5 patentów jak zdążyć z licencjatem lub magisterką na czas

//5 patentów jak zdążyć z licencjatem lub magisterką na czas

Czerwiec to ostatni dzwonek żeby oddać pierwotną wersję pracy dyplomowej, bez znaczenia, czy właśnie walczysz z licencjatem, czy wisi nad tobą widmo nietkniętej magisterki. Słonce na niebie, letni wietrzyk, chłodne piwko i zimne lody kuszą i skutecznie odciągają cię od pisania pracy? Skąd ja to znam. Co roku to samo, każdy kolejny znajomy kończący pewien etap edukacji uskarża się na to samo,a co gdyby jednak zacząć już w styczniu? Jeśli na pytanie o to kiedy się bronisz dostajesz palpitacji serca, pocisz się, nerwowo przystępujesz z nogi na nogę i masz ochotę wyskoczyć przez zamknięte okno, wiedz że ten wpis powstał z myślą o tobie…

Po pierwsze strategia

Dobra strategia przy pisaniu licencjatu, bądź magisterki to podstawa – wierz mi. Strategię powinieneś ustalić wspólnie z promotorem (ha ha myślisz sobie w duszy). Tak mam na myśli teko neurotycznego, zmanierowanego pacana z tytułem doktora, z którym nie w ząb nie potrafisz się dogadać. Nie ty pierwszy i nie ostatni. Wierz mi, każdy kto choć raz bronił dyplomu przerabiał to na, którymś z kolejnych etapów powstawania pracy. O co chodzi w strategii? Jesteś dorosły promotor ma prawo od ciebie wymagać, ale uwaga ty też masz prawo od niego wymagać: profesjonalizmu, dostępności, pomocy i wskazówek. Już na samym początku wyrób sobie u niego dobrą opinię: nie zawalaj terminów, chodź na seminaria, notuj jego uwagi i pytaj. Nie bój się pytać o to co jest dla ciebie nie jasne, nawet jeśli sądzisz, ze to banał. Nie ma banałów, w Wikipedii nie znajdziesz wzoru na idealną bibliografię (każdy promotor ma do tego indywidualne podejście), pytaj i upewniaj się, że na pewno rozumiesz odpowiedzi swojego mentora. Jeśli gnida cię straszy i maltretuje emocjonalnie – zmień opiekuna. Nie żartuję, lepsza zmiana niż gehenna przez kolejne półrocze, ale nawet całe dwa semestry…

Po drugie dobra organizacja

Przykro mi drogi studencie, ale właśnie od ciebie wymaga się nienagannej organizacji czasu własnej pracy. Tak wiem, pracujesz na 3 etaty, masz małe dziecko, dwa koty, krokodyla i castingi do reklamy zębów… Przerabiałam to i na studiach pracowałam na cały etat w McDonaldzie (9-10 godzinna harówka fizyczna i niezapomniany zapach frytek) jednocześnie chodziłam na treningi judo, w weekendy zaliczałam uczelnią i dodatkowo miałam czas dla chłopaka i przyjaciół. Także da się? Da tylko trzeba chcieć. Pomyślcie sobie jak byłam zdeterminowana skoro przez całą magisterkę dbałam o to, by na uczelni codziennie pojawić się w innym ubraniu (mania na sukienki) i mieć perfekcyjny manicure co w praktyce wyglądało tak: rano pobudka o 6 szykowanie się na uczelnię, do 14 jestem ładna i dziewczęca, zmywam paznokcie przed zmianą w Macu i do 22 śmierdzę frytami… Potem wieczorem wracam, prysznic, czytam milion stron, które były zadane na ćwiczenia (wierzcie mi, że na historii czyta się dużo) i w międzyczasie dzióbię coś tam na seminarium do magisterki. Treningi były w miejsca wolnych popołudni od uczelni, bądź pracy.

Jak się zorganizować?

To bardzo proste wystarczy zmienić swoje myślenie i podejście do życia. Ustal priorytety i zastanów się na czym ci naprawdę zależy. Nie skończona praca ciągnie się jak smród po gaciach i powoduje w konsekwencji problemy żołądkowe. Stres, presja i zniechęcenie – to co w konsekwencji cię czeka jeśli się nie ogarniesz i nie weźmiesz w garść.

Moje patenty na lepszą organizację:

– prowadź kalendarz i to ten tradycyjny papierowy, a nie w telefonie żebyś miał wszystko czarne na białym napisane – samokontrola to podstawa, wpisuje wszystko co musisz zrobić danego dnia,

– używaj kolorowych zakreślaczy do xerówek, małych karteczek samoprzylepnych do zaznaczania ciekawych fragmentów w książkach, rób krótkie hasłowe notatki do zagadnień, które opisujesz,

– ustal cele na dany dzień i trzymaj się ich,

– postaraj się być systematyczny i mieć podobny rytm dnia,

– nie zawalaj terminów i wykaż się kreatywnością w tworzeniu sobie dobrych warunków do pisania (cisza, samotność, dzienne światło, dostęp do wody).

Po trzecie równowaga ciała i ducha

W zdrowym ciele zdrowy duch i odwrotnie. Serio musisz zadbać o to, żeby dobrze się odżywiać, wysypiać i dotleniać. Jak to zrobić? W okresie wzmożonego wysiłku umysłowego zadbaj o 4-5 lekkich posiłków, nie musi być nic wymyślnego. W bibliotece idealnie sprawdzą się przekąski typu: garść migdałów, orzechów lub pestek słonecznika. Jakiś jogurt z bakaliami, maślanka czy serek wiejski to żaden problem, bo nie tracisz czasu żeby to przygotować, a doda ci energii i zregeneruje. Bardzo ważne jest też dbanie o regularne nawadnianie organizmu. Woda to podstawa, kawa okej, ale ie za dużo i przy niej dobrze brać magnez lub zjadać gorzka czekoladę, żeby nie tracić składników mineralnych i witamin.

Sen: tyle ile potrzebujesz, regularny, w nocy, a nie w dzień. Nie masakruj sobie mózgu i nie zarywaj nocek! Nie wmawiaj sobie, że jesteś sowa i lubisz w nocy pracować, noc jest od spania, a nie ślęczenia w laptopie. Ponadto jak pracujesz na komputerze bezwzględnie po godzinie siedzenia masz wstać i na 5 minut odejść, poćwiczyć wzrok wgapiając się na coś co jest daleko, napić się, skorzystać z WC, dotlenić na balkonie, przejść i porozciągać zasiedziałe stawy. Brzmi jak kosmos? Mądrzy ludzie robią tak w domu, bibliotece, a później w korpo jak pracują na etacie.

Po całym dniu siedzenia przy pracy dyplomowej zapomnij o komputerku. Tak laptop, tv i smartfon dla ciebie nie istnieje. Leć pod prysznic i wyłaź z domu przynajmniej na godzinę na świeże powietrze. Może to być zwykły spacer, przejażdżka rower, rolki albo jogging. Co lubisz, ale rusz dupę i się dotleń, mózg, mięśnie – zregeneruj całe ciało. W tym czasie możesz sobie posłuchać ulubionej muzyki, zadzwonić do kumpeli lub poprosić kogoś o towarzystwo, a potem grzecznie do odpoczywania lub innych obowiązków, ale w ramach rozsądku oczywiście.

Po czwarte nie oszukuj samego siebie

Koniec z wymówkami i wmawianiem sobie, że nie dasz rady. Jak nie ty to kto? Rozumiesz to, że dziś ćwierć mózgi kończą studia i mają obronę licencjatu lub magisterki za sobą?! Chcesz później w swojej karierze zawodowej bujać się  z takim kukułczym, śmierdzącym jajem w postaci „nie obroniłem się bo mi się nie chciało pisać pracy”?! Czy chcesz, żeby awans przeszedł ci koło nosa i sprzątnął jakiś młody, ambitny (debilny) adept, który ma papierek, a ty nie… No pomyśl przez chwilę czy ci się to kalkuluje i ile tracisz swojego czasu teraz i później? Hej słyszysz mnie? Do ciebie mówię, powiedziałeś A – poszedłeś na studia, zaliczałeś studia, użerałeś się z idiotami i co teraz tak po prostu odpuścisz bo lenistwo cię dopadło? Powiedz B – i zmobilizuj się jak najszybciej. Tylko systematyczność, wyrabianie dziennej normy, wejście w pewien schemat i regularność są twoim sprzymierzeńcem. Dasz radę tylko uwierz w siebie i absolutnie nie porównuj się do innych.

Po piąte zaszyj się i miej święty spokój

Słuchaj dwa kierunki skończyłam, musiałam sobie radzić ze sportem, praca i uczelnią. Wiem co to znaczy hasło: doba jest za krótka. Ale wiem też, że to wszystko okres przejściowy i dasz radę. Jeśli masz taką możliwość na czas pisania pracy ogranicz kontakty towarzyskie, zrezygnuj z hobby pochłaniającego ci dużą ilość czasu i najważniejsze: weź  urlop od wszystkiego. Żeby cię zmotywować jeszcze bardziej powiem tak solidny licencjat w pierwotnej wersji da się napisać uczciwie w tydzień, a magisterkę w dwa, góra trzy jeśli badania są wymagające. Myślisz, że żartuje? Jestem nad wyraz poważna i wierz mi, że nie jedną pracę dyplomową w życiu napisałam… Najlepiej, żebyś pisał w bibliotece, czytelni lub gdzieś, gdzie nic cię nie rozprasza. Na czas pisania wyłącz telefon, skorzystaj z tradycyjnego zegarka na rękę. Odpuść sobie gierki i apki na smartfonie. Nie oszukuj samego siebie, weź się ogarnij, usiać i napisz tę cholerna pracę, a  potem się obroń i miej święty spokój…

*******

Podejmuj kroki, które przybliżą cię do realizacji celów. Wykształć w sobie zmysł pilnej potrzeby działania.”

– H. Jackson Brown Jr

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.