Czy warto iść na ślub skoro nie ma wesela?

Home/LIFESTYLE/Czy warto iść na ślub skoro nie ma wesela?

Na ślubno-weselny wpis natchnęły mnie wydarzenia z poprzednich tygodni kiedy to jedna z moich przyjaciółek postawiła spełnić jedno ze swoich wielkich marzeń i stanąć na ślubnym kobiercu. Ten tekst pojawił się już jakiś czas temu, ale czytając dziś bloga Młodej Żony postanowiłam raz jeszcze Wam go podać do przeczytania.  Przechodząc do sedna, dziś skupię się raczej na mojej uroczystości sprzed ponad roku…

Ania i Pawel-3.jpg

Myślałam o tym, żeby na pierwszą rocznicę ślubu, która wypada w lipcu zrobić jakiś taki słodki, przepełniony lukrem wpis ślubny, ale jednak nie wytrzymałam i napisałam to co mam w głowie, niestety bez lukru.

Zawsze płynę pod prąd

W przypadku mojego Ukochanego i mnie wszystko zawsze musi być inaczej niż u wszystkich. Nie chodzi tu o to by szokować na siłę, czy też buntować się tylko dla zasady, po prostu jesteśmy takie dwa cudaki co to słabo się czują na imprezach okolicznościowych, rodzinnych i ogólnie tam gdzie są masy. Wiem, że może wam to się wydać dziwne, bo ja z moją osobowością gwiazdy (nie wierzę, że napisałam to wprost) lubię być w centrum zainteresowania i rzucać się w oczy. Lubię, ale wtedy kiedy dane wydarzenie mnie interesuje, a te wszystkie „wielkie” momenty w życiu jakoś na mnie wrażenia nigdy nie robiły. Z rodzinnych uroczystości najbardziej nadal lubię stypy, choć może to lekko upiorne to właśnie na pogrzebach ludzie najczęściej zachowują klasę, nie robią wsi, wyglądają adekwatnie do sytuacji i co najważniejsze są uprzejmi i szczerzy. Wspomina się dobre chwile ze zmarłym, nie mówi o nim źle i ogólnie nie ma miejsca na całą bufonadę, która niestety pojawia się na innych uroczystościach typu: śluby, chrzty, komunie itd.

Ania i Pawel-4.jpg

Nie robisz wesela?!

Patrzcie jak to jest. Wydaje ci się, że masz rodzinę, przyjaciół, dobrych znajomych. Celowo użyłam słowa wydaje, bo w momencie kiedy informujesz najbliższe grono o tym, że postanawiasz sformalizować swój związek, z jednym małe „ale” – nie robisz wesela, to od razu ci ludzie bombardują cię niewygodnym pytaniem: dlaczego?!

Najważniejsze argumenty dlaczego nie zrobiliśmy i nie zrobimy wesela:

– nie znoszę takich imprez, kicz, sielskość i rubaszność mnie przerasta,

– nienawidzę fałszu, który przy takich okazjach bije po oczach,

– najzwyczajniej w świecie szkoda mi kasy na jedną noc – wole podróżować,

– nie mogę liczyć na rodzinę: ojciec ma mnie tam, gdzie słońce nie dochodzi, mama nie żyje, jeden brat nie trzeźwieje od roku, jeden notorycznie kłamie i wystawia mnie do wiatru, ostatni z braci ten udany jest na stałe za granicą, a dziadkowie i babcie nie żyją, wujki i ciotki nie utrzymują kontaktów a to już zasługa moich rodziców…

– uważam, że aby robić wesele trzeba to „czuć”, a nie odstawiać szopkę, żeby spełnić oczekiwania innych,

– gdyby już robić taką imprezę to na naszych warunkach, a wierzcie mi, że dużo kasy na to trzeba, bo im coś ma być bardziej skromne, proste i klasyczne tym proporcjonalnie jest droższe.

Ania i Pawel-39.jpg

Po co iść na ślub skoro nie ma wesela…

I tutaj zaczynają się schody. Wielkie przyjaźnie, stosunki rodzinne i koleżeńskie zostają wystawione na bardzo poważną próbę, bo mimo tego, że nikt tego na głos nie powie (tchórzostwo to cecha charakterystyczna naszych rodaków) to w główkach tak właśnie sobie sądzimy – „nie ma wesela, nie opłaca się”. No i zajebiście. Faktycznie się nie opłaca robić tej uroczystości skoro nastawienie ludzi w większości właśnie takie jest. Ma się opłacać, ale za przeproszeniem co? Ma się zwrócić twój wątpliwy wkład do koperty? Że się nażreć, nachlać i potańcować trzeba? Bo jak tego nie będzie to nie namówisz Janusza, żeby raz w roku wbił się w garnitur i Mariolka do fryzjera nie pójdzie? No to super, dla mnie bomba niech się wam nie opłaca przychodzić skoro takimi kategoriami myślicie… Mi się nie opłacało robić obiadu poweselnego i się nie zwróciło… Powiem tyle, nawet się nie wyrównało, ale mam to głęboko w nosie bo na żadne profity od samego początku się nie nastawiałam.

Ania i Pawel-62.jpg

Gorzka prawda

Tak to już jest, że nie ma sensu obwijać w bawełnę i słodko się uśmiechać. Nie ma też sensu kalkulować. Dla mnie sam ślub jest na tyle dużym przeżyciem i to bez znaczenia czy robisz go w plenerze, na koniu, w kościele, urzędzie czy gdzie tam jeszcze sobie wymyślisz – dla mnie liczy się fakt, że decydujesz się na ten poważny, absolutnie fantastyczny kok w swoim życiu. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli jakiś burak kiedykolwiek będzie przeliczał, czy mu się gdzieś opłaca pójść, czy też nie – to dobrze mu radze niech nigdzie nie idzie. Siądź na dupie w fotelu, w przepoconym dresie, nie bierz prysznica, bo nie idziesz do ludzi to nie się nie opłaca. Kup kratę piwa z Biedronki, niech mama natłucze ci kotletów schabowych, zarzuć disco polo na cały regulator i biesiaduj. Na pewno będzie z tego większy pożytek niż gdybyś jednak postanowił się wybrać na ślub.

Ania i Pawel-254.jpg

Coś pozytywnego

Żeby nie było, że jestem taka zła (a jestem jeszcze gorsza niż się wydaje), powiem wam coś pozytywnego. Nie cały świat jest taki mendowaty i nie wszyscy są tacy wyrachowani. Pamiętaj, żeby realizować swoje marzenia bez względu na wszystko. Pamiętaj, żeby dążyć do swoich celów, bo tylko one cię uszczęśliwia. Oszczędzisz sobie stresu dziś i nowotworu za dwadzieścia lat. Może się okazać, że kameralny ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego i obiad w samym sercu starówki tylko przy winie i deserze może również być miłym akcentem w tym ważnym dla ciebie dniu. My właśnie postanowiliśmy zrobić skromny obiad, nasze zaślubiny uczcić symbolicznym kieliszkiem szampana  w gronie najbliższych. Wieczorem, ten kto chciał dołączył do nas w klubie na plaży, napił się procentów, potańczył i pobawił, tak jak chciał, potrafił i tyle.

Ania i Pawel-296.jpg

Uwaga: wszystkie zdjęcia wykonał fantastyczny Paweł Ławreszuk – Wielkie dzięki 🙂 Mały update: w przyszłym roku i ja przyodzieję białą suknię, stanę na kobiercu ślubnym w kościele (o ile dożyję lub dotrwam) i będę nawet mieć małe, ale to zawsze wesele… Są takie rzeczy, które nawet filozofom się nie śniły… Oczywiście zachęcam do dzielenia się swoimi historiami, zdaniem i poglądami na tematy ślubno – weselne, na dole macie dużoooo miejsca.

******

„Bardzo niebezpiecznie jest spotkać kobietę, która nas całkowicie rozumie.
Kończy się to zawsze małżeństwem.”

– Oscar Wilde

By | 2016-11-23T20:57:00+00:00 Październik 26th, 2015|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , , , , , , , , , , |33 komentarze

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • cudownie wyglądaliście 🙂 super pomysł na siebie miałaś :*

  • Anna jaką uwielbiam! Ironiczna, inteligentna, niepokorna i dowcipna! 😀
    Ja też nienawidzę tych wszystkich „świąt” i szopki która się z nimi wiąże! Jeśli kiedykolwiek się znajdzie jakiś oszołom którego pokocham z wzajemnościa to chyba ślub (jesli wogole) to na jakimś tripie 😉
    ps. To kiedy ta „właściwa” impreza?;)
    pps.Pieknie wygladaliście! A sukienka z wiankiem i obcasami- mega styłoweczka! 🙂

    • Dziękujemy, lepiej żyć w zgodzie ze sobą… A daty jeszcze nie mam – właśnie w ten weekend jedziemy na Podlasie działać. Dodam, że sukienkę wybrałam w 7 minut – tak bardzo lubię takie ubrania 😀 A co do twojego za mąż pójścia – każdy powinien robić to co czuje, jeśli są ku temu warunki i tyle – no stress :*

      • Hehe, a niektóre panny młode to miesiącami kiecki szukają ;). Ciekawa jestem kiedy w takim razie ten #najcudowniejszydzienwzyciuvol2 się odbedzie 😉
        ps.Presji na szczescie nie czuje 😉

  • Anna jaką uwielbiam! Ironiczna, inteligentna, niepokorna i dowcipna! 😀
    Ja też nienawidzę tych wszystkich „świąt” i szopki która się z nimi wiąże! Jeśli kiedykolwiek się znajdzie jakiś oszołom którego pokocham z wzajemnościa to chyba ślub (jesli wogole) to na jakimś tripie 😉
    ps. To kiedy ta „właściwa” impreza?;)
    pps.Pieknie wygladaliście! A sukienka z wiankiem i obcasami- mega styłoweczka! 🙂

  • Anka…. nie wierzę 🙂 Po pierwsze nie miałam kościelnego, po drugie nie miałam wesela – obiad dla rodziny i spotkanie dla przyjaciół w akademiku 🙂 😀

    • A co tu dużo mówić Rene – wiesz jak jest 😀 Potem muszę gęsto się rodzinie męża tłumaczyć dlaczego jestem taka niepokorna 🙂 Ale z każdym dniem się oswajamy 🙂

      • tia…. i co on sobie wybrał 😀

  • Moje życie się tak układa, że ostatni raz na weselu byłam w dzieciństwie.
    Bardzo chętnie uczestniczę w ślubach dalszych i bliższych znajomych – ważne jest dla mnie uczestnictwo w tak ważnym dla nich wydarzeniu, a nie zaproszenie na wesele 🙂

    • Miło, że tak mówisz i sądzisz – moim zdaniem to jedyna słuszna postawa 🙂

  • Za przeproszeniem – jebłam przy fragmencie o stypie 😀 A tak poważnie „uważam, że aby robić wesele trzeba to „czuć”, a nie odstawiać szopkę, żeby spełnić oczekiwania innych”, to święta, najświętsza na świecie prawda 😉 Nie chcesz ślubu? Proszę bardzo. Chcesz skromny ślub? Proszę bardzo. Na Zanzibarze? Nie ma problemu. Na pół tysiąca osób z tygrysem bengalskim i żonglerami? Robi się. To tylko i wyłącznie kwestia tej najważniejszej w tym dniu dwójki. 😉 PS. Pisałam Ci już, ze cudnie wyglądałaś :*

    • Zdecydowanie masz rację – grunt to robić to co się czuje, tak jak się marzy, a nie jak inni by to widzieli . .:)

  • W końcu ktoś kto ma takie podejście do wesela co ja! Bo co z kimś rozmawiam i mówię, że ja wolałabym mieć ślub bez wesela, to reakcja jest zawsze taka sama: „JAK TO?!”. Ja uważam (pewnie egoistycznie), że to ma być mój dzień, a wcale nie bawi mnie patrzenie na pijanych w sztok ludzi, ani tym bardziej brania udziału w głupich zabawach. To wszystko by mnie bardzo męczyło. I nieważne jak bardzo dziwnie i egoistycznie to brzmi. Takie jest moje (skromne) zdanie 🙂 Poza tym.. dla mnie słabym argumentem jest „co powiedzą inni?” 🙂

    • Agnieszka to nie egoizm tylko raczej poczucie normalności. Spełnianie marzeń innych w przypadku własnego ślubu to dla mnie paranoja 😀

  • Piękne zdjęcia. Fragment o stypie drastyczny, ale jakże prawdziwy! Podoba mi się Twój sposób pisania i poczucie humoru. Co do ślubu i wesela – Twoje argumenty są bardzo przemawiające, zwłaszcza jeśli para młoda, tak jak mówisz, kompletnie tego nie czuje i odstawia szopkę. Albo gra przez całą noc, choć wszyscy wiedzą jak jest naprawdę. Pozdrawiam!

    • Dziękuję za aż tyle miłych słów 🙂 Serce rośnie 🙂

  • Ja znów wesela lubię i chciałabym mieć, przecież nikt nam nie karze organizować parady kiczu. Wesele można urządzić na milion różnych sposobów i dlatego moja konserwatywna dusza płacze w reakcji na dzisiejszy wszechobecny weselny hejt. Bo ludzie tylko nie chcą i nie chcą. Tyle marudzenia.

    Ta sesja jest po prostu magiczna, tak cudowna, że sama bym lepszej nie zrobiła (<|:^P), dałam się zaczarować. Piękny pomysł na ubiór miałaś. <3

    • Dziękuję Krasnalu za komplementy 🙂 Co do ślubu i wesela – tylko przy organizacji za własne pieniądze można zrobić to tak jak się czuje… ale w lipcu będę miała folkowe wesele w kameralnym gronie, także nie taka zła jestem jak mnie malują 😛

      • folkowe wesele? Brzmi bajecznie! <3

  • Ja miałam ślub kościelny, bo oboje jesteśmy wierzący. Sukienkę miałam szytą przez koleżankę (na miarę, projekt mojego męża, koszt – 150zł), bukiet z irysów i innych podobnych kwiatów. Nie mieliśmy ani jednego „gadżetu” ślubnego. Po ślubie obiad w pobliskim hotelu. Potem – kto chciał poszedł z nami na działkę teściów – grillowaliśmy kilka godzin. Na żadne chrzty, komunie i inne nie spraszam rodziny, którą widziałam ostatni raz… nie pamiętam kiedy 😉 Wystarczą chrzestni i dziadkowie dzieci – już i tak jest nas koło 20 ;P Moje dzieci nie spodziewają się komunijnych laptopów, opłaconych wypadów do SPA żeby po komunii odpocząć, czy co tam jeszcze jest teraz modne. Każda uroczystość przeżywana jest duchowo, nie materialnie. Skutek jest taki, że nas też przestano zapraszać. W sumie, to nawet lepiej 😀 Nie lubię imprez, na których każdy chce się pokazać z tej bogatszej strony. A potem liczy, czy z prezentów uda mu się spłacić choć część kredytu… 😀

    • Magda naprawdę twój głos to głos rozsądku! Serio, o to właśnie chodzi, że powinno się na duchowe przeżycia nastawić, a nie finansowe…. Wiesz ja też jestem takim ekscentrykiem, że zarówno daję innym jak i doceniam prezenty z duszą 🙂 Te wykonane własnoręcznie, to już w ogóle hit 🙂 A co do sukienki, wiem że się da kwestia organizacji, ale mojej nie przebijesz 49 zł na wyprzedaży 😀

      • No nie przebiję – ale ja miałam szytą na miarę i płaciłam za materiał osobno i za szycie też kilka złotych 😉
        Kocham ręcznie robione prezenty. Rozdaję je i cieszę się jak gwizdek jeśli takie dostanę. Moi najbliżsi wiedzą, że jak mają mi kupić balsam w prezencie, bo na więcej ich nie stać, to lepiej niech mi zrobią laurkę z papieru do ksero z „nakredkowanym” obrazkiem 😉

        • Ekstra, cieszę się że na świecie są jeszcze tacy ludzie <3

  • Ja miałam ślub kościelny, bo oboje jesteśmy wierzący. Sukienkę miałam szytą przez koleżankę (na miarę, projekt mojego męża, koszt – 150zł), bukiet z irysów i innych podobnych kwiatów. Nie mieliśmy ani jednego „gadżetu” ślubnego. Po ślubie obiad w pobliskim hotelu. Potem – kto chciał poszedł z nami na działkę teściów – grillowaliśmy kilka godzin. Na żadne chrzty, komunie i inne nie spraszam rodziny, którą widziałam ostatni raz… nie pamiętam kiedy 😉 Wystarczą chrzestni i dziadkowie dzieci – już i tak jest nas koło 20 ;P Moje dzieci nie spodziewają się komunijnych laptopów, opłaconych wypadów do SPA żeby po komunii odpocząć, czy co tam jeszcze jest teraz modne. Każda uroczystość przeżywana jest duchowo, nie materialnie. Skutek jest taki, że nas też przestano zapraszać. W sumie, to nawet lepiej 😀 Nie lubię imprez, na których każdy chce się pokazać z tej bogatszej strony. A potem liczy, czy z prezentów uda mu się spłacić choć część kredytu… 😀

  • Niedawno byłam na ślubie znajomych, którzy zamiast wesela postanowili zrobić uroczysty obiad. A że oboje pochodzą z bardzo tradycyjnych rodzin, to oczywiście budziło to mnóstwo kontrowersji. Cześć rodziny nawet postanowiła nie przyjść… Przyszli Ci, co chcieli szczerze świętować z nimi ten ważny dzień. I powiedziałabym, że tak nawet lepiej i zdrowiej.

    • Też wychodzę z tego założenia, nie ilość a jakość 🙂

  • Wyglądałaś pięknie – klasycznie, ale z pomysłem (ten cudny wianek!!!)
    My też nie mieliśmy wesela, tylko skromny ślub w USC i obiad w domu. Wiele czynników za tym przemawiało: przede wszystkim ekspresowe tempo, w którym załatwiliśmy wszystkie formalności, aby „zagraniczny” mąż mógł dostać kartę pobytu w Polsce (2 miesiące od rezerwacji terminu do zaobrączkowania – niewiele się da zorganizować w tak krótkim czasie), sytuacja finansowa (teraz jest już lepiej, ale wtedy obydwie rodziny miały chwilowy dołek i kiepsko przędły), no i nasz wiek (małolaty tuż po studiach z jakąś dorywczą pracą za grosze).
    No ale wiadomo: miłość najważniejsza! :))) Początkowo planowaliśmy po kilku miesiącach zrobić spóźnione przyjęcie dla rodziny i znajomych, ale jakoś rozeszło się po kościach 😉

    • Dziękuję za miło słowa 🙂 Bardzo fajnie jest wiedzieć, że jest nas na świecie więcej…ludzi szczerych w swoich uczuciach 🙂 Zdecydowanie zgadzam się z puentą – miłość jest najważniejsza ever-forever <3

  • Po pierwsze: wyglądaliście pięknie i życzę Wam wszystkiego co najlepsze! 🙂
    Po drugie: zgadzam się z Tobą w stu procentach. Również nie widzę tego bym miała organizować wesele, a nawet jeśli to i tak będzie źle, bo nie zamierzam zaprosić „całej rodziny”, a tylko tych, z którymi mam jakikolwiek kontakt i z którymi się jako tako lubię – nie ważne czy to bliska czy daleka rodzina, zaproszę tylko tych, którzy są dla mnie ważni i obojętnie jak to źle nie zabrzmi: tych, którzy się nadają. No bo przepraszam bardzo ale po co mi ci, którzy idą tylko po to, żeby się napić i odstawiać szopkę. Po co mi ci, którzy nie potrafią się w ogóle zachować, lubią wszystko psuć i idą z musu – najlepiej żeby w ogóle nie wychodzili z domu. No i oczywiście po co mi ci, z którymi kontakt mam raz czy dwa do roku, kiedy „trzeba” lub na tzw. imprezach okolicznościowych i wcale za sobą nie przepadamy. Dodatkowo nie zgodzę się nigdy na żadną wódkę na weselu, co najwyżej kontrolowana ilość wina – wiem jestem okrutna, a rodzina mnie wyklnie 😉 Mogłabym tak pisać i pisać, bo jest to dla mnie temat rzeka, ale szkoda nerwów. Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Od razu zwróciłam uwagę na te zdjęcia czytając wpis – są świetne 🙂

  • Miałam wesele, bo wypadało je zrobić. No i komu wypadało ten płacił. Na szczęście nie ja. 🙂 Ja byłam tylko figurą. Nie czułam się tam dobrze, ale wesele było udane . Rodzina była zachwycona, do dziś wspominają, choć moje małżeństwo już dawno nie istnieje . 🙂 Mama była dumna, a ja? Ja nie. Może już wtedy przeczuwałam, że to małżeństwo to będzie niewypał. 😉 Gdybym teraz miała brać ślub, zero wesela. 🙂 A na śluby lubię chodzić. I często się na nich wzruszam. 🙂

  • Przede wszystkim chciałam Ci powiedzieć, że pięknie wyglądałaś w dniu ślubu 🙂 Druga sprawa, że masz bardzo słuszne podejście do tematu wesela, które sama wyznaję (choć ja wesele miałam – ale na własnych zasadach). Najważniejsze to czuć się dobrze ze swoim wyborem. Zastanawiam się jak skomentować teksty w stylu „jak nie ma wesela to nie opłaca się iść na sam ślub” – po prostu przykre… I szkoda mi ludzi na tyle ograniczonych by wyznawać taką filozofię 😉
    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Justyna, Pomysł na ślub