Nie jestem ambitna, nie mam fit ciała i miewam doły

//Nie jestem ambitna, nie mam fit ciała i miewam doły

Nie jestem ambitna, nie mam fit ciała i miewam doły

W obecnym świecie nie masz prawa narzekać. Coś takiego, jak głośne przyznanie się do tego, że coś lub ktoś ci nie pasuje, jest surowo zakazane i nie istnieje. Swoista cenzura na mówienie o tym, że coś ci nie wyszło, jest ci źle, nudno, kiepsko czy jakoś tak nieswojo. Przykro mi, ale nie masz prawa mówić, że ci źle, bo tak naprawdę jeśli coś ci nie pasuje, to powinnaś coś z tym zrobić. Nie pozostaje nic innego, jak wziąć życie we własne ręce.

Wszyscy jesteśmy kołczami życia

Jeśli czujesz się gruba – schudnij, idź do dietetyka albo sama ułóż sobie dietę i zacznij biegać. No co, chcieć to móc! Nawet nie próbuj poskarżyć się na męża, bo, wiesz, stara, sama go sobie wybrałaś. Widziały gały, co brały, jak sobie pościelisz tak się wyśpisz i takie tam. Jak sobie faceta nie potrafisz wychować, to chociaż się do tego głośno nie przyznawaj i działaj, póki nie jest za późno. W przypadku dzieci może być nieco trudniej, bo w końcu sama je urodziłaś, ale, błagam cię, nie mów mi, że jesteś taka zmęczona. Nie rób z siebie Matki Polki Cierpiętnicy, okej? Od czego są żłobki, babcie opiekunki i takie tam? A że nie chce jeść, bije lub potrzebuje ciągle twojej uwagi? No to, kochana, od czego mamy psychologów? Mówię ci, na wszystko naprawdę jest sposób, trzeba tylko trochę ruszyć głową, wstać z krzesła i działać. A na smutek? Na smutek też są sposoby. Możesz zjeść coś słodkiego, ale to bez sensu, bo będziesz gruba i dojdzie kolejny problem. Możesz iść na zakupy (mi nowa para szpilek zawsze, ale to zawsze, pomaga), ale nie masz kasy na takie szaleństwa? A, to musisz koniecznie zmienić pracę. Najlepiej kuć żelazo, póki gorące. Idź, pisz wymówienie i składaj CV. To cię zmotywuje do wyjścia z własnej strefy komfortu i ruszenia z miejsca. A o tym twoim smutku ciągle zapominam. Na smutek możesz spróbować sportu (podczas wysiłku wytwarzają się endorfiny) lub zacznij medytować (dostrzeżesz inną perspektywę), zaadoptuj psa (w końcu pies to najlepszy przyjaciel człowieka), a ostatecznie, gdyby nic nie pomagało, zawsze możesz iść do psychiatry po jakieś pigułki „szczęścia” i załatwione. Grunt to działać, ciągle być w ruchu i coś robić z własnym życiem, żeby nie zwariować.

Nie jestem ambitna, nie mam fit ciała

i miewam doły

Ale tak naprawdę nie wstydzę się tego i dobrze mi z tym. Miewam takie momenty, kiedy wyję z bezradności, tłukę talerze z powodu złości, walę „kurwami” na prawo i lewo lub po prostu skaczę z radości. Żyję, czuję, przeżywam. Nie znieczulam się psychotropami, nie zalewam smutków alkoholem, co najwyżej dosładzam je czekoladą… Nie szukam na siłę rozwiązań, pozwalam sobie na smutek, żal, złość, rozczarowanie i wcale nie uważam, że moje życie jest złe. Nie jestem cały czas na optymistycznym haju. Moje różowe okulary dawno temu spadły i potłukły się na dupie pewnego gnojka, który złamał mi serce. Odchorowywałam to dobrych kilka tygodni, leżąc w łóżku z chusteczkami higienicznymi, trochę już zniszczonym egzemplarzem ukochanych Wichrowych wzgórz i miską maminego rosołu.  Ale właśnie te „doły” pozwalają mi cieszyć się tym, co mam. Może i warto wychodzić ze swojej strefy komfortu, ale mam wrażenie, że robienie czegoś pod dyktando innych nigdy nie zrobi nam dobrze. Zawsze warto próbować nowych rozwiązań, ale czasem możliwość „wygadania się” lub wypowiedzenia na głos publicznie, co nas gryzie, czyni większe cuda niż sesja u najlepszego psychoterapeuty w mieście.

Nieidealnie idealne życie

Proste, zwyczajne życie może być cudowne. Możesz odkrywać codzienną inspirację w rzeczach, które lubisz. Twoje nawyki, małe rytuały są twoje i masz prawo je celebrować. Mody przemijają, kołcze pozostają i z każdym kolejnym rokiem próbują coraz mocniej ingerować w nasze wybory. Nie jestem sceptyczką, uwielbiam poznawać nowe rozwiązania i dostrzegać inne perspektywy, ale wkurwia mnie maksymalnie fakt, że w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na to, co w życiu złe, jednak nieuchronne. To, że nie żalę się codziennie na moje życie, nie oznacza, że jestem w stu procentach z niego zadowolona. Jasne, że mówię o tym, jak jest naprawdę, ale tylko tym, którzy lubią mnie słuchać. Na wszystkich innych szkoda mi czasu, energii i języka. Ubolewam nad tym, że dyskusje, które obierają niestandardowe tory, zostają ucinane jeszcze w zarodku. Bulwersuje mnie fakt, że bycie sobą to często wysoka cena okupiona wykluczeniem społecznym czy najzwyklejszym w świecie ignorowaniem. Nie chcę życia, w którym udaje się, że smutek to coś złego, rozczarowanie to coś, co mija błyskawicznie, a żal to coś, na co nie warto tracić czasu.

 

***************

„Drażni nas u innych to, czego nie akceptujemy u siebie”.

  • Autor: Katarzyna Grochola, A nie mówiłam!

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.