Dlaczego Twoje postanowienia noworoczne nie mają sensu?

//Dlaczego Twoje postanowienia noworoczne nie mają sensu?

Kolejny nowy rok przywitał Twoje niezbyt udane życie. Ja, kobieta asertywna, już rok temu pisałam o tym, że postanowień noworocznych nie będzie, a i tak jestem niczym noworoczna petarda. Od dawna mędrkujesz nad tym co ulepszyć, jak poprawić finanse i w końcu pozbyć się nadwagi. Na dobra sprawę już pod koniec listopada pieczołowicie zacząłeś się przygotować do gruntownych zmian od pierwszego stycznia. Dlaczego w tym roku znów Ci się nie uda?

Dobry plan nie wystarczy

Wywaliłeś połowę oszczędności na kilka poradników motywacyjnych. Zapisałeś się do wróżki, chodzisz na sesje z coachem, ale nadal nic w Twoim życiu się nie zmieniło. Wykupiony karnet na siłownię się marnuje, chociaż faktycznie nowy rok zacząłeś z pompą i byłeś nawet trzy razy pod rząd na bieżni. Dieta pudełkowa jest do bani – kosztuje krocie i tak naprawdę się nie najadasz. Po cichaczu przed żoną objadasz się Snickersami i liczysz na to, że mimo wszystko oponka z brzucha jakoś zniknie…

Co robisz źle?

Tak naprawdę wszystko. Zmiany, które miały pojawić się z początkiem stycznia w Twoim życiu, nie są tak naprawdę Twoim prawdziwym marzeniem. Próbujesz się przypodobać szefowi, który ma fioła na punkcie maratonów – a Ty od zawsze wolałaś kanapę z czipsami niż sport. Uległeś namowom żony i totalnie zmieniłeś styl ubierania się, twierdząc, że podobają Ci się takie eleganckie marynarki, tylko zapomniałeś o tym, że nienawidzisz prasować i w długim rękawie jest Ci zawsze gorąco. Próbujesz przekonać własnego kota, że dieta bezglutenowa wyjdzie Wam wszystkim na zdrowie, mimo że nigdy nie miałeś problemu z nietolerancją pszenicy.

Kim jestem?

Nie potrzebujesz żadnych sesji z mentorem. Wywal wszystkie pseudoporadniki na temat motywacji. Odpuść sobie maratony i po prostu zacznij się ruszać tak jak lubisz. Przecież uwielbiałeś rower, pamiętasz? Zamiast restrykcyjnych diet podejdź wieczorem do żony i przyznaj, że uwielbiasz jej domowe pulpeciki z sosem pomidorowym i nie masz zamiaru z nich rezygnować. Przestań się porównać do innych i chociaż raz w życiu zaakceptuj to, jaki nieidealny, za to oryginalny i fajny, jesteś.  Rozumiesz, z całym tym dobrodziejstwem inwentarza: z nadwagą, brakiem prawa jazdy, kiepskim angielskim i wieloma innymi rzeczami, które sobie codziennie zarzucasz, że robisz kiepsko.

Potrzebujesz zmiany?

Jeśli naprawdę chcesz coś zmienić w swoim życiu, to po prostu podnieś swoją dupę z kanapy, wstań i zacznij robić to, na co masz ochotę, to, czego naprawdę pragniesz. Banał? W pewnym sensie tak, ale sam dokładnie wiesz, jak ciężko jest przyznać się przed samym sobą do lenistwa. Do tego, że szukasz ciągle wymówek, porównujesz się do innych, narzekasz na los i tak naprawdę usprawiedliwiasz swoją bierność. Jeśli chcesz być szczupły, zacznij zdrowo się odżywiać i nie zapominaj o ruchu. Wbrew pozorom nie musisz chodzić głodny i spędzać kilkanaście godzin na siłowni. Tak naprawdę istotna jest zmiana, którą wprowadzisz w życiu na stałe. Jeśli boli Cię to, że masz braki w angielskim, ale na samą myśl o wkuwaniu słówek robi ci się niedobrze, odpuść sobie. Może warto przełamać konwenanse i nauczyć się „perfecto” włoskiego, o którym zawsze marzyłeś?

Jak osiągnąć sukces

Wszyscy ludzie sukcesu mają tę samą sprawdzona receptę na sukces od wielu wieków, nic się w niej nie zmieniło. Jedyne, czego potrzebujesz, to: czas, determinacja i wiara we własne możliwości. Zejdź na ziemię i napal się na to, że w szybkim czasie zobaczysz ogromne rezultaty. Przypadki, w których ktoś spontanicznie osiąga marzenia, są prawdopodobne jak trafienie miliona w lotto. Konsekwencja, wyrozumiałość dla własnych słabości i dużo czasu. Porzuć słomiany zapał, przestań narzekać i porównywać się do innych. Tak naprawdę jedyne, co musisz zrobić, to przestać się ze sobą patyczkować. Zapytaj samego siebie czego pragniesz, a potem rusz dupę i sięgnij po to, tak po prostu. Artykuł pojawił się w świeżym, noworocznym wydaniu Czasopisma Magnifier. Śledź koniecznie, to miejsce  w sieci, bo znajdziesz tam nie tylko moje felietony, które jak wiesz są świetne (grunt to skromność), ale również dawkę inspirujących ludzi, nowinki ze świata kultury i świetne teksty na tematy społeczne.

******

Cierpliwość i wytrwałość mają magiczne działanie –

dzięki nim trudności znikają, a przeszkody ulatniają się.

  •  John Quincy Adams

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Masz rację, determinacja i wiara we własne możliwości to podstawa sukcesu…Ja zapytałam siebie czego pragnę i jazda! Działam i cieszę się tym okrutnie;)

    • I moim zdaniem tylko to ma sens. Pochwal się Justek, co w tym roku realizujesz? 🙂

      • Zmiana pracy, rozwój działalności Arbonne, – 12 kg i sesja zdjęciowa, regularne treningi, nauka języka…to by było na tyle;) No i oczywiście rozwój bloga;)

        • Dużo wspaniałych wyzwań 🙂 A co za sesja? 🙂 To mnie mega intryguje <3

        • Ale ambitna kobitka! <3
          To rzucasz pracę w szkole? 12kg?? Już teraz wyglądasz bardzo dobrze, ale jeśli to dream cyfra- go for it 🙂

          • Nie szkoły nie rzucam, lubię to… Po prostu chce znaleźć etat i osiąść w jednym miejscu:) Juz sie nie moge doczekać jak sie spotkamy:))

          • No ja też!! :**

  • Od dawna już nie robię żadnych postanowień noworocznych. Jak naprawdę chcę coś zrobić, to ruszam cztery litery i zasuwam, nie muszę czekać na jakąś magiczną datę, bo ona niczego nie zmienia. A 1 stycznia to dla mnie nic innego jak kolejna kartka z kalendarza. Jeśli ktoś wie, czego chce i jest odpowiednio zmotywowany, to nie pierdzeli tylko zapierdziela.

    • Monia wiadomo,dla kogoś 1 stycznia, a dla koś 15 kwietna, to dobry moment na zmiany. Zdecydowanie jestem za tym, aby robić wszystko zgodzie z sobą, we własnym tempie i po prostu da siebie, a nie dlatego, że „tak trzeba” bo to jest absurdalne. Ja mam problem z wybraniem tego co najpotrzebniejsze, masz na to pomysł?

      • Ja zawsze zastanawiam się, co na dany moment ma dla mnie największe znaczenie. Mam jeden główny cel i kilka mniejszych, ale też istotnych. Główny dyskusji nie podlega, a jeśli chodzi o resztę, to nie biorę na siebie za wiele, bo wtedy nie mam czasu na nic i nic mi nie wychodzi tak, jak bym chciała. Ciężko niekiedy się w ryzach utrzymać, ale cóż, nie jestem chodzącym ideałem i być nim nie zamierzam.

  • A nie wiesz gdzie można kupić wytrwałość? 🙂 Ewentualnie zamienić. Chętnie też oddam w zamian slomiany zapał. I w ogóle co zrobić żeby się chciało, tak jak się nie chce? #zimowadepresja

    • Widziałem w sobotę w spożywczaku koło mnie była. Ale strasznie długa kolejka była więc odpuściłem. 😉
      A co do sukcesu.. to kiedyś spytałem jednego znajomego czemu pewien człowiek został szefem w pewnej firmie, odpowiedź była prosta i krótka:
      – bo chciał.
      Czego i państwu życzę. 🙂

      • O! To chyba jakaś promocja była. 🙂
        Tak mówią, że chcieć to móc,ale nie do końca się z tym zgadzam. 🙂

        • Ale to prawda. Oczywiście, nie mówimy o przypadkach skrajnych w stylu: łysy nie będzie twarzą i włosami producenta szamponów i odżywek do włosów;), ale w wielu przypadkach ta zasada działa – stety, albo nie. 😉

          • Moim zdaniem stety jednak, skoro mi udało się być Mistrzynią Polski w judo, 2 razy z rzędu (a podobno byłam najgorszą z naj,to można wszystko). 🙂

          • Będę o tym pamiętać. 🙂

      • Konkret, zgadzam się absolutnie: chcieć to móc i tyle.

    • Na brak słońca polecam suplementację witaminą D (działa) i dużo seksu (podobno działa :D). Słomiany zapał? Basiu, a może te rzeczy nie są dla ciebie naprawdę ważne skoro, brakuje chęci? Odpuść je w cholerę i skoncentruj się na tym co lubisz 🙂

      • Na chwilę obecną najbardziej lubię spać i jeść:-), z naciskiem na spać, bo po chorobie apetyt mam kiepski. Tylko nie wiem czy akurat na tym powinnam się koncentrować. 🙂

        • Sen to zdrowie, a tego ci teraz najbardziej potrzeba :***

  • Poruszyłaś moim zdaniem najważniejszą kwestię w robieniu postanowień – jeśli chcemy coś zmienić to sami musimy tego chcieć, to musi nam sprawiać przyjemność, albo dawać nam coś takiego, co wynagrodzi wysiłek. Wtedy mamy motywację i wiemy, po co to robimy. Jeśli dochodzi do tego wspomniana konsekwencja i wyrozumiałość dla własnych słabości to jesteśmy skazani na sukces 🙂
    Ustalanie postanowień tylko dlatego, że inni tak robią albo dlatego, że tak trzeba nie przynosi rezultatów.

    • Zdecydowanie, Sylwia istotne jest właśnie również rozumienie swoich słabości. Wiele osób poddaje się przy pierwszych problemach, zniechęceniu lub potknięciu. Najlepszy przykład to dieta: 7 dni ktoś liczy makro, a potem zje 2 cukierki. Załamany już chce rzucić to w cholerę, a tak naprawdę jeśli nadal będzie liczyć makro to w konsekwencji te 2 cukierki nie zrujnują mu zdrowia, wręcz przeciwnie zrobią dobrze dla psychiki 🙂

  • Justyna

    Moja noworoczne postanowienia to cele, które sobie stawiam, czyniąc je SMART-nymi. I sprawdza się!

    • To pochwal się czymś osobistym? Może zainspirujesz moich czytelników 🙂

  • Zgadzam się z Tobą – jeżeli chce się coś zmienić w swoim życiu, należy od razu wziąć się do roboty. Od samego siedzenia i mówienia o planach nikt jeszcze nic nie zrobił i do niczego nie doszedł 🙂 Pozdrawiam!

    • Dziękuję, to biby takie oczywiste, ale w dalszym razie ludzie próbują szukać innych sposobów na realizacji celi niż ciężka praca 😀

  • Jeśli coś robimy na siłę lub by zaimponować innym to na bank nie wyjdzie. Jeśli to co naprawdę nas pociąga, to many eiększe szanse. Też nie postanowiałam sobie nic na ten rok. Fajnie, że odniosłaś się do glutenu, pszenicy i kota. :)) Ciągłe klepanie o tej diecie już mnie drażni. Co tak ci wszyscy na ten gluten pohorowali? Ja uwielbiam produkty pszenne i będę się nimi dalej zajadać. Tyle, że na wszystkim co kupuję od zawsze nagle pojawiło się info, że bez glutenu. Dziwne, bo wcześniej tego nie było.

    • Widzisz ja gluten kocham, niestety miłością nieodwzajemnioną 🙁 Zaognia mi stan zapalny tarczycy, całego organizmu, powoduje bóle reumatyczne, dlatego jako sceptyczka podeszłam do tego tematu, dosyć konkretnie. Postanowiłam przetestować na własnej skórze, byłam u lekarza. Wiem, że życie bez glutenu w przypadku mojej choroby to jedyne, sensowne rozwiązanie, dlatego jem bezglutenowo, na zdrowie. Ale brak wskazań do diety nie rozumiem!

  • Raczej nie robię postanowień noworocznych, staram się na bieżąco korygować swoje życie, wprowadzać zmiany, czasem z większą intensywnością, kiedy indziej na spokojnie. Nie przywiązuję się do przełomowych dat, bo każdy dzień może wnieść szczęście w nasze życie. 🙂

    • Bardzo piękne podsumowanie 🙂 To prawda Iza, grunt to żyć w zgodzie ze sobą i podążać własnym tempem 🙂

  • Aleksandra Bernatek

    Ha! Czyli nie jestem jedyną osobą, dla której „nowy rok, nowa ja” to bzdura 😀 Zgadzam się totalnie z tym, że samoakceptacja to podstawa. A co do zmian i „osiągania celów” – u mnie sprawdza się metoda małych kroczków. Czasem, oczywiście, wkrada się słomiany zapał i zniechęcenie (jak na przykład ostatnio, kiedy mój blog zdechł na miesiąc), ale wróciłam i zobaczymy co z tego będzie 😉

    • No jasne, to oklepany frazes 🙂 Metoda małych kroków, konsekwentnie dążyć do celu mimo wszystko to najlepsze co można sobie samemu podarować. Dokąd zmierzasz obecnie w takim razie ?:)

      • Aleksandra Bernatek

        Cóż, ostatni kwartał minionego roku bardzo dał w kość mnie i moim najbliższym i trochę się rozsypałam, a łóżko i podusia stały się moimi najlepszymi przyjaciółmi. Ale teraz przede mną wielkie zmiany, łącznie ze zmianą nazwiska spowodowaną złotym pierścionkiem, a jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B, żeby pójść dalej 😀

  • Cieszę się że nie jestem osamotniona w braku robienia postanowień. Wychodze z założenia że należy pracowac na swój sukces i robię to kazdego dnia.

  • Just Me Blog

    Nowy rok jest to czas kiedy mogę oddzielić grubą kreską pewne sprawy, znajduję w sobie determinację i patrzę w przyszłość z wielkim optymizmem. Dlatego robię postanowienia, nie jakieś wielkie i mega ważne, ale staram się zmienić coś np w swoim myśleniu, patrzeniu na pewne rzeczy. Bardziej dotyczy to mojego rozwoju niż np chudnięcia 20kg 🙂

    • Rozumiem to, warto spojrzeć na siebie z jakiejś tam perspektywy, choćby rocznej 🙂 Ale wiesz, dla kogoś 20kg mniej to również będzie autorozwój, bo może się okazać, że waga blokowała np. jego dotychczasowe działania w innych sferach 🙂

  • Ja nie mam jakiś postanowień, które mnie nie zadowalają, które są zbyt duże. Po prostu Nowy Rok to dla mnie taka symboliczna data. Lubię podsumować rok, oddzielić się i działać z nową energią 😉

    • nowa energia zawsze super. Sama też lubię sobie zacząć z „czystą kartą”, ale w tym przypadku uważam, że najlepiej zacząć wtedy kiedy jest się na to gotowym, bez sztucznie wyznaczonych ram czasowych 🙂

  • Ostatnio miałam te same przemyślenia: trzeba zaakceptować swoje wady, nie złościć się i broń boże nie nienawidzić siebie za nie. Zaakceptować, ale starać się zmieniać malutkimi kroczkami, bo prawdą jest, że WIELKICH zmian nie jesteśmy w stanie wprowadzić z dnia na dzień. Także te ogromne postanowienia niczego nie zmienią 🙂

    • Nawet sobie myślę, że niektóre wady warto pokochać, zaakceptować i po prostu z nimi żyć 😀 jak nie w sobie, to chociaż w mężu 😛

  • Ja nigdy nie robiłam i nie widzę sensu czekać na zmianę do 1.01. Ale bawią mnie przeokrutnie te fale osób wracających do formy na siłce, tak na miesiąc max a potem im się nudzi..i tak rok co rok od kilkunastu lat 😀

    • Bez kitu noworoczne fitświry, co im zapału na góra kilka tygodni wystarcza 😀 Ludzie są dziwni w tym, że sami siebie oszukują. Lepiej już wpierdalać niezdrowo i regularnie ćwiczyć, żeby jakaś równowaga była niż 2 tygodnie katorga, potem śmieciowe żarcie – to jeszcze gorsze niż raz na jakis czas szaleństwo w ramach rozsądku 🙂

      • No dokładnie- bo organizm zaczyna świrować!

  • Podjęłam decyzję, że nie robię już żadnych postanowień noworocznych. Mam wyznaczone pewne cele (może nie idealnie) z datami do kiedy chcę je zrealizować i zobaczymy, co będzie. Muszę tylko za lepszy plan się zabrać, aby nie stracić obecnej motywacji do działania.

    • I to jest konkret Jola 🙂 Mam podobnie, ale podchodzę na luzie. U mnie redukcja wagi jest jednym z elementów poprawy zdrowia 🙂 Po prostu pracuję na to, aby zbliżyć się do wymarzonej sylwetki 🙂

  • Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że świat twierdzi są tylko wie możliwości. Albo: „postanowienia noworoczne nie mają sensu, więc żryj ile chcesz, jesteś po prostu oryginalny. A jeśli koniecznie już musisz coś z tym zrobić, to rusz dupę i przestać wpieprzać snikersy” lub „postanowienia noworoczne to idealny sposób na wprowadzenie zmian w swoim życiu! Zapisz na kartce wszystko o czym marzysz, a potem skrupulatnie, krok po kroku spełniaj swoje wielkie marzenia! I pamiętaj że jesteś zwycięzcą!”. Tymczasem heloł. Wszystko jest dla ludzi. Ktoś nie bez powodu wymyślił, by raz na rok rysować grubą kreskę, podsumowywać, zaczynać na nowo. Nie dlatego nam się nie udaje, że chcemy się zmieniać na siłę, a tymczasem bozia stworzyła nas jako grubych i leniwych Januszy, którymi z jakiegoś powodu tak bardzo nie chcemy być (doprawdy dlaczego?). A jedynie dlatego (nam nie wychodzi), że przez większość życia nie jesteśmy ze sobą w 100% szczerzy, nie wiemy jakie mamy wartości i priorytety (więc jak moglibyśmy zgodnie z nimi żyć), wyrzucamy na czas zakupów i posiłku ze swojej głowy fakty związane ze szkodliwością chipsów czy kotleta (wygodniej zapomnieć), a wszystkie chwile względnej ciszy zapełniamy odruchową działalnością, byleby cokolwiek robić, co odciągnie nas od naszego prawdziwego ja, które mogłoby sugerować, że coś nie styka. „Czas, determinacja i wiara we własne możliwości” więc nie wystarczą, jeśli nie przeczyścimy sobie patrzałek i nie zrozumiemy dlaczego robimy to, co robimy i dlaczego chcemy robić coś innego.

    • Muszę przyznać, że wielobarwność twojej wypowiedzi bardzo przypadła mi do gustu. Kilka razy się zgodziłam, kilka razy zaśmiała, ale też nie do końca na wszystko ci piszesz mogę się zgodzić. Felieton jest moją luźną obserwacją, nieco ironicznym podsumowaniem wielkich zmian, z których co roku nic nie wynika. Jestem zwolenniczką działania, wtedy kiedy naprawdę się chcę coś zmienić. Dlaczego? Pewnie dlatego, że temat przerabiałam na własnej skórze i dla mnie to się sprawdza. Zaznaczam, że dla mnie 🙂 .

      • Piszesz, że nie ze wszystkim możesz się zgodzić, ale ja nie dostrzegłam w Twoim komentarzu miejsca, gdzie nasze zdanie byłoby rozbieżne. 🙂

  • Pisałam na ten sam temat i mamy podobne wnioski, mimo, że jestem „tym coachem, co Ci mówi, jak żyć”;) Oczywiście się śmieję, bo dobry coach tak nie robi. Jeśli nasze postanowienia nie opierają się na podstawowych wartościach, jakimi kierujemy się w życiu, to nie mają szans na powodzenie. Przykładowo, jeśli czyimś celem jest schudnięcie, a nie zaimpregnuje tego z wartością Zdrowia, która jest dla niego nadrzędna, to sama wizja ciaśniejszych gaci nic mu nie pomoże. A może wcale tego nie chce, tylko taki jest trend, tak wypada. Ja czasem też wolę mieć parę kg więcej, bo lubię szarlotkę z ciepłą herbatą:) Grunt to robić coś, co jesz nasze, tak jak napisałaś:)

    • Dokładnie się zgadzam 🙂 Sama mam mentora, ale chodzi mi o to, że ludzie uważają, że inny specjalista za nich zrobi całą robotę, kiedy im tak naprawdę na zmianach nie zależy. 🙂