A kto to jest ten Kominek, czy inny piec?

//A kto to jest ten Kominek, czy inny piec?

Wczoraj ukazał się Ranking Najbardziej Wpływowych Blogerów 2017 roku, przygotowany przez Jasona Hunta, który przez dużą część osób nadal jest kojarzony jako Kominek. Z racji tego, że nie przejmują mnie idiotyczne opinię innych, postanowiłam pomóc osobom, które nie wiedzą w dalszym ciągu, „kto to jest Kominek”. Paweł Opydo, którego ta sama grupa odbiorców również, może nie kojarzyć, doskonale określił tego typu zjawisko jako tzw. lans na niewiedzę. Moi czytelnicy kojarzą mnie głównie z tego, że angażuję się w różne społeczne akcje, oraz motywuję do zmian i zachęcam do cieszenia się codziennością mimo nieidealnego życia. Właśnie z tego powodu nie mogłam przejść obojętnie obok, całego tego zamieszania związanego z „Rankingiem Kominka” i wspomnianym już lansem na niewiedzę.

A kto to jest ten Kominek, czy inny piec?

Powyższy tytuł to autentyczny cytat, dokładnie komentarz z jednej z największych blogowych grup na Facebooku. Na początku zaznaczę, że nie mam zamiaru nikogo szykanować, czy też obrażać. Mój wpis powstał pod wpływem emocji związanych z tym całym hejtem, którego doświadczyłam osobiście ja i moi znajomi z blogosfery. Aby to wszystko trzymało się kupy, powinnam zacząć od początku, czyli kilka słów wyjaśnienia dla tych, którzy nie wiedzą kto to jest Jason Hunt.

Mówią o mnie, że jestem „królem blogerów”, legendą blogosfery, najpopularniejszym i najbardziej opiniotwórczym polskim blogerem, ale powiedzmy sobie wprost: to propagandowe gadki, którym z braku wrodzonej skromności nie zaprzeczam, ale też których nie powielam, bo jest w nich tyle samo prawdy ile kłamstw.

Ten cytat pochodzi ze strony Jasona Hunta, gdzie możesz szczegółowo doczytać, kim jest twórca wspomnianego rankingu. Z doświadczenia wiem, że osoby najgłośniej szczekające są najmniej chętne i pokorne do nauki, dlatego specjalnie dla takiego grona, śpieszę z wyjaśnieniami. Jason Hunt, dawniej znany jako Kominek, to bloger który miał ogromny wkład w kształtowanie polskiej blogosfery. Między innymi dzięki niemu blogerzy zaczęli zarabiać i komercjalizować blogi. Jason Hunt to twórca książek o social mediach i blogowaniu. Obecnie prowadzi kursy i szkoli blogerów, jak skutecznie pozyskiwać czytelników, przebić się z tłumu, oraz jak zmonetyzować swoje miejsce w sieci.

Ranking Jasona Hunta 

W moim osobistym odczuciu nie ma sensu targować się o to, czy wskazany ranking jest znaczący, czy też nie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że twoje odczucie będzie zależało od tego, jak definiujesz siebie jako blogera? W Polsce dwa najbardziej wyczekiwane rankingi w blogosferze to ten od Jasona Hunta i drugi od Andrzeja Tucholskiego, w którym blogerzy polecają siebie wzajemnie. Można lubić lub nie Jasona Hunta, można go czytać, lub nie. Wybór należy do ciebie i nikt nie mówi o zachwycaniu się jego blogiem, osobą itd. Ale jeśli masz w głowie choć trochę rozsądku i traktujesz blogowanie jak misję, to raczej zdajesz sobie sprawę, że warto znać ikony blogosfery.

Wyjaśnię to inaczej. 13 lat trenowałam judo. Za założyciela tej pięknej dyscypliny sportu uznawany jest Japończyk Jigoro Kano. Osobiście nie znam judoki i judoczki, która nie marzyłaby o pojechania do Japonii, do Kodokanu – świątyni judo. Każdy zawodnik: ten, który robi to amatorsko, ma większe i mniejsze sukcesy, uznawał autorytet Jigoro Kano i pragnął by chociaż raz w życiu być na treningu, na macie, tam gdzie wszystko się zaczęło. Nie spotkałam się w życiu z taką opinią: „A kto jest ten Jigoro Kano?”, „Co mnie interesują zasady jakiegoś starego, Japończyka?!”. Rozumiecie, co mam na myśli? Lans na niewiedzę to obciach, a nie powód do głośnego manifestowania swoich braków.

Nie musisz lubić Kominka, ale warto go znać

Nie chcę, aby ten wpis przyjął jakiś taki wychwalający pod niebiosa ton. Osobiście podczytywałam Jasona Hunta, ale nie byłam nigdy zbyt wylewną czytelniczką. Nie bardzo lubiłam słodzenie. Nie zawsze uważałam, że mam coś konkretnego do dodania. Mam swoje zdanie na temat jego twórczości, ale ono tutaj nie jest kluczowe. Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, w której traktuję blogowanie serio, a nadal nie wiem kim jest ten człowiek i jeszcze się tym szczycę. No nie, uważam to za srogą ignorancję i głupotę, a nie powód do dumy. Generalnie nie lubię brać udziału w dyskusjach z osobami, które nie mają o czymś pojęcia, ale się wypowiadają. Wtedy najczęściej odsyłam ich do źródła, lub proszę o research i powrót do dyskusji. Ale to przecież nasza narodowa cecha, prawda?

Nie ma mnie w rankingu?! To zarzucam focha

Patrząc na te wszystkie komentarze, które pojawiły się w sieci po opublikowaniu Rankingu Jasona Hunta, poczułam mdłości. Mimo tego, że jeszcze wczoraj męczyła mnie grypa żołądkowa, to moje samopoczucie było związane z falą hejtu wylaną na osoby, które w owym rankingu się znalazły. Z tego co piszą ludzie w sieci dowiedziałam się, że ranking jest: opłacony, ustawiony, nierzetelny. Kilka osób dojebało mi osobiście, że: „kupiłam sobie miejsce w rankingu”, że moja wpadka z podaniem adresu email na fanpage’u była taktyką (w ten sposób miałam przykuć uwagę Jasona Hunta), że generalnie kim ja jestem, aby tam się znaleźć, bo przecież jest tyle lepszych, bardziej wpływowych blogerów.

Nie dam ci powodu do radości

Wiem, że najgorsze co można zrobić, to dać znać że hejt cię dotknął. Karmienie trolla, to coś o co chodzi tej nieszczęśliwej osobie, która na krytykowaniu ciebie próbuje mieć swoje 5 minut. Na szczęście od dłuższego czasu nie muszę się zastanawiać, czy moje opinie zrobią mi dobrze, czy też zaszkodzą. Dlaczego? Pewnie dlatego, że od samego początku postawiłam na wiarygodność i nie mam zamiaru się dostosowywać. W swoim życiu przeszłam bardzo wiele, aby znaleźć się w miejscu, w którym jestem. Wiele osób nadal nie pamięta o bardzo prostej rzeczy. Nie da się oceniać życia innej osoby, do momentu, kiedy nie wejdziesz w jej skórę. Tak naprawdę, nigdy nie zrozumiesz do końca jak to by było być na moim miejscu, bo nie jesteś mną. Wiem, że w Polsce trudno jest wyjść poza konwenans marudy i narzekacza.

Moje 5 minut

Dawniej pozwalałam ludziom odbierać moje marzenia. Pozwalałam, aby umniejszano moje zasługi. Aby ktoś bezczelnie bagatelizował mój trud, pracę i  zaangażowane serce. Pamiętam jak ciężko trenowałam, aby znaleźć się na najwyższym podium Mistrzostw Polski w judo. Pamiętam również jak trener szybciutko mnie zgasił i powiedział, że 5 minut chwały za mną, a teraz czeka mnie jeszcze cięższa praca. No jasne, nie można przecież spocząć na laurach. Ale nie ma nic złego w świętowaniu małych i większych sukcesów. Dlatego dzisiaj otwarcie się przyznaję, że jestem cholernie dumna ze znalezienia się w tegorocznym rankingu Jasona Hunta. Bycie Wschodzą Gwiazdą Blogosfery to wspaniałe wyróżnienie, którego potrzebowałam. Przebicie się z tłumu blogów i dostanie zielonego światła do dalszego rozwoju. Jestem dojrzałą kobietą, z trudną przeszłością. Blogowanie traktuję jako misję, oraz pomysł na swoje życie zawodowe. Przez ostatnie cztery lata, z dwiema przerwami na okres ciąż ciężko pracowałam, aby znaleźć się w tym rankingu. Wiem, że dalej nie ruszę sama, dlatego postanowiłam przeczytać książki Jasona Hunta i zapisałam się na jego szkolenie dla blogerów. Co z tego dalej wyniknie? Rok 2018 będzie bardzo pracowitym rokiem, mam nadzieję, że fachowa pomoc, oraz wsparcie merytoryczne pozwolą mi dotrzeć do szerszego grona i zaznaczyć swoją obecność w blogosferze na stałe. Ten wpis nie ma na celu podlizania się  komukolwiek. Na szczęście ranking za nami, a kolejne miejsce będziemy walczyć przez następny rok. Jak oceniasz tegoroczne wyniki?

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.