Czego (nie) czytać w sieci?

Home/LIFESTYLE/Czego (nie) czytać w sieci?

 

Czego (nie) czytać w sieci, o to jest pytanie? Wielokrotnie zdarzało mi się, że po wertowaniu stron w Internecie miałam ochotę wyskoczyć przez zamknięte okno albo wystrzelić w kosmos autora bzdur, które przed chwilą przeczytałam. Blogi wyrastają z dnia na dzień jak grzyby po deszczu. Niektórym wydaje się, że każdy może pisać. Faktycznie może, ale czy na pewno potrafi? Nie będę tutaj krytykowała stylu czy też braków w interpunkcji – sama korzystam z pomocy korekty, jednak co, gdy osoba, która tworzy miejsce w sieci nie ma nic sensownego i ciekawego do przekazania?

Antyporadnik blogowy

 

Bycie blogerem ma swoje blaski i cienie. Do jasnej strony mocy niewątpliwie należą wszelkie miłe komentarze, nawiązywanie nowych znajomości, imprezy branżowe i te wszystkie korzyści wynikające z powstałej współpracy. Ale nie wolno zapominać, że blogowanie na serio to również codzienna, ciężka orka – bo jak inaczej nazwać wielogodzinne „dłubanie” przy blogu? U mnie roboczo sprawdza się pojęcie „pańszczyzna”, bo każdego dnia niczym chłop, który orze pole, wyruszam na podbój blogosfery, czyli odwiedzam setki stron. Wchodzę na inne blogi, czytam, komentuję i niejednokrotnie mam ochotę krzyczeć z poczucia beznadziei. Bo jak można dawać ludziom taką chałę, jawnie i bez wstydu?

 

 

 

Parentingowa sieczka

 

Blogi poświęcone dzieciom, ich wychowaniu, dorastaniu są prawie jak sekta. Ich liczba w sieci powiększa się tak szybko, że ciężko nadążyć. Jest to najłatwiejsza forma nawiązania współpracy barterowej na zasadzie: producent mi pieluszki, a ja mu słodzę jaki on cudny. Firma daje mi kocyk, a ja wychwalam pod niebiosa jaki on jest mięciutki. Tutaj nie liczą się twoje zdolności posługiwania się piórem i klawiaturą. Nie jest ważne, czy masz coś nowatorskiego i sensownego do przekazania – najważniejsze to mieć potomstwo lub się go rychle spodziewać. Matki blogerki szturmem zdobyły polską blogosferę, ale niestety poza tym, że robią dużo szumu o oczywiste oczywistości, to nic dobrego z tego nie wynika. Prezentowane tematy są wałkowane w kółko, na pulpicie dzieci, tak jakby nic innego w życiu rodzica nie miało już miejsca. A jeśli do tego dodać ekshibicjonistów, którzy się chwalą zdjęciami latorośli na każdym kroku, to po odwiedzeniu kilku takich miejsc masz już pewność, że autorkom bloga pieluszkowe zapalenie mózgu opanowało nie tylko głowę, ale i resztę ciała…

Motywacyjny nonsens

 

Strony, na których próbuje przekonać się ludzi do zmian, zmotywować, namówić na rewolucję, to, zaraz po parentingowych blogach, drugie najbardziej popularne i denerwujące miejsca w sieci. Dlaczego? Po pierwsze może dlatego, że rady w stylu „jak być szczęśliwym” są tak banalne i infantylne, że ma się wrażenie, iż cała redakcja „Bravo Girl” kryje się za kulisami powstawania ich artykułów. Po drugie, nie ma co liczyć na nowatorskość. Najczęściej są to wpisy bardzo skąpe w treści, z wielkim cytatem umieszczonym na bezkształtnej i nieestetycznej grafice, która kaleczy nasze oczy. Autorzy takich blogów pewnie myślą, że jak się rzuci oklepanym sloganem o sukcesie, metamorfozie i motywacji, to w życiu czytelnika, ot tak z dnia na dzień, pojawi się ogromna rewolucja. Motywacyjny bełkot ma tyle wspólnego z realnymi wskazówkami, co zrobić, by w naszym życiu naprawdę coś się zmieniło, co co sezonowe obietnice polityków, którzy nie doczekali się następnej kadencji. Gdyby jeszcze jakiś twórca takiego bloga po wskazaniu złotej myśli rozwinął temat, wyjaśnił, poparł jakimiś dowodami czy też doświadczeniami z życia, dałoby się to przetrawić, ale w obecnej formie takie teksty powodują u mnie mentalną niestrawność i zniechęcenie.

Pseudopodróżnicze

 

Specjalnie użyłam tutaj sformułowania pseudopodróżnicze, bo wielu osobom wydaje się, że prowadzenie bloga o zwiedzaniu świata to bułka z masłem. Nic bardziej mylnego. To, co uderza na takich stronach, to przede wszystkim brak profesjonalizmu i marna jakość. Nie oszukujmy się, ale czytelnik zaglądający na blogi podróżnicze szuka głównie: dobrych zdjęć, by nacieszyć oko, przydatnych wskazówek sprawdzonych na skórze autora i ciekawych anegdot, opisów miejsc wartych zwiedzenia. A ludziom nadal się wydaje, że każdy może być sobie Martyną Wojciechowską podróżniczej blogosfery. Niestety, ale nie może, bo gdy wpadasz na bloga, a tam opis miejsca skopiowany z Wikipedii, relacja nudna jak flaki z olejem, a zdjęcia robione aparatem z telefonu z epoki kamienia łupanego, to litości – kto ma ochotę to czytać albo chociaż oglądać?

Kulinarny akcent

 

Naprawdę nie wiem dlaczego, ale w naszym kraju ludziom wydaje się, że są równie zabawni jak Robert Makłowicz, pełni pasji jak Pascal Brodnicki czy po prostu sympatyczni jak Karol Okrasa. Pełni nadziei zaczynają swój spektakl i na nieszczęście czytelników postanawiają dzielić się swoją wielką pasją – gotowaniem na blogu. Dlaczego to się nie sprawdza? Może dlatego, że tak naprawdę nie potrafią gotować, gotują słabo, nudno i bez polotu, naśladują innych lub nie potrafią podać przepisu w odpowiedniej formie. I przez to blogi kulinarne to kalki samych siebie. Oczywiście jest w sieci kilka perełek, ale zanim człowiek do nich dotrze – schudnie ze zgryzoty, nerwów i głodu.

Kulturalne „ą-ę”

 

Jako kulturomaniaczka namiętnie śledzę blogi związane ze sztuką, literaturą i dziedzinami pokrewnymi. Niestety mam jedno wielkie zastrzeżenie: poziom blogów o tej tematyce prezentuje bardzo niski poziom. O ile na blogu lifestylowym liczy się pomysł, misja na to jak „sprzedać siebie”, o tyle na blogi poświęcone kulturze zaglądają najczęściej pasjonaci chcący poszerzyć swoje horyzonty. Nie znoszę, kiedy o sztuce mówi się z zadęciem, o literaturze ze zbędną egzaltacją, a recenzje pisze się wierszem. Już jakiś czas temu Ludwig Wittgenstein wspominał o tym, że o tym, o czym nie da mówić się prosto, należy milczeć. Blogi kulturalne, które stwarzają dystans między autorem a czytelnikiem, popełniają kolosalny błąd i zniechęcają zwykłego zjadacza chleba do obcowania z kulturą na co dzień. Twórcy takich miejsc w sieci powinni zastanowić się, czy ich język jest wiarygodny, recenzje wnoszą coś nowego, a sprawozdania wydarzeń, w których uczestniczyli, są rzetelne. W innym przypadku prowadzenie bloga o kulturze mija się z jego podstawowym założeniem, bo samo słowo cultura z greki oznacza „uprawiać, dbać i rozwijać” – podobnie powinno być z takimi blogami.

Ekonomiczny szał

 

Najmniej przyjemnym doznaniem estetycznym jest odwiedzanie blogów o tematyce finansowej – konkretnie o oszczędzaniu. Gdy widzę wycięte tabelki z Excela wklejone w skromnej jakości tekst, to aż cała drżę. Wiem, że dwa, góra trzy blogi z tej dziedziny odniosły naprawdę duży sukces – nie ujmę im tego, ale to, co jest pewnym standardem w tej specjalizacji, mocno mnie zasmuca. Przede wszystkim: powielanie treści z innych blogów. Pisanie artykułów na podstawie informacji z serwisów finansowych lub podręczników o oszczędzaniu wychodzi naprawdę słabo. Są to blogi głównie nastawione na zyski – wiadomo, fortuna kołem się toczy, ale czy na pewno o to chodzi? By zainteresować czytelnika – laika z dziedziny nauk ścisłych, nogę z matematyki – finansami należy to czynić z finezją, lekkością i zainteresowaniem. Mówiąc wprost: pisać o kasie może każdy, ale żeby mieć z tego zysk naprawdę trzeba mieć w sobie to „coś”, czego na dany moment na blogach ekonomicznych nie dostrzegam.

Brutalne podsumowanie

 

Oszczędziłam tutaj pewne typy blogów, które z racji ich poziomu powinnam czule określić „blogaskami”. Mam na myśli większość stron prowadzonych przez nastolatki na darmowych serwisach internetowych. To, co razi na pierwszy rzut oka to: błędy ortograficzne, tragiczna stylistyka, brak jakiejkolwiek treści i niestety jakość wykonania również bardzo, ale to bardzo kiepska. Tego typu strony charakteryzują się zwrotami typu: „kom za kom”, „obs za obs”, co w mowie potocznej oznacza komentowanie i obserwowanie na zasadzie wzajemności. Nastolatki blogujące zaśmiecają swoimi marnymi „stylizacjami” i wątpliwymi „przemyśleniami” Internet – próbując w ten sposób zwrócić na siebie uwagę. Czyżby krzyk rozpaczy?

Nie polecam

 

Blogerom wybacza się wiele: błędy językowe, niepoprawność polityczną, agresywny marketing.  Ale czy można im wybaczyć brak misji i czegokolwiek do przekazania? Jaki sens ma prowadzenie strony, która nie odzwierciedla ani jednego przemyślenia? Czy kopiowanie innych lub marna próba naśladownictwa wielkich jest nam potrzebna? Czy polski Internet potrzebuje kolejnych Kasi Tusk, Perfekcyjnych Pani Domu i Michałów Szafrańskich? Nie sądzę, nawet Kominek przeistoczył się w Jasona Hunta. Dlatego proszę cię: nie trać czasu na czytanie bezpłciowych, niedopracowanych i bezbarwnych blogów – czasem po prostu lepiej sięgnąć po książkę sprawdzonego autora. Sprawdź koniecznie, więcej moich tekstów na Magnifier, gdzie regularnie walę prawdą między oczy. A ty czego (nie) czytasz w sieci?

******

„Biednych nie stać na sukcesy ani na błędy.”

  •  Aldona Różanek

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Nic dodać, nic ująć. Podpisuję się pod każdym twoim słowem. Howgh!

    • Dziękuję, warto jednak zaznaczyć, że w każdej opisanej dziedzinie (może bez finansów) również piszę 😀

      • Dziś to chyba nie ma już takiej opcji, by wydumać coś w 100 procentach unikalnego, no nie ma bata i tyle. Kwestie tylko tego, jak podasz dany temat – Ty to robisz z klasą, więc nie masz się czym przejmować;)

        • Dzieki Monia, w sumie ja piszę bardziej o matce niż dzieciach 😀 pocieszam się 🙂

  • Również podpisuję się pod każdym słowem, choć pewnie raz czy dwa razy wpadłam w tę samą pułapkę co inni. Nie dość, że prowadzę stronę na darmowym serwisie to czasem pojawiają się na niej pseudorozwojowe teksty, ale trudno. Piszę to co myślę i nie zamierzam z tym skończyć 🙂

    • No jasne, ale nie martw się, czasem jak piszę od serca to i ja „kołczuję” innym 😉

  • Sylwia Nosarzewska

    Tak jest, zdecydowanie tak jest. W sensie, nie siedzę w blogosferze prawie wcale, ale przez kilka nawet doświadczeń, które miałam przewijały się te bzdury, o których piszesz. Szczególnie te mamuśki są straszne z ich stertą absurdalnych porad – jak sprawić, żeby Twoje dziecko było dzieckiem. W każdym razie, bezczelna to promocja, ale może sprawdzisz mój super pseudointelektualny blog. Ta. Z chęcią przejrzę Twój, bo lubię blogi ludzi, którym się coś nie podoba.

    https://szambarasy.blogspot.com/

    • Jako zwariowana mamuśka, która pisze jednak bardziej o matce, niż dzieciach na pewno chętnie cię odwiedzę, ale proszę o zedytowanie linka – nie spamujemy a ja zaręczam, że zawsze udaję się z rewizytą 🙂

  • Agnieszka

    Fajny tekst, najbardziej zainteresował mnie punkt o motywacji, ponieważ w dużej części dotyczy tematyki mojego bloga 😉 Masz rację, utarte, puste slogany są bez sensu ”I Ty możesz stworzyć sobie szczęście”, „Działaj na raz, dwa, trzy”, ja mam nadzieję, przynajmniej się staram, dać dawkę motywacji i inspiracji, ale podpieram wszystko nauką, badaniami i przykładami z życia mojego, bądź innych :).

    • Agnieszko, wiesz jak to jest, nie powinniśmy się doszukiwać w tych uwagach przytyków do siebie. Można pisać o czymś mało istotnym w epicki sposób, a można też o czymś fajnym w kiepski – grunt znaleźć jakąś równowagę 🙂

  • Aleksandra Bernatek

    Może wstyd się przyznać, ale nie wiem, kto to Michał Szafrański 😀 zdaję sobie sprawę, że mój blog jest niedopracowany i mało oryginalny, ale przynajmniej wiem o czym piszę i nikogo nie kopiuję 🙂

    • I to już jest pierwszy krok do pozostania sobą, Ale Michała musisz poczytać, nadrób koniecznie! 🙂 Finansowy Ninja jest wart uwagi 🙂

  • Kasia

    Uuuu to się oberwało każdemu po trochu. Z jednej strony słusznie z drugiej nie. Każdy ma prawo do „zaśmiecania” Internetu bo może akurat gdzies tam jest choćby jedna osoba, której wpisy sie podobają. 🙂

    • Nie zgadzam się, śmietnik to śmietnik – jakość, a nie ilość w każdej dziedzinie życia. 🙂

  • Jak zwykle prosto w oczy. Młotem 🙂
    Zastanawiam się, do której kategorii się dodać. Póki co stworzę kolejną: „chcę, ale czasu brak, a prac kiedyś trzeba”
    To ja. Ciężko pisać, ciężko czytać, ale trwam, bo nie wyobrażam sobie inaczej.
    Buziak Anka!

    • O to twoja kategoria, to również moja kategoria 🙂 Ha ha, każdy z nas ma swoje za uszami, a to po prostu miała być beka z blogowania 🙂 Buźka!

  • A ja po prostu czytam to co lubię i nie wnikam w to kto co robi w sieci. Niech sobie pisze kto chce, bo sieć jest dla wszystkich. 🙂 Nawet na moje ulubione blogi brakuje mi czasu, więc rzadko ostatnio brykam po blogosferze, ale jak trafię na chłam, to po prostu nigdy więcej tam nie wchodzę. 🙂

    • Taki czytelnik to czytelnik na medal! Basia, ale wiesz jak to jest – jak się czyta milion blogów to można się po prostu odmóżdżyć – jest takie słowo ?:)

      • Jest. 😀 Ja się zawsze odmóżdżałam na serialach. 😀

  • Ostro i szczerze pojechałaś po…wszystkim o czym się bloguje. Szczerze też pare rzeczy mnie drażni. Nie tylko teksty. Głównie TE SAME memy o tym jak ciężki jest żywot matek oraz cytaty motywacyjne na kolorowym tle zrobione w Canvie. Uważane za prawdziwe, bo jakiś pseudoautorytet to powiedział a niekoniecznie sprawdziłeś to w swoim życiu. Nie tylko te same teksty ale te same obrazki się powtarzają. Zazdrość zżera 😛 😉 bo fanpage tych blogów, gdzie cała ich treść to powtarzające się memy mają wuęcej polubień niż ty tworzący własne treści.

    • Ach ból dupy o fejm? Skąd ja to znam 😀 No nic, dawno zweryfikowałam, że nie będę szła drogą na skróty i nie mam takich memów u siebie Dodałabym jeszcze konta na Instagramie – wszystkie na jedno kopyta aaaa!

    • Dorota, Bo tysiace ludzi, niedbale przewijajac Fb polajkuja, ale nieliczni przeczytaja doglebnie. Takie czasy. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Zrobione w canvie z tymi samymi zdjęciami z pixabay 😀 😀

    • Tak te memy są wkurwiające, w sumie wolę memy u Blog Ojciec, gdzie w sposób zabawny i prawdziwy pokazane jest rodzicielstwo z całą paleta jego barw 😀

  • Boję się skomentować 🙂

  • No dobra, czas się zastanowić, do której kategorii należę 😀 Oczywiście mam nadzieję, że do żadnej z powyższych. Do blogasów na pewno, z racji wieku 😀

    A tak na serio – unikam blogów, które traktują tylko i wyłącznie o motywacji, sensie życia itp. Nie lubię, gdy ktoś mi mówi, co powinnam, a czego nie. Mierzi mnie fakt, że ktoś próbuje przeżyć moje życie za mnie. Bo może ja akurat mam ochotę poleżeć sobie trochę dłużej po porażce, powyć do księżyca i poużalać się nad marnym losem. A podniosę się… innym razem 😀 Poza tym nikt nie musi zapewniać mnie o mojej wartości – no bo czy mąż ożeniłby się ze mną, gdybym nie była warta choć kilku marnych groszy? 😀 Zdecydowanie stawiam na miejsca z humorem, gdzie mogę poczytać na różne ciekawe tematy. O, tutaj na przykład 🙂

    • Wiesz Kochana, każda z nas pisze tak naprawdę trochę o wszystkim co napisałam, ale najważniejsze aby to robić z jakimś pomysłem, finezją, robić dobrze, na tyle na ile się da 🙂 A dziękuję za miłe słowa i wiesz, jedyne co mi pozostaje to trzymać poziom i jeszcze bardziej się starać <3

  • Zdecydowanie parentingu – rzygam już tymi narzekaniami na to że kawy ciepłej nie piły od lat – kurwa mać mamy XXI wiek i kubki termiczne. Szczerze nie obchodzi mnie to, bo to nie mój target zdecydowanie i na to mi szkoda czasu.
    Nie czytam blogów motywujących bo to sieczka nad sieczkami, kopiuj wklej z amerykańskich książek i przemycane NLP w każdej postaci.
    Szczerze….zastanowiłam się i niczego z tej listy nie czytam – a przecież czytam bardzo dużo blogów 🙂

    • Przecież gorąca kawa jest niedobra…

    • No kubek termiczny rządzi, bo ja sobie do niego w tym roku kawę mrożoną spróbuję serwować 😛

    • Ale wiesz o co chodzi z tą kawą? Kawa to tylko symbol, pod którym kryje się: właśnie usypałaś dziecko pi kilku godzinach walki, wchodzisz do kuchni coś się napić i wrzask z łóżeczka. Albo idziesz do klopa i chcesz zrobić „dwójkę” a tu asysta 😀 No kurwa, to jest dramat, rozumiem te matki, ale rozumiem i ludzi, którzy mają dość tego motywu Sokoła, który powraca jak boomerang na blogach 🙂 A pomysł z kubkiem termicznym bomba, zamawiam na urodziny 😀 :*

  • Pojechałaś jak zawsze! Ale za to cie lubimy!:)

  • Haha 😀 Dokładnie! Za motywacyjnymi kryje się redakcja bravo girl 😀 Co do kulturalnych – zgodzę się, ale mam nadzieję, że sama takim blogerem się nie stanę 😉 Na wielu blogach kulturalnych są tylko recenzje i to czasem tak długaśne, pisane niezrozumiałym językim, że aż to przeraża! Co do motywacyjnych – to chyba najbardziej znienawidzony przeze mnie „gatunek”. No i parenting, ale generalnie na takie blogi nie wchodzę, bo dzieci mam i tak na co dzień dużo 😀

    • A z tymi parentingami to śmiesznie. Na See Blogers, na takim warsztacie byłam, gdzie była rozkminka o parentingu, że nazwa wskazuje że to blog rodziców, o rodzinie a nie dzieciach. Hm.. szkoda, że w praktyce to głównie pierdy nosorożca i zachwyty na temat tego jako to „wspaniale jest być mamą wow”. Stawiam jednak na macierzyństwo bez retuszu i wolę pisać o matce, jej emocjach, wzlotach i upadkach 🙂

      • Ja takiego nie piszę, ja tylko jestem grupą docelową 🙂

  • Haha, uśmiałam się, święta racja! Mnie szczególnie dobija motywacyjna sieczka, sama trochę piszę, by motywować, ale wiesz, że trochę inaczej to chyba wygląda. 😀

  • Aniu, super napisane. Choc jest tez ta druga strona, blogi swietnie prowadzone jak Twoj, ktorym w tym natloku tak trudno sie przebic. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Beatko bardzo dziękuję i cóż walczę 😀 Mam dobre teksty, jestem naprawdę coraz lepsza w t klocki, trochę czasu i będę na TOPie tego mi życz 🙂

  • Wszędzie obowiązuje zasada Paretto – na 20% dobrych blogów, musi pojawić się 80% takich sobie. A ponieważ blogów tylko przybywa, to nie ma co się dziwić. Nie mam pretensji, że kiepskie blogi istnieją, jeżeli wypełniają czyjąś potrzebę, przecież i tak większość lubi śmieciowe jedzenie oraz disco polo, to dla każdego jest miejsce w sieci. Mnie martwi, że niegdyś dobre, pasjonujące blogi, równają do tych słabszych…

    • Pewnie, że miejsce jest na wszystko i dla wszystkich, ale osobiście staram się być wartościowym miejscem w sieci i takowe wolę czytać, bo jak wiesz czas to waluta nie do przecenienia 🙂

  • Po pierwsze, jestem u Ciebie pierwszy raz i juz mi się podoba ! 🙂
    Po drugie- mój blog można niby zaliczyć do parentingowych, bo traktuje o rodzinie, ale w bardzo przesmiewczy i karykaturalny sposób. Jesli o moje doswiadczenia chodzi, wiele eksperymentowalam, wiele rzeczy czytałam. I choć moim największym marzeniem jest stworzyć blog na poziomie, to jednak największy ruch miałam na tekście o pomysłach na prezent dla dziecka. O zgrozo. Był to jeden z niewielu tekstów, które postanowiłam napisać pod wyszukiwarkę, coby ludzie trafili kiedyś do mnie z Google i bym płacić za reklamy od czasu do czasu nie musiała.
    Moim marzeniem są teksty w kategorii „tematy wazne”- choć humor i kategoria „śmiech to zdrowie ” to chyba mój konik. Ale odnosze wrazenie, ze przebić się przez gąszcz reklam jest wyzwaniem tylko dla bogaczy…
    Tak czy inaczej- tekst obłędny, zostaje u Ciebie. A trafiłam dzięki Vademecum Blogera 🙂 także chwała Beacie za to 😉

    • Kochana milo cię gościć i zostań na dłużej bowiem, też pisze o rodzinie też często ironicznie i tak jak ty staram się poruszać ważne tematy, łamać tabu. To nie jest tak, że każdy parenting to kupa – są zajebiscie wartościowe blogi o rozwoju dziecka, zabawkach, gadżetach, karmieniu piersią itd. Są fajne blogi o emocjach w rodzinie i ja naprawdę je lubię, szanuję i czytam. Mam na myśli parentingi co zakrzywiają rzeczywistość na rzecz różowej manifestacji o jednym, słusznym obliczu bycia matką – no way 🙂

  • Adu

    Pojechałaś ładnie, ale tekst genialny. 😀 Sama dopiero zaczynam, więc poza dobrym humorem dałaś mi jeszcze parę rad, dzięki 🙂

    • Cieszę się, trzymam w takim razie kciuki za rozwój bloga, życzę dużo inspiracji i mam nadzieję zostaniesz ze mną na dłużej ?:)

  • Motywacyjne gadki jakoś nigdy mnie nie pociągały. Tak z zasady byłam i jestem na nie.

  • I w takich momentach zastanawiam się gdzie jest mój blog.

    • Po za kategorią co robi jemu bardzo, ale to bardzo dobrze 🙂

  • Justyna Witkowska

    jak ja lubię cię czytać!
    aż się zaśmiałam sama nad sobą – kocham swoją stronę, ale to chyba ja najczęściej korzystam ze swoich przepisów =D

    • Justa, a ja uwielbiam twoje przepisy i styl <3 Gdzie ty byłaś, jak ciebie nie było?

  • Najbardziej zastanowił mnie ten fragment o blogach kulturalnych, na których można poczytać o sztuce. Rozumiem, że nie przekreślasz takich, które mają trafić w ściśle określoną grupę odbiorców i są przez to pisane językiem specjalistycznym, nie tłumaczą rzeczy od podstaw, trzeba mieć jakieś zaplecze, a już na pewno nie są satyryczne i leciuchne. A jednak są pisane prostymi, niepokomplikowanymi zdaniami, wielokrotnie trudniejszymi od zawartej treści? One mają rację bytu? Podpisano – target takich blogów.

    • Tak naprawdę uważam, że na każdy rodzaj blogów jest miejsce w sieci,a mój tekst to taka soczewka skupiająca to co kiepskie, złe, odtwórcze. Nawet jeśli ktoś pisze kiepsko, ale np. wkłada w to całe serce i ma zabawę powinien to robić. Albo gdy ktoś piszę dobrze, ale na mało lotny temat, też jest super. nie lubię tylko blogów, gdzie nie ma „duszy”, tego czegoś – a precyzując odpowiedź na twoją odpowiedź, chętnie cię poczytam i się przekonam na własnej skórze, okej? 🙂

  • Mocny tekst, ale nie sposób się z Tobą nie zgodzić. W każdej z tych kategorii zdarza się czasami jakiś fajny blog czy ciekawa perełka. Niestety, często mamy do czynienia z odtwórstwem. To, co mnie szczególnie razi, to duża liczba zdjęć dzieci na blogach parentingowych – tak, jak Ty, od razu myślę o tym, czy to bezpieczne. Ponadto nie wiem, czy chciałabym, żeby moja mama tak otwarcie opisywała moje dzieciństwo w sieci. Dziecko samo w sobie nie jest w stanie wyrazić na to świadomej zgody. Nie przepadam też za blogami podróżniczymi z kiepskiej jakości zdjęciami i tekstami o pancernej motywacji – zdecydowanie wolę, kiedy ktoś robi to subtelnie, przedstawia wskazówki i zachęca do tego, aby dostosowywać je do siebie.

    • Zgadzam się, że w każdej wskazanej kategorii są perły, powiem więcej jako blog lifestylowy – sama piszę często ta wymienione tematy 🙂 Mnie ostatnio błędnie szufladkują jako parenting bo dużo o matce piszę czy o tym, jak mija mi czas z dziećmi, dlatego że nolens volens to ostatnio ogromna część mojego życia. Dla mnie zawsze liczy się jakość, to tak samo jak z jedzeniem, prócz smaku, jemy oczami i fajnie, żeby to coś pysznego było jeszcze odpowiednio podane, prawda ?:)

      • Prawda, prawda. 🙂 Też popełniam wpisy motywacyjne i kulinarne, ale cóż… staram się, żeby były jak najlepsze. Mam nadzieję, że mi wychodzi.

        • Jeśli ktoś wkłada w to serce, to na pewno tak jest 🙂

  • Ja mam trochę mieszane uczucia, jeśli chodzi o wymienione przez Ciebie „typy” blogów. Sama często czytam różne teksty podróżnicze i zastanawiam się, jakim cudem taki ktoś ma tyle pochlebnych komentarzy, kiedy jego tekst ani ciekawy, ani poprawnie (gramatycznie, ortograficznie czy interpunkcyjnie) napisany nie jest. Zawsze się wtedy zastanawiam „co jest zatem nie tak z moim blogiem?”.

    Ale doszłam do wniosku, że chyba nie można się tak porównywać. Każdy ma swoje gusta i guściki, ludzie są różni, różne rzeczy czytają i komentują i sądzę, że póki są ludzie, którzy czytają takie blogi (o których piszesz), to i więcej ich będzie powstawać. Ale zamiast się nimi przejmować – trzeba robić swoje, najlepiej jak się umie 🙂

    • Wiesz mój tekst to taka soczewka blogów, których czasem mam dość. Ale to nie oznacza, że wśród tych kategorii są tylko kiepskie miejsca w sieci, nie po prostu ja wyjaskrawiłam wady danych kategorii, żeby czytelnik zrozumiał, co naprawdę dobija bardziej wymagającego czytelnika 🙂 Wiem co masz na myśli, sama często tak miałam, że nie potrafiłam ogarnąć jak coś „kiepskiej jakości” ma rozgłos i dobre statystyki, a ja mimo dużego zaangażowania stoję w miejscu? Na pewno nie ma sensu porównywać się do innych, ale blogując jest to po prostu niemożliwe 🙂 Sama miewam chwile zwątpienia, ale potem daję sobie mentalnego „liścia” i przypinam, że kocham to robić, robię to dobrze i po prostu potrzebuję jeszcze czasu, żeby bardziej wymagający czytelnik mnie odkrył 🙂

  • Kasia trochę czytasz parenting np. u mnie 😛 A twój blog kulinarny jest spoko, miałam na myśli takie blogi, gdzie ludzie robią zdjęcia z fleshem i danie wygląda jak zwrócone z żołądka 😀

    • A tak widzisz źle się wyraziłam, oczywiście że czytam o dzieciach, ale robię to znacznie chętniej na blogach nie paretingowych, na przykład takich jak twój 🙂

  • O rany. Ktoś kto zajrzy do mnie na blog może pomyśleć, że ja nie mam dzieci 😀

    • No i dobrze, chwali się. tak jak o tym gadałyśmy na grupie – piszesz to co czujesz i to jest jedyny, słuszny kierunek Ewa 🙂

  • Akurat co do blogasków, to fajnie że są. Bo każdy z nas na początku swojej drogi miał takiego blogaska. W jakiś sposób trzeba się nauczyć tego blogowania. Szkoda, że bardzo często te bloogaski się nie rozwijają i na zawsze zostają takie nijakie. Z pozostałym tekstem zgadzam się w 100%. Dodam jeszcze, że na moim blogu jest kategoria parenting. Opowiadam o moich zmaganiach z moim synem (9 lat). Usłyszałam kiedyś od kogoś, że nie nadaje się na blogerkę parentingową bo obecnie wszyscy chcą czytać o karmieniu piersią i pampersach. Hehe

    • Blogaski, które ewoluują są super – sama miałam tylko 1 bloga, tego które początkowe wpisy przypominają zwierzania nastolatki, którą dawno już nie byłam 😀 Po za tym specjalnie wyjaskrawiłam „wady” żeby można było trochę z dystansem pomyśleć, ile czasem chłamu się napotka, zanim trafi na coś wartościowego. A bardzo fajnie, że piszesz o zmaganiach z synem, który nie jest już bobasem – moim zdaniem szkoła to ostre wyzwanie rodzicielski, więc na pewno chętnie będę u ciebie śledziła nie tylko tę tematykę 🙂

  • Pisać każdy może jeden lepiej a inny..i to samo tyczy się vlogowania ;).
    Ja nie mam misji i niestety nic wartościowego nie przekazuję, ale na swoją obronę mam to że ie kopiuję a wymyślam sama formę w jakiej tworzę ;).
    ps.A tekst rewelacja i podpisuję się pod wszystkim co napisałaś!
    pps. Motywacyjne szity drażnią mnie chyba najbardziej oprócz blogasków 😉

    • „Nic wartościowego nie przekazuję.” Hahaha, ale kłamstwo. 😛

    • Też nie mam jakiejś super misji 😉 Lubię sobie pogadać, lubię się pośmiać, lubię obnażać prawdę. To co mnie irytuje w blogach to kopiowanie, chlam i z dupy wyjęte posty typu: Hejka, mamy jesień – o WOW 🙂 Ty jesteś bardzo charakterystyczna, masz swoje miejsce w sieci, swój styl, swoją wizję i tyle. Lubię ciebie czytać/oglądać bo mamy podobne poczucie humoru i dystans do świata 🙂

      • No podobne nas kobitki! I vice versa oczywiście 🙂

  • Marek Głowski

    Myślałem , że jestem jedyny, który się dziwi , że ludzie mają tupet wystawiać swoje nędzne przemyślenia na widok publiczny. Masz rację – blogi parentingowe w ogóle mnie z racji wieku (trzeciego) nie obchodzą , a do tego dostają drgawek , kiedy autor/ka swoje banalne wpisy rozpoczyna „Ja jako młoda mama…” jakby to miało tłumaczyć płytkość wypowiedzi i zero treści. Śmieszą mnie też blogi motywacyjne, nie jestem w stanie sobie wyobrazić , jakimi to przemyśleniami jest w stanie mnie zaskoczyć gimnazjalistka z zerowym doświadczeniem życiowym. Z kulinarnych blogów czasem korzystam , szukając przepisu czy inspiracji , choć nie jest to regularne bo nie gotuję regularnie . Kiwam tylko z politowaniem głową nad orkiszowymi ciasteczkami, smoothie z goji czy marchewkowymi ciasteczkami .
    W swoim życiu , tak mniej więcej do dwudziestki , przeczytałem wszystkie książki dostępne w bibliotekach w moim mieście ( niemałym) i od tego czasu kontestuję czytelnictwo, przywołując opinię Churchilla , że czytanie książek to jakby oglądanie cudzej chusteczki do nosa.Wolę pisać i cieszyć się , że są amatorzy mojej chusteczki 😉
    Co do blogów podróżniczych to nie jestem subiektywny , bo takowy
    prowadzę, ale od razu powiem , że się staram aby był ciekawy i – przede
    wszystkim – autentyczny.
    A przede wszystkim blog musi być uaktualniany , wtedy ma wartość bo świadczy o tym , że autor szanuje czytelnika.
    pozdrawiam , będę sprawdzał, czy tu pojawią się następne wpisy 🙂
    bm.
    ………………………………………….
    https://bigmarkk.wordpress.com/

    • Marku, rozumiem twój punkt widzenia. Tak naprawdę twój komentarz mógłby by być dobrym wstępem do wpisu na podobny temat. Internet jest tak pojemne, że teoretycznie jest miejsce na każdą twórczość, szkoda że zanim człowiek dokopie się do tego co szuka musi przerzucić trochę bagna 🙂 Jako młoda mama 😛 Czuję się usprawiedliwiona, że czasem moje wpisy pojawiają się z opóźnieniem, cóż taka kolej losu 🙂 Pozdrawiam cię serdecznie.

      • Marek Głowski

        Jeśli temat cię zainspiruje to zrzekam się wszelkich praw , łącznie z ewentualną Nagrodą Pulitzera 🙂 pozdr
        bm
        ………………………………………….
        https://bigmarkk.wordpress.com

  • Nie czytam w sieci egzaltowanych wpisów, które ktoś popełnił pod wpływem akcji, na której ma nadzieję „wypłynąć”. Nie czytam blogów, na których bluzga się w dobrej wierze, że autora ktoś uzna za nowoczesnego i wyzwolonego.W ogóle trochę staroświecka i egzaltowana jestem. Ale co do jednego masz rację: Marne stylistycznie blogi i artykuły skompilowane z fragmentów zaczerpniętych z Wikipedii omijam szerokim łukiem.Teksty z działu „motywacja” także odbijają mi się czkawką.Wygląda na to, że tendencje w blogosferze zaczynają być bardzo jasne: Są tacy, którzy robią to z sercem.Ale i są tacy, którzy robią to wyłącznie dla pieniędzy i fejmu. A imitacje? Niech pomyślę: Nigdy nie miałaś pokusy aby skopiować styl „pretty woman” czy grzywkę ulubionej modelki? A w muzyce? Jeden z radiowych dziennikarzy powiedział kiedyś: „Wszystko co w muzyce było, jest i będzie to tylko bardziej lub mniej nieudolna kopia lub inspiracja zespołem The Beatles”. To samo można odnieść do blogosfery. Raczkujące marki wzorują się na tych już uznanych, niczym dziecko na etapie podziwu swojej matki….Tak to już jest. Zainteresowałaś mnie tym tekstem. Wrócę 🙂

  • Ja bloguję ponad cztery lata i przeszłam już chyba wszystkie etapy- od frustracji z powodu wpisów o batonikach, po zazdrość, że to mi się nie udało. Teraz mam już na to wszystko wyjechane i nic nie jest w stanie mnie wkurzyć, nawet te durne memy, które jeszcze do niedawna powodowały moją irytację. Nie czytam głupot, ograniczyłam listę ulubionych blogów i wreszcie wyszłam z parentingu, bo poczułam, że nie mam nic więcej do powiedzenia w tym temacie :). Jedni piszą o pieluszkach, inni o lakierach do paznokci i dla każdego jest miejsce w blogosferze. Na szczęście mamy ten komfort, że nie musimy niczego czytać. Pozdrawiam serdecznie :).

  • Kiedyś przyszedł mi pomysł na ostry, wulgarny blog parentingowy, w dodatku pisany z perspektywy dziecka (generalnie – jako odtrutka na całą tę niszę). Wyszło coś takiego: http://blobasek.pl/kim-jestem/
    ale z braku czasu zarzuciłem temat.

    A co czytam na co dzień? Swojego bloga 🙂
    Jest naprawdę inny niż wszystko, co czytałaś.

  • Rzadko komentuję, jeszcze rzadziej chwalę, ale tym razem napiszę: ten wpis bardzo mi się podoba, mógłbym się podpisać.

    Ale, żeby pozostać sobą: korektę zmień, bo kiepska.