowi też czasami „czarowałam” jak źle odczytałam w trasie coś na mapie i mieliśmy sporo kilometrów do nadrobienia. Jednym słowem efekt blondynki był wielokrotnie moją tarczą ochronną.

Blondynkom żyje się lżej

I mimo tego, że nie lubię stereotypów to niestety potwierdzam pewną zasłyszaną pardwę, że: blondynkom żyje się lżej. Oczywiście w niektórych sytuacjach, musimy mieć przede wszystkim szczęście i do czynienia z kimś, kto do blond czupryny ma słabość.

Blondynka na pewno niejednokrotnie uniknie mandatu. Załatwi rabacik u mechanika, wejście bez selekcji do klubu… Bystra blondyna przy sprzyjających wiatrach załatwi zaliczenie z ćwiczeń lub przełoży „wejściówkę”. Do tego wszystkiego często zostanie obsłużona po za kolejką. Niestety możecie mnie za to oceniać, ale zdarzało i nadal zdarza mi się  z moich blond przywilejów korzystać.

Blond brzemię

Żeby nie było tak do końca słodko i różowo opowiem wam jeszcze o tym jak bycie Blondyną, może uprzykrzyć codzienną egzystencję. W ogólniaku wredne, grube i rude babsko od fizyki pastwiło się nade mną całe dwa lata. Do tego stopnia, że pod tablicą czułam się jak kretynka do potęgi entej.

Po drugie nie wszystko złoto, co się świeci czyli przywileje od męskiego grona kończyły się również niemoralnymi propozycjami: zaproszenie na seks w prost? Wielokrotnie to słyszałam. Debilny tekst: „ej Blondyna, chcesz mieć ze mną syna?!” towarzyszył mi przez lata.

Wreszcie nienawiść innych kobiet, które zazdroszczą ci naturalnego koloru włosów, szufladkują i z góry zakładają, że jesteś szara ze wszystkiego jak papier toaletowy. W konsekwencji często byłam obmawiana, obrażana i trzymałam z facetami… A jak wiadomo to jeszcze bardziej nakręcało spiralę nienawiści.

Mój blond look to z jednej strony zaleta, a z drugiej przekleństwo. Czasem ludzie nie traktują mnie serio, bo jak taka buzia z dużymi niebieskimi oczami i blond włoskami może być na poważnie? Albo jak odciąć od jej wizerunku, całą tą blond otoczkę i nie oceniać jej przez pryzmat seksualności, kobiecości itd.? Albo jeszcze lepiej jak powstrzymać się i nie dopierniczyć jej dowcipem o blondynkach?!

Efekt blondynki dzieli społeczeństwo na zwolenników i przeciwników, ale prawda jest taka że praktycznie każda kobieta, chociaż raz w życiu chciałaby być Blond Królową. Mój sparing parter, powiedział mi kiedyś coś takiego na temat blondynek.  Najlepsze „dupeczki” to blond piękności: „Marylin Monroe, Świnka Piggy i Ty.”Tym, bardzo „poważnym” stwierdzeniem zamykam moje blond rozważania. Wiecie jak to jest, za duży wysiłek intelektualny jak na jedną Blondynkę, może się źle skończyć, a szkoda mi mojego Ukochanego…

********

„Dobry blond nie jest lekarstwem na wszystko. Ale pomaga.”

  • Lynda Curnyn, Życie po (życiu z facetem)

 

 

By | 2016-11-23T21:05:28+00:00 Wrzesień 11th, 2015|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , , , |22 komentarze

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Zawsze marzyłam o blondzie! Raz wpadłam nawet na pomysł blond balejażu – i to była moja ostatnia przygoda z tym kolorem…wyglądałam strasznie, więc na marzeniach się skończyło. Teraz mówię Mężowi, że gdy kiedyś znowu wpadnę na ten pomysł, to może mnie uśpić 😀 Kawałami o blondynkach zupełnie bym się nie przejmowała, a tym bardziej zazdrością kobiet – taka już natura, zawsze będą gadać i rzucać podejrzliwe spojrzenia 🙂 Do tego postu brakuje mi tylko Twoich zdjęć1 ;*

    • Bardzo dobrze ze farbowanie wybilas sobie z głowy ja naprawdę kocham inne kolory włosów u kobiet. A mąż to idealny strażnik naszego wizerunku. O zdjęciach pomyślę, tylko nauczę się ogarniać formatowanie wpisów bo póki co masakra 🙂 buziaki

      • Na pewno! Ja jeszcze mam problem z bloggerem, który jest stosunkowo łatwy w obsłudze, a co dopiero z inną platformą 😀

    • Uff, to dobrze, że na własny widok Ci przeszło. Mnie fascynują kobiety, których nota bene jest sporo, którym blond za nic nie pasuje, a i tak go noszą. Jasne, że może to dotyczyć też osób farbujących się na inne kolory, ale chyba przy blondzie właśnie jest najpopularniejsze.

      • Dokładnie! Też nigdy tego nie rozumiem. Gdy już widzę, że moje włosy wyglądają jak kupa to zmieniam kolor. Nie dla wszystkich jest to oczywiste…:D

        • anna

          Hahah kocham <3

      • anna

        Też nie mogę tego zrozumieć. Serio ptasia kupa na głowie nieraz to wygląda, albo jakby komuś włosy się spaliły… Jak zacznę siwieć to zrobię sobie rudy.. lubię ten kolor bardzo 🙂

  • I jak się tu ustosunkować? Też jestem naturalną blondynką, dwukrotnie próbowałam do naturalnego koloru wrócić i dwukrotnie kończyło się to tak samo „Ale wie pani, ten kolor jednak pani nie pasuje”. Nie żałuję, ale też nie zauważam, by zmiany koloru włosów cokolwiek w moim życiu zmieniały. I tak też myślę, że te Twoje zalety bycia blondynką, to nie blond, to Ty.

    (PS. Zestawienie tagów #ładna #łatwa #Piggy <3)

    • Hahha faktycznie hasztagi Miszcz 🙂 oj a ile razy ja słyszałam od fryzjerek, że mi prosta grzywka nie pasuje bo mam okrągła buzię… Fryzjerzy to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Mi się twój image podoba od razu widać ze artystyczna dusza. 🙂 Dziękuję za miłe słowa 🙂

      • Fryzjerzy? Zapewniam, że żadnych takich postaci w mojej historii nie było i trzymam się od ludzi tej profesji z daleka. W imię własnego zdrowia psychicznego.

        I też mam prostą grzywkę <|;^*

  • Jestem blondynką i potwierdzam, że faktycznie blond pomaga 🙂 gdzie się nie zjawiam to przyciąga wzrok mężczyzn 🙂

  • Ale się uśmiałam!! Ania- z tym słowotwórstwem i brakiem gps w mózgu to mamy identycznie!! 😉
    Co do reszty-ja chyba stanowię wyjątek od tej reguły-bo naturalna blondynka i niestety kolor włosów nigdy mi niczego nie ułatwił :/. Podejrzewam że to kwestia bycia po prostu atrakcyjna blondynka- którą ja nigdy nie byłam 😉

    • Nie ma bata, że nie jesteś atrakcyjna. To zawsze jest kwestia naszego nastawienia. Piękna kobieta to ta która ma bogate wnętrze, a tego Kochana ci nie brakuje :*

  • gin

    Nie jestem blondynką i nigdy nie byłam, więc nie potrafię stwierdzić, jak to jest. Generalnie mam wrażenie, że ładne, tudzież pewne siebie dziewczyny mają w żuciu troszkę łatwiej, bez względu na kolor włosów 😉

    • anna

      Myślę, że trafiłaś w sedno… 🙂 Warto być świadomym swoich zalet i je podkreślać 🙂

  • Jestem naturalną blondynką i potwierdzam. Z tą niewiedzą to przede wszystkim na studiach wykorzystywałam. Coś jak mi nie szło, czy coś podobnego to zawsze „ja jestem blondynką”. W zasadzie dopiero tam zaczęłam docenić kolor włosów, obecnie już mam ten swój naturalny i jestem dumna z bycia blondynką.

    • anna

      Cieszę się z takiej odpowiedzi – naturalny dystans do siebie to to co w ludziach kocham 🙂

  • Jako rasowy blondyn potwierdzam słuszność tych teorii. Może blond facetom nie uchodzi tyle co blond dziewczynom, ale jest i tak mocno do przodu. Szczególnie kiedy do konfrontacji staje rudy. 😉 Mnie przez trzy i pół roku gnębiła łacinniczka. Czułem się pod tablicą jak na przesłuchaniu. Za to dzis nerwy mam ze stali i łatwo przyswajam języki obce. 😀

    • anna

      lol fajnie, że zasada sprawdza się również u mężczyzn 😛