Co biegaczowi w duszy gra?

Home/NA KANAPIE/Co biegaczowi w duszy gra?

Ptaszki ćwierkają, że na blogu pojawiły się zmiany. Ogromne, zwaliste, z wielka siłą rażenia. No dobra, bez przesady. Startujemy z nową kategorią: Na kanapie-gościnnie. A skoro to pierwszy raz, to postanowiłam zaprosić Pawła z bloga Bookworm on the run. Nic nie poradzę, że od kiedy poślubiłam mężczyznę o tym imieniu,  życiu otaczam się samymi Pawłami… Na mojej kanapie goszczeni będą bez wątpienia wyjątkowi blogerzy i blogerki. Ludzie z pasją, charyzmą i obowiązkowo wyrazistym poczuciem humoru. Jeśli ktoś z was nie wie jak zacząć biegać, zapraszam was serdecznie na wpis Pawła. Wiecie jak jest – „konkurencję” (szczególnie tę która włada słowem pisanym lepiej ode mnie) trzeba trzymać blisko, dlatego dziś na moim kawałku sofy, w rywalizacji fair play, mój ulubiony zaczytany i wybiegany bloger, prywatnie kociarz -zapraszam.

20160722_155359

Zamiast wstępu

Dziękuję Ci Aniu za przemiłe zaproszenie na Twojego bloga. Za każdym razem, gdy tu goszczę, czuję się jak u siebie w domu – idealnie wręcz. Skąd więc przewrotna nazwa „Nieidealnaanna”? Nadejdzie dzień w którym blogosfera oprotestuje tę nazwę zgodnym krzykiem. Albo po prostu obudzisz się a tu nie będzie Teleranka „nie” w Twojej nazwie bloga. I nareszcie będziesz „Idealnaanna.com”.

Wiesz, gdy się przerzucamy w prywatnych wiadomościach różnymi hasłami i hasełkami, czuję krążenie dobrej energii. Postaram się więc, aby tej energii trochę spłynęło też na mój tekst. Ku radości czytających.  I patrz, miałem pisać trochę o bieganiu, o audiobookach i o tym, czego słucham podczas biegania. Jak to połączyć? Tomasz Zimoch kiedyś mówił, że w ramach doskonalenia warsztatu dziennikarskiego zadawali sobie z kolegami zadania. Trzy słowa, których trzeba było użyć w jednym zdaniu, podczas transmisji. Ale jak ja, mały robaczek blogosfery (a właściwie mól książkowy) mam tego dokonać? Może kubek czarnej kawy i Twoje pyszne ciasto z buraka pomoże.

Co biegaczowi w duszy gra

Właśnie zbliża się dla mnie bardzo ważny moment. 23 października stanę na starcie biegu, który jest  dla mnie ogromnym wyzwaniem. Po dwóch latach „oficjalnego” biegania wystartuję po raz pierwszy w maratonie. Dziesiątki razy startowałem w krótszych biegach, ale ten jest dla mnie wielką i bardzo długą niewiadomą. Ale zrobię wszystko, żeby na metę wbiec z uśmiechem. Choć taki Filippides też ponoć miał uśmiech na mecie. I tak mu już zostało na wieki.

Trenowałem długie miesiące – a finis coronat opus, jako rzekliby Rzymianie. Asterix i Obelix by pewno te moje rozterki obśmiali w sposób zdecydowany i niedelikatny. Pewno nie wiesz, ale jeszcze trzy lata temu całkiem przypominałem Obelixa? Lubiłem jeść i lubiłem czytać. Nie lubiłem ruchu. Siedziałem przyspawany do biurka. Przypominałem do złudzenia Ciasteczkowego Potwora, niestety telefon z Hollywood nie dzwonił. Ulica Sezamkowa potrzebowała mnie a tu nic. Z tej rozpaczy jadłem coraz więcej. Przestałem widzieć nawet moje stopy.

Pewnego dnia, nad naszym Bałtykiem, stwierdziłem jednak, że spróbuję pobiegać. Tak mi jakoś zagrało w duszy, usłyszałem melodię wiatru i spróbowałem biec. Boso. W zwykłym podkoszulku. Zresztą nie miałem innego wyjścia, Greenpeace był tuż tuż i znowu mnie chciał wrzucić do lodowatego morza. Przebiegłem kilkaset metrów. Nazajutrz kawałek dalej. Już w grudniu stanąłem na starcie pierwszego oficjalnego biegu na 10km. Trzy miesiące później – pierwszy półmaraton.

.moi

Ale wiesz co jest w tym najważniejsze? Że na tych startach i na metach spotykałem bardzo podobne mi osoby. Które w niesłychanie pozytywny sposób podchodzą do siebie, do swojej pasji, wreszcie do tych, którzy startują wokół. Bieganie to jest przedziwny sport, teoretycznie każdy ze startujących w zawodach ma na piersiach przyczepiony numer startowy, tym samym bierze udział w rywalizacji. To jest fakt. Na mecie pilnie sprawdzamy swój czas. Tyle tylko, że podczas biegu rywalizujemy głównie z samym sobą, z czasem z biegu poprzedniego. Własnym czasem. Obok biegną dziesiątki osób, a jednak mamy wrażenie, że jesteśmy sami. Dopiero za metą budzimy się i widzimy znajomych, przybijamy piątki, gratulujemy sobie. Albo się wspieramy, gdy coś pójdzie nie tak. Na mecie człowiek czasem jest tak szczęśliwy, że chce śpiewać. Choć w moim wypadku by było jak w dowcipie z Jasiem. „Jasiu, skąd masz taki piękny rower?”. „Kupiłem za zarobione na śpiewaniu pieniądze”. „Ale ty nie potrafisz śpiewać”? „No i właśnie proponuję – dajcie dychę, BO ZAŚPIEWAM”.

Przestrojona dusza

Od czasu, gdy biegam zmieniło mi się podejście do życia. Mam dużo więcej energii. Porzuciłem windę. Z radością „dokądś idę”, dokąd kiedyś tylko i wyłącznie jeździłem autem. Nieustannie też przesuwam moje granice „niemożliwości”. Bardzo, bardzo rzadko wpadam w dziwne melancholijne czy depresyjne tonacje. Ruch wyzwala pozytywną energię – całe jej dźwięczne akordy. A ta mnożona jest przez moich biegowych znajomych. Tak pozytywnie zakręconego towarzystwa, to ja jeszcze w życiu moim nie miałem. Każdy z nich ma wiele pasji, każdy z nich jest zupełnie inny. Duży, mały, gruby, chudy – każdy z nas coś tam sobie po swojemu truchta. W kakofonii skrzypiących ścięgien i mięśni.

Zasłuchany w słowo

Bieganie to jednak bardzo absorbujący czasowo hobby. Zgodnie z trzecim prawem studenta, dobra rozrywka wypiera gorszą rozrywkę. Więc trudno znaleźć mi było czas na lekturę. Ale życzliwi, z Renatą na czele szybko przekierowali mnie na audiobooki. Że niby mogę biegać i słuchać lektora czytającego tekst. Same zalety – raz, nie będę słyszał rozpaczliwego świstu powietrza w płucach, dwa będę trochę mądrzej wyglądał.

Dzięki nim otworzył się przede mną zupełnie nieznany świat. Ja, dyplomowany mól książkowy, zacząłem książek słuchać. Odkryłem miejsca w sieci, w których można słuchać ich darmowo i legalnie. Mało tego, słuchaniem zaraziłem też syna. Audiobooki zapewniają mi po kilka – kilkanaście godzin słuchania. To kilka długich wybiegań, to kilkanaście dojazdów i powrotów z pracy, to kilka ugotowanych obiadów. Słucham ich wszędzie. Niektórzy twierdzą, że może od tego zmądrzeję. Przez grzeczność nie przeczę.

Umc umc, więcej czadu

A gdy zupełnie chcę się odstresować, wrzucam na czas biegania na słuchawki konkretniejszy bit. Nigdy nie kupowałem całych płyt, bo na 10-12 utworów podobało mi się pięć. Odkryłem nie tak dawno aplikację Spotify i jej wspaniałe tematyczne listy utworów. Dla biegaczy, dla różnych temp biegu, nastrojowe i te bardziej odlotowe. I niejeden bieg spędziliśmy razem.

Radio gu gu

Próbowałem biegać też z „radiem na uszach”. Niestety w moje okolice nie docierają polskie fale radiowe. To znaczy część dociera, część, gdy widzi smog i poziom zanieczyszczeń zawraca. Dlatego też o dobry, czysty odbiór polskich stacji jest niesłychanie trudno. Używam więc radia internetowego. Mało reklam, dużo muzyki – zawsze się czegoś ciekawego o świecie dowiem.

Czas już na kolejne wybieganie. Bardzo miło się Aniu u ciebie siedzi, aż się wstawać z kanapy nie chce. Dziękuję Ci za zaproszenie, za to, że mnie wysłuchałaś, za kawę i coś słodkiego. Pokrzepiony, mogę ruszać w zimne, niedzielne powietrze, wytuptywać w mozole kolejne kilometry. Jak zawsze z uśmiechem i jak zawsze ciekaw wszystkiego wokół.

Ja również dziękuję Pawłowi za podzielenie się swoją biegową historią o lekkim zabarwieniu muzycznym. Jeśli chcecie złapać fajny, kumpelski kontakt z Pawłem koniecznie śledźcie jego (nie tylko) sportowe zmagania na Facebooku. Podobno apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc od kuchni mola ksiażkowo-biegowego poznacie na Instagramie, gdzie skutecznie zyskuje serduszka dzięki swoim kocim gwiazdom. To jak ruszycie się z kanapy, kto chętny na rozbieg?Podobno jesień to najlepsza pora na rozpoczęcie biegania lub każdej pozytywnej zmiany we własnym życiu…

ja_naszemiasto

*******

„Długi bieg jest tym, co budzi w kocie tygrysa”

Billy Squires (słynny trener takich biegaczy: jak Bill Rodgers, Alberto Salazar i Dick Beardsley)

About the Author:

Wyobraźcie sobie nadmorską scenę. Zachodzące słońce a tam w pocie czoła jakiś niespełna czterdziestolatek, z lekką nadwagą (taki eufemizm) i nieustanną zadyszką (astma) truchta oblewając się potem. Codziennie kawałek dalej. To był lipiec. W październiku przebiegłem pierwszy test Coopera. W grudniu pierwszą „dychę” w Rybniku. I tak się zaczęło, bo w pewnym momencie stwierdziłem, że: Biegam bo lubię! … a startuję w biegach dlatego, że uwielbiam unikalną atmosferę zawodów. To, co dzieje się przed startem, oczekiwanie (czasem w długiej kolejce do toi-toi), nadzieję na wynik i chóralne odliczanie: 3… 2… 1… i ostatecznie strzał startera. Później, to już „wszystko w moich nogach”. Radość, coraz większe zmęczenie, walka z samym sobą. Wreszcie linia mety i radość z ukończonego biegu. Ale również wszystko to, co dzieje się po samych zawodach ma swój urok i wyjątkowy smak. Startuję w biegach wyjątkowych, każdy z nich to odrębna historia, którą staram się Wam opowiedzieć jak najciekawiej. Bo gdzieś tam właśnie w roku 2014 rozpocząłem przygodę z blogowaniem. Biegam we wspaniałym towarzystwie biegaczek i biegaczy. Wśród nich jest Tomek czyli mgr inż. Anioł, który biega szybciej niż ja, który też czasem coś, zawsze ciekawego, napisze na tym blogu. Kim jestem? To chyba jasno przedstawiłem w krzyżowym ogniu pytań, w jednym z wpisów, po otrzymaniu trzech nominacji: Liebster Award: Liebster award Bardzo lubię social media stąd znajdziecie mnie zarówno na Instagramie, jak i Facebooku czy też Twitterze.
  • Julia Laszuk

    Bardzo ciekawy post! 🙂

  • aa!! Dwa czadowe Koty w 1 wpisie! 😀
    Paweł- zgadzam się ze idealnaanna.com pasuje bardziej 😀
    Mocno trzymam kciuki za Ciebie chociaż wiem że polecisz życiówkę ( a kto tam musi wiedzieć że to 1 raz ;). I ja biegam tylko z dystraktorem, bez NUDA 😛

    • Kciuki się bardzo przydadzą 🙂
      Bardzo podziwiam Twoje dochodzenie, co do miejsca startu 😀

    • Jak bym schudła, zrobiła plastykę stóp, silikonowy cyc, usunęła rozstępy, wstawiła stracone zęby i podciągnęła się w językach obcych..to może 😀

  • No proszę dwie fajne znajome osoby w jednym miejscu :). Paweł ja bym Anię zostawiła taką nieidealną jak jest bo właśnie taka jest super i przynajmniej człowiek może się utożsamiać i pocieszać, że są ludzie podobni do niego :). Aniu ty się nie obraź, że ja tak piszę, idealni ludzie są zwykle nieprawdziwi 😀 przynajmniej mi się tak wydaje, a Ty jesteś jak najbardziej prawdziwa i jesteś super. Co do biegania to błagam niech mnie ktoś kopnie! Poważnie mówię, kiedyś sprawiało mi to prawdziwą radość, a teraz jak ty Pawle siedzę przy komputerze i czekam sama nie wiem na co? Może na ten wiatr co i mnie znowu w duszy zagra i wtedy wstanę i pobiegnę :). Pozdrawiam Was oboje serdecznie :*

    • Kasiu, masz rację. Niech już będzie „nie” Idealna. Przecież i tak wszyscy wiedzą, że to „nasza” Anna 🙂 I ja pozdrawiam cieplutko, zachęcając do malutkiej przebieżki? 😉

      • Uff.. dziękuję na to przyzwolenie bycia ludzkim nie-ideałem 😀 Tak jest do biegania i spacerowania również zachęcam 🙂

    • Kasiu, ależ ja się nie gniewam. Masz 100% racji. Wyznaję zasadę, że ideały nie istnieją, a jeśli występują w przyrodzie to muszą być piekielnie nudni 😀 A historia Pawła to najlepszy przykład, że można wszystko jeśli się tylko chce <3

  • Trzymam kciuki i już jestem dumna, że mamy tak ambitne istoty naokoło. Pozdrawiam, Daria xxx

    • Bardzo się przydadzą! Dziękuję! Ambitne? hmmm, bardziej chyba uparte… Takie są koziorożce 😉

      • To idźmy na kompromis i powiedzmy – wspaniałe istoty po prostu 😀

    • jak się kocha jeść to trzeba biegać 😛

  • Agnieszka

    Wczoraj pierwszy raz biegałam. Planuję biegać systematycznie i wytrwać 🙂

    • Trzymam mocno kciuki. Wytrwasz, a gdy jeszcze odkryjesz biegącjąco wokół Ciebie brać biegową to uuuu, wpadniesz po uszy…

    • Najtrudniejszy pierwszy krok 🙂 Brawo 🙂

  • Maraton??? Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że to nastąpi. Biorę wolne na trzymanie kciuków! 😀
    Jestem fanką Pawła od dawna, fanką Anny zresztą też, więc tyle w temacie, bo jestem nieobiektywna. 😛

    • Bo Ty to wszystko zawsze wiesz, domyślając się 😀 Telepatia 😀 A ja jestem Twoim fanem i tu się kółko zamyka, o!

    • Może zaczniemy ogłaszać się jako profesjonalny doping 😀 kibicowski oczywiście 😀

  • KOTy górą;)
    Ściskam kciuki za maraton, ale kto jak kto – Paweł, Ty dasz radę! I szykuj się za jakiś czas na wpis gościnny u mnie;) To, co planowałam od pewnego czasu, Ania pięknie wdrożyła w praktykę. Ale wszystko w swoim czasie;)

    • Mrrrau, tak co KOTy, to KOTy 🙂 Dziękuję za kciuki 🙂

    • A tak już jakiś czas temu o tym myślałam 😀 Wkrótce i ja zapukam do twoich drzwi z prośbą o występ na kanapie Nieidealnej 🙂

  • Podziwiam za pasje do biegania.

    • Dzięki! Ale to właściwie dzieje się samo. Wychodzę… Biegam… Trenuję… Jestem żywym przykładem, że da się w każdym wieku i prawie każdym stanie zdrowia…

      • I to jest po prostu piękne 🙂 Masz geny sportowca 🙂

        • No…. w rodzinie chyba nie do końca, nie kojarzę sportowców zawodowców 😀

    • Pasja jaka by nie była zawsze jest na plus 🙂

  • Zachwycacie mnie oboje. I koty Wasze też.

    Tak czytam i w sumie wstyd mi, bo tu takie ambitne plany, a ja się ostatnio rozleniwiłam.

    • Bo koty są od tego, żeby czarować swoim pięknem i gracją w poruszaniu się. Gdzie tam nam „człowiekom” do nich… A wiesz, każdy nawet najbardziej ambitny plan zaczyna się prostym kroczkiem naprzód… Coś o tym wiem… 😉

      • Lubię tę piosenkę Anny Jantar „najtrudniejszy pierwszy krok” 😀 to mi jakoś w uszach gra… 😀

    • Okres jesienno-zimowy 😀 jesteś usprawiedliwiona… masz maratony czytelnicze za to 😛

  • Od razu pomyślałam o Pawle jak tylko zobaczyłam tytuł posta! 🙂

    • Ach ta kobieca intuicja, to własnie ona nas mężczyzn intryguje i chyba przeraża 😉

    • Edytko, telepatia <3

  • Powinno być: co biegaczowi w duszy biega 😀 Chyba poczułam się zmotywowana do ruszenia tyłka… 😉

  • Pozazdrościć 🙂 Ja już próbowałam biegać – ale kurcze no, strasznie mi ciężko z tym:P

    • Początki rzadko są łatwe. Ale warto się przemóc:)

    • Człowiek tak ma z natury, że nie lubi się męczyć, ale po kilku treningach będziesz chciala więcej 🙂

  • Bardzo fajny pomysł z tymi wpisami gościnnymi:)
    Podziwiam pasję Pawła do biegania i trzymam kciuki za maraton 🙂

  • Odnośnie tego przypominania Obeliksa, to powiem tylko: „pics or didn’t happen!” 🙂

    • Taaaak, na tyle nie lubię i nie lubiłem moich fotek, że jest tylko takich kilka, znad morza, z plaży. Nie pokażę. Są na tyle nieestetyczne, że już wybieram bramkę nr 2!

      • Rozumiem, my wieloryby musimy mieć jakieś tajemnice 😀

  • Paweł, a ja to bym z chęcią poczytała u Ciebie coś o wyczynach Twojego sierściucha lub sierściuchów. No własnie, ile Ty masz tych kotów?

    • Kotów sztuk 2 Arya i Mocca. Tak właściwie to ostatnio niczego spektakularnego nie zbroiły, no nie mam serca wyciągać ich zamierzchłych osiągnięć 😀

      • U mnie też dwie sztuki chociaż ostatnio mąż wierci dziurę w brzuchu o trzeciego. Powiedziałam mu, że dwa rozrabiają, jedzą i robią wielkie kupy za co najmniej cztery sztuki, więc na razie na dwóch poprzestaniemy;). U nas ciągle coś się dzieje. Wczoraj zostałam pozbawiona dwóch wazonów na raz podczas spektakularnej gonitwy:).

        • Też mam dwójeczkę – parkę i te wielkie kupy mnie demotywują 😀

          • He, he, dokładnie wiem co masz na myśli. Trzecia, to już by było przegięcie;).

  • Kiedyś bardzo dużo biegałam, nawet trenowałam biegi na średnie dystanse, teraz niestety musiałam poszukać innej pasji, w której równie mocno można się odnaleźć. Żałuję, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, ale cóż takie jest właśnie życie, składające się z wielu barw. 🙂
    Pawła podziwiam, mocno mu kibicuję, chętnie śledzę jego kolejne wyzwania, niezwykle ciekawa i sympatyczna osobowość. 🙂 Ostatnie zdjęcie wciąż wywołuje serdeczny uśmiech. 🙂

    • Iza ty normalnie jesteś nieodkryta karta! Ale wiem, że teraz oddajesz się maratonom czytelniczym <3

    • Dziękuję pięknie 🙂 taki lekko zawstydzony tak miłymi słowami 🙂
      Właśnie się zastanawiałem, co by było gdybym tak pewnego dnia musiał pożegnać się z butami biegowymi… Teraz wiem, że znalazłbym inną pasję. Wszystko widać ma swoją kolejność z którą przyjdzie się pogodzić albo nie 🙂 Pozdrawiam i dziękuję 🙂

  • Trzymam kciuki za maraton! W ogóle fajny pomysł z takimi gościnnymi wpisami 🙂 Ja nie biegam, ale jak czasami chodzę sobie z kijkami to słucham głównie podcastów, ale muzykę również 🙂

    • Dziękuję 🙂 O Norden walking świetna rzecz! Ja za to słucham audibooki na spacerach z wózkiem 😀

    • Dziękuję pięknie za skuteczne trzymanie kciuków. Jestem maratończykiem! 😀

  • Jak to jest, że nigdy nie mogłam przekonać się do biegania???

    • Człowiek nie lubi się męczyć z natury, a to męczy 🙂 Szybki spacer, czyli cardio też jest super 🙂

      • Ale ja właśnie trenuję 4 – 5 razy w tygodniu i faktycznie – sport męczy. 😀 I lubię się zmęczyć. Ale do biegania miałam już kilka podejść, no i nic z tego nigdy nie wyszło. A spacery faktycznie lubię i uprawiam! W tak piękną jesień tym bardziej. 🙂

        • Aniu to ty jestes zuch. Ja z bieganiem tez srednio sie lubie,chyba ze na biezni 🙂

  • Rozumiem tę pasję… U mnie podobnie jest z rowerem w górach, może nie tak wyczynowo, ale uwielbiam dwa kółka… 🙂

    • Piękna pasja! Również kocham rower, ale góry? To już dla mnie ekstremalne hobby, podziwiam 🙂

  • Jestem zdeklarowanym fanem biegania z audiobookami, ewentualnie podcastami na uszach 🙂